Kto ciemiężył Białoruś

 

Piotr Zychowicz 05-02-2012,  Rzeczpospolita

 

Piotr Zychowicz 05-02-2012,

Według Mińska Polska niosła Białorusi zniewolenie, a bolszewizm wolność. Było dokładnie odwrotnie – o polityce historycznej reżimu Łukaszenki pisze publicysta „Rzeczpospolitej"

Ostatnio w Polsce falę oburzenia wywołał emitowany przez białoruską telewizję państwową serial "Tałasz". Rzecz rozgrywa się na Polesiu podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Tytułowy Wasyl Tałasz to białoruski partyzant, który współpracując z Armią Czerwoną, walczy z "polskim okupantem". Polacy zostali w serialu pokazani karykaturalnie, na modłę "niemieckich faszystów" ze starych sowieckich filmów.

Nasi żołnierze chodzą po planie w błyszczących oficerkach, wrzeszczą i wymachują batami. Śpiewając Mazurka Dąbrowskiego, mordują kobiety i dzieci, palą wsie oraz torturują niewinnych białoruskich chłopów, żeby na ich trupach zbudować imperialną Polskę "od morza do morza". Serial był od dłuższego czasu reklamowany przez białoruskie media, a jego twórcy przekonywali, że sytuacja polityczna niewiele się do dziś zmieniła.

Za kordonem

Nasze MSZ słusznie zaprotestowało przeciwko takiemu przedstawieniu polskich żołnierzy, ale problem jest głębszy. Serial "Tałasz" jest bowiem tylko emanacją polityki historycznej białoruskiego reżimu. Polityki, którą Mińsk prowadzi konsekwentnie od wielu lat. Niewiele różni się ona od oficjalnej wykładni dziejów forsowanej w czasach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej (BSRS).

Zgodnie z nią polsko-sowiecki spór o Białoruś w XX wieku przedstawiany jest w sposób dokładnie odwrotny, niż wyglądał w rzeczywistości. Polakom miały przyświecać imperialne cele, a ich rządy na terenach białoruskich miały dla ludności oznaczać kampanię mordów i krwawego terroru oraz nędzę. Bolszewizm zaś miał przynieść Białorusinom wolność i dobrobyt.

To absurd. Czy pamiętają państwo reklamę płynu do mycia naczyń, w której połowę talerza zamoczono w jednym specyfiku, a drugą połowę w drugim? Gdy aktorka wyjęła talerz, okazało się, że jedna jego część jest lśniąco czysta, a druga nadal tłusta i zabrudzona. Proszę wybaczyć porównanie, ale Białoruś w dwudziestoleciu międzywojennym była właśnie takim talerzem, który został poddany podobnemu eksperymentowi.

W wyniku traktatu ryskiego podpisanego 18 marca 1921 roku zachodnia część dzisiejszej Białorusi znalazła się w granicach II Rzeczypospolitej, a wschodnia – w granicach Związku Sowieckiego. Efekt był taki, że gdy niecałe 20 lat później, 17 września 1939 roku, młodzi żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli na Polesie, nie mogli uwierzyć, że ludzie mogą żyć na tak wysokim poziomie. A przecież, jak na warunki polskie, był to region bardzo ubogi.

Znakomity pisarz Sergiusz Piasecki, który w latach 20. służył jako agent polskiego wywiadu "na Sowiety" i wielokrotnie przekradał się do bolszewickiego Mińska, był wstrząśnięty, widząc, co bolszewicy zrobili ze swoją częścią Białorusi. Kraj ten zamienił się w totalitarne państwo permanentnej inwigilacji, terroru, przemocy i ludzkiego nieszczęścia.

Oto rozmowa, jaką odbył główny bohater napisanej w 1934 roku książki "Piąty etap" – powieści opartej w dużej mierze na przeżyciach autora i traktowanej jako wiarygodna relacja "zza kordonu" – z jednym z mieszkańców Mińska:

"– Proszę pana, jakie u was wytworzyły się stosunki pomiędzy obywatelami a władzą?

– Stosunki, stosunki? Bardzo proste stosunki: Małczat' i nie rozgawariwat'. Takie stosunki! Rozumie pan, dyktatura proletariatu. Kiedyś władze służyły obywatelom. Teraz obywatele służą władzom. Służą ze strachem... podłym, wstrętnym, poniżającym człowieka... Strach obrócił obywateli w szpiclów... nawet w rodziny weszło szpiclowanie... [Żyjemy] w lepkim kraju, w lepkim państwie... Tu wszystko się lepi i wszystko zlepione: stłuczone szyby – papierem, mury i płoty – dekretami, posadzki i ściany – flegmą i błotem!... W kleju, cholera, żyjemy, w kleju konamy! Moja Jadźka (mądra to łepetyna) mówi, że żyjemy w czwartym wymiarze. Niby poza normalnym życiem ludzkim. I tak jest naprawdę, bo nawet czas przesunięto o 3 godziny. U ludzi dziewiąta wieczór, do teatrów idą czy na bale, a u nas – dwunasta w nocy, dawno spać musimy. Ludzie do pracy o ósmej rano, a my o piątej w nocy.

– Ciekaw jestem, jak obywatele odnoszą się do władz?

Nie-na-widzą! Stra-sznie! Śmiertelnie! Z ukosa nienawidzą, ze strachem. Nienawidzą schlebiając! Nienawidzą pracując!... W żadnym państwie, panie, nie może wyrosnąć taka nienawiść do rządu jak u nas! I myśli pan: nienawidzą burżuje? Nie... biedacy nienawidzą! Z burżujami skończono...".

Władze sowieckie na terytorium Białorusi wprowadziły gospodarkę centralnie planowaną, na czele z kołchozami, które białoruskich chłopów wtrąciły w otchłań nieprawdopodobnej nędzy. Czeka GPU NKWD, przez całe dwudziestolecie rozstrzeliwała zaś prawdziwych i urojonych "wrogów ludu". Do dziś na terenie Białorusi wschodniej znajduje się wiele masowych mogił, największa z nich – w podmińskich Kuropatach.

Pieśń buntu i nienawiści

Sowieci na początku zastosowali wobec Białorusinów plan perfidny. Na terenie republiki promowali białoruski język i kulturę jako narzędzie do sowietyzacji. Chodziło o realizację rzuconego w latach 20. hasła "sowieckie w treści, narodowe w formie". Wielu mieszkających w Polsce działaczy białoruskich dało się na to nabrać. Uwierzyło, że pod auspicjami Moskwy powstaje autonomiczna Białoruś i wyjechało do Mińska. Ich los był tragiczny.

Jednym z nich był działacz narodowy i reżyser teatralny Franciszek Olechnowicz, który zdecydował się na ten krok w roku 1926. Szybko został aresztowany i wtrącony do mińskiego więzienia, skąd zesłano go do obozu koncentracyjnego na Wyspach Sołowieckich. Po powrocie do Polski (został wymieniony przez władze w Warszawie na białoruskiego komunistę) opublikował w 1935 roku książkę  "7 lat w szponach GPU".

„Zamiast szerokiej pracy kulturalnej w Białoruski Sowieckiej, obiecywanej przed mym wyjazdem, ciasna cela w piwnicy z wybitemi szybami – pisał o swoim pobycie w więzieniu. – Zwykle w niedzielę powracał kurjer z Moskwy, przywożąc ze sobą sprawy i wyroki, wyniesione przez kolegjum GPU, zaś w poniedziałek rozpoczynało się wykonywanie wyroków...

Procedura postępowania ze skazańcem jest następująca: gdy wyszedł na kurytarz i zatrzaśnięto drzwi celi, wiążą mu ręce z tyłu, w razie potrzeby kneblują usta i wrzucają do auta, które wiezie go na Komarówkę. Tam strzelają mu z rewolweru w mózg i zamordowanego zakopują do przygotowanego zawczasu dołu...

W naszych piwnicach był karcer. Była to ubikacja pod schodami, wilgotna, ciemna, pozbawiona wszelkich sprzętów i o tak niskim pułapie, że stać tam było niemożliwe, można było tylko siedzieć na podłodze....

Najczęściej do karceru trafiały kobiety... U nas we wsi białoruskiej zachował się zwyczaj lamentowania na pogrzebach. Po białorusku to się nazywa "hołosić". Zawodowe płaczki pogrzebowe lamentują nad zwłokami zmarłego, opisując rozpacz pozostałych przy życiu. Coś podobnego usłyszałem teraz, tylko że to nie był ów wyuczony szloch nad umarłym, to był prawdziwy krzyk rozpaczy, wyrywający się z piersi nieszczęśliwej. To była jakaś straszna improwizacja kobiety z ludu, w chwili największego nerwowego napięcia, wyrażającej swe bóle skandowanemi tyradami. Około dwóch godzin trwała ta pieśń buntu i nienawiści, potem zaczęła ścichać, aż ścichła zupełnie... Opisać te wrażenia trudno, trzeba samemu słyszeć ten szał rozpaczy, by go zrozumieć i odczuć".

Za Polszę!

Po drugiej stronie granicy życie Białorusinów szło normalnym trybem. Nikt nikogo nie mordował i nie wysyłał na Sołówki. Białorusini pod polską władzą byli wolnymi ludźmi mogącymi się swobodnie przemieszczać i uprawiać własną ziemię. Oczywiście można by długo mówić o błędach popełnionych przez polskie władze wobec białoruskich obywateli.

O porzuceniu koncepcji federacyjnej, szykanowaniu narodowego szkolnictwa i języka, idiotycznych biurokratycznych zarządzeniach będących utrapieniem nie polskiej ludności czy wrogiej polityce wobec cerkwi. Nic z tego nie da się jednak porównać z koszmarem, jaki rozegrał się w części Białorusi znajdującej się pod władzą sowiecką. Tak jak nie da się porównać wolnego państwa z państwem totalitarnym.

Twórcy propagandowego serialu "Tałasz" zapewne nie mają pojęcia, że w 1939 roku w obronie – rzekomo ciemiężącej ich Polski – biło się kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów. Bronisław Krzyżanowski, późniejszy oficer AK "Bałtruk", który w 1939 roku został zmobilizowany do 3. Batalionu Saperów w Wilnie, pisał o swoich żołnierzach: "Pochodzili przeważnie z Wilna i pobliskich powiatów. Język białoruski wyraźnie dominował, a wyznanie prawosławne było obficie reprezentowane. Znalazłem się w miejscowym polsko-białoruskim wojsku, wśród żołnierza, do którego miałem i mam wielkie zaufanie".

Dwa lata później, tym razem już ochotniczo, Białorusini masowo garnęli się do Wojska Polskiego, gdy formował je w Sowietach generał Władysław Anders.

– Co wam po Białorusinach, Ukraińcach i Żydach. Wam potrzebni są Polacy, to najlepsi żołnierze – powiedział Andersowi Józef Stalin 3 grudnia 1941 roku podczas rozmowy na Kremlu.

– Jeżeli chodzi o Białorusinów – odpowiedział Anders – to czuli się Polakami i byli dobrymi żołnierzami podczas wojny 1939 roku.

Anders pisał zaś po latach: "2. Korpus był zróżnicowany pod względem narodowościowym i wyznaniowym. Mimo to przedstawiał jednolitą całość i rozdźwięków pod tym względem nie było. Było to po prostu Wojsko Polskie". Białorusini w jego armii bili się dzielnie, wielu z nich poległo za Rzeczpospolitą. Wystarczy pojechać na polski cmentarz wojskowy pod Monte Cassino, aby zobaczyć, ile stoi tam krzyży z poprzeczną belką.

Wszystko to pokazuje, jak fałszywa jest polityka historyczna Mińska. Obecne władze Białorusi, demonizując Polaków i zohydzając ich w oczach swoich obywateli, próbują usprawiedliwić przyjęty przez nie kurs na Moskwę. Najlepszą odtrutką na kłamstwo jest prawda. Dlatego zamiast oburzać się na reżim Łukaszenki, nakręćmy własny serial, który ukaże, jak naprawdę w XX wieku układały się relacje między naszymi narodami.

Burzliwa historia Europy Wschodniej dostarczyła sporo tematów do takiego serialu. Może on opowiadać o okrucieństwach Czeka na sowieckiej Białorusi. Może opowiadać o żołnierzach Andersa, którzy pod Monte Cassino rzucali granatami w niemieckie bunkry, krzycząc: "Za Polszę, job twoju mać!". Albo o Okręgu Nowogródzkim AK, którego 30 procent żołnierzy było wyznania prawosławnego.

Rzeczpospolita