Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Walka o demokrację a polskie interesy narodowe na Wschodzie - rozważania po wyborach na Białorusi

Reakcja Polski na ostatnie wybory na Białorusi oznacza powrót do dawnej tendencji polskiej polityki wschodniej, czyli całkowitego ignorowania interesów polskiej mniejszości narodowej. W tym artykule chcę podnieść problem walki demokrację wobec polskich interesów narodowych na przykładzie sytuacji naszej mniejszości na Białorusi.

A.Łukaszenka spychany w objęcia Rosji

Zaangażowanie polskiej dyplomacji w wybory na Białorusi zakończyło się całkowitą porażką, gdyż było oparte na życzeniowej, a nie realnej ocenie sytuacji w tym kraju. Rosja po raz kolejny wygrała z polskim rządem… i całą Unią Europejską. Prawdziwym zwycięzcą wyborów jest w mojej ocenie W. Putin. A przyszłość Polski na najbliższe lata, jak to trafnie określił poseł Bogusław Kowalski w niedawnym wywiadzie na stronach „Myśli Polskiej”- będzie się rozstrzygała w zakresie geopolityki i gospodarki. Natomiast obecny rząd na Wschodzie ponosi same porażki.

W powstałej sytuacji (raczej starej) A. Łukaszenka znowu został skazany politycznie tylko na Rosje, bowiem nie ma możliwości manewru politycznego na Zachód. Prezydent Białorusi w rosyjskim mniemaniu powinien zapomnieć o dwóch kierunkach swojej polityki zagranicznej (Wschód-Zachód), o czym mówi i próbuje ją realizować od 2004 roku. Dodajmy, że i po wyborach nie patrząc na rosyjskie zwycięstwo nad Unią, nadal uparcie trzyma się tej tezy. A więc znowu czas na kroki Unii… Oprócz wyborów na Białorusi, ostatnio dobitnym przykładem „sukcesów” rządu D. Tuska na rosyjskim kierunku polityki zagranicznej, stało się oddanie śledztwa w sprawie Katastrofy Smoleńskiej, zamiast powołania komisji międzynarodowej. Doprowadziło to Polskę do największych upokorzeń w jej historii po 1989 roku. Czy D. Tusk mógł jako doświadczony polityk dać się uwieść rosyjskim zapewnieniem?

Jaka demokracja w krajach b. ZSRR?

Obecnie w Polsce, z braku innych osiągnięć, ponownie zwyciężyła polityczna opcja walki o „demokrację” na Białorusi, poświęcając polską mniejszość narodową na korzyść białoruskich nacjonalistów. Polskość na Białorusi (jak pisano już nie jeden raz, w tym także i na stronach „Myśli Polskiej”) w tej sytuacji jest niszczona polskimi rękami i za polskie pieniądze. Gdy Polska działa w imię „najwyższych standardów” to inne państwa słownie się z tym zgadzając w rzeczywistości skrupulatnie dbają o swoje interesy gospodarcze i polityczne. Nawet w stosunku do Białorusi, choćby takie jak na przykład Litwa i Niemcy. Polityka niestety oparta jest o podwójne standardy.

Szczególnie to widać na tle zupełnie innego stosunku UE, a także i Polski, na polityczne reżymy w Rosji czy w Kazachstanie, Tadżykistanie, Turkmenii albo Azerbejdżanie, które nie są wzorem demokracji, ale jednak UE i Polska je uznają. Ci „demokratyczni” przywódcy będą tak długo, jak zechcą albo do kiedy nie będą zmuszeni odejść. Cała postradziecka przestrzeń żyje według tych zasad. Jako przykład można przytoczyć – Kazachstan. Kraj, który był przewodniczącym OBWE na 2010 rok (jak wiadomo członkowstwo Białorusi w OBWE jest zawieszone). Nie wspomnę już o dziedzicznym przekazywaniu władzy w Turkmenii albo Azerbejdżanie, gdzie podobno, jak i w komunistycznej Korei władze przekazuje się swoim synom. W 2010 roku Kazachstan był gospodarzem szczytu krajów OBWE, na którym byli obecni prezydenci, szefowie rządów albo MSZ takich krajów jak – Niemcy, Francja, Anglia, Włochy, USA, Polska, Litwa, Rosja, Ukraina, Białoruś i in. Ciekawe, że ten szczyt OBWE w Kazachstanie (pierwszy od ponad 12 lat) został prawie niezauważony w polskiej prasie. W 2010 roku parlament Kazachstanu zwrócił się do prezydenta N. Nazarbajewa z prośbą o zgodę o przedłużenie jego kadencji do 2020 roku! Przypomnijmy że prezydent N. Nazarbajew rządzi krajem od 1988 roku i jego obecna kadencja powinna dobiec końca w 2012 roku. Zgoda na wniosek parlamentu oznacza przedłużenie tej kadencji bez nowych wyborów (!) do 2020 roku.

Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie jeszcze raz pokazały jak USA podtrzymują tam do końca swoje sojusznicze reżymy nie zwracając uwagi na wielotygodniowe demonstracje setek tysięcy ludzi. B. Obama to apelował o demokrację, to znowu przypominał o Mubaraku jako sojuszniku. Inna sprawa czy te narody rzeczywiście potrzebują demokracji. A może powtórzy się sytuacja podobna do tej z Gazy, gdzie poprzez wybory do władzy doszedł Hamas. I tutaj moim zdaniem akurat najbardziej racjonalne stanowisko zajmuje Izrael oświadczając, że potrzebuje poparcia sił prorządowych (z Mubarakiem czy bez niego) a nie kolejnej rewolucji. Bowiem do gruntownych zmian arabskie społeczeństwo musi dojrzeć, a interesy narodowe z tego powodu nie muszą ucierpieć! A pro po: te demonstracje pokazały, że jeżeli jest autentyczna społeczna atmosfera buntu to na ulice wychodzą setki tysięcy ludzi i trwa to nie jeden dzień , a nie tak jak to było ostatnio na Białorusi.

Białoruscy nacjonaliści ważniejsi od polskiej mniejszości?

Wracając do sytuacji Polaków na Białorusi paradoks polega na tym, zgodnie z tym co Jan Engelgard pisał na stronach „Myśli Polskiej”, że Białoruś jest jedynym krajem za polską wschodnią granicą, który nie próbuje niszczyć śladów polskiej kultury i dziedzictwa. Dodajmy, że jest także jedynym krajem za polską wschodnią granicą, który ma tych samych bohaterów narodowych co i Polacy – Adama Mickiewicza, Tadeusza Kościuszko czy Ignacego Domeykę. Władze Białorusi przy tym przyznają, że te wielkie postaci historyczne mają polski rodowód. Władze te także zabiegają o bardzo dobre stosunki z Kościołem katolickim, trwają rozmowy o pielgrzymce Benedykta XVI na Białoruś.

Między Polakami i Białorusinami nie ma takich historycznych zajść, jak z Ukraincami. Dostatecznie skomplikowane także są stosunki z Litwą. Litwini nie patrząc na sojusznicze stosunki rozpatrują Polaków jako wrogi element i materiał do asymilacji.

Tylko Białorusini za wschodnią granicą na razie nie są do Polaków źle usposobieni, chociaż propaganda jeszcze carska, a potem i sowiecka wiele zrobiły dla powstania wizerunku Polaka-obszarnika, wyzyskiwacza prostego białoruskiego chłopa albo „białopolaka”. I rzecz tutaj nie tylko w biernej mentalności Białorusinów, ale i w historycznych uwarunkowaniach. Białorusini zbyt późno poczuli się odrębnym narodem. Na terenach współczesnej Białorusi zachodniej Polacy nie tylko byli narodem dominującym kulturalnie, politycznie, ale i liczebnie. Na tych terenach to Białorusini byli mniejszością narodową i zachowali to w pamięci etnicznej. Natomiast na terenach Białorusi wschodniej sytuacja była inna. Tutaj Polacy byli mniejszością narodową. Tutaj chłopi białoruscy za 3 ruble z zachęty władzy carskiej wydawali polskich powstańców. Tutaj władza sowiecka zorganizowała rzeź klasową Polaków-obszarników (obszarników wszystkich, a nie tylko Polaków) i chłopi białoruscy w tym uczestniczyli. Podobne rzeczy już w 1939 roku, robione przez komunistyczne bojówki z wykorzystaniem marginesu społecznego, powtórzyły się w niektórych miejscowościach enklaw ludności prawosławnej – Skidlo, Ostryno – w stosunku do polskich osadników, ale na atakowanie polskich wsi już nie odważyli się.

Obecnie Polacy i Białorusini w tym kraju mieszkają razem szanując nawzajem swoje tradycje. Oficjalnie uznawane są święta katolickie obok prawosławnych, są dość liczne małżeństwa mieszane. Białorusini na terenach byłej II Rzeczypospolitej w znacznym stopniu są pod wpływem polskiej kultury. Nie oznacza to jednak, że zawsze tak będzie… I tutaj są problemy, szczególnie w stosunku do Polaków na wschodniej Białorusi w znacznym stopniu zrusyfikowanych. Ale jednak w stosunku do tego, co tutaj może powstać po możliwym dojściu do władzy białoruskich nacjonalistów, są one nieznaczne.

Hołubieni i finansowani z Polski białoruscy nacjonaliści (akurat oni tworzą trzon opozycji) twierdzą że Mickiewicz, Kościuszko czy Domeyko są Białorusinami, a Tadeusz Kościuszko w ogóle jest najbardziej znanym na świecie Białorusinem. Nie mówiąc już o królach polskich i wielkich książętach litewskich, którzy też oczywiście byli Białorusinami tylko że byli nie świadomi tego! Uparcie także twierdzi się w tych środowiskach, że na Białorusi niema Polaków, a są tylko białoruscy katolicy, albo spolonizowani Białorusini. To te ugrupowania polityczne oskarżają Kościół katolicki na Białorusi o polonizację Białorusinów, tak jak w dawnych czasach, jak i obecnie.

Ale teraz Polska, wspierając na Białorusi jedną opcję (nacjonalistów!) i nie prowadzając dialogu z władzą, działa na korzyść opcji antypolskiej i na niekorzyść polskiej mniejszości narodowej. Te działania, po wyniszczeniu polskości ideologicznie, są podtrzymywane przez polskojęzyczne media, działające na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Polski rząd chce poprzez „kolorową rewolucję” stworzyć tak zwane „społeczeństwo obywatelskie”, co w konsekwencji doprowadzi do tego, że dość bierny politycznie naród (o bierności Białorusinów pisał jeszcze L. Wasilewski) dostanie się pod wpływy nacjonalistyczne. Obecny warszawski rząd myśli, jak trafnie to ujął Jan Engelgard, w kategoriach międzynarodówek „demokratycznych”, nie nauczył się jeszcze myśleć w kategoriach stosunków międzypaństwowych. Radosław Sikorski wrócił na szlak Don Kichota i walki z wiatrakami. Podczas odbytej 3 lutego konferencji na temat Białorusi minister wygłosił przemówienie, które może mógłby przedstawić jakiś aktywista od praw człowieka, ale nie minister spraw zagranicznych dużego państwa. Widocznie taki liberalny odłam jaki reprezentuje PO nie może myśleć kategoriami polskich narodowych interesów.

Rosną nastroje antypolskie na Białorusi

Polska atakując w taki sposób Białoruś de facto pomaga Rosji odbudowywać dawną strefę wpływów w Europie, co jest wbrew polskiej racji stanu! A dla nas Polaków na Białorusi takie kroki rządu D. Tuska są czarną robotą dla dotychczas dobrego wizerunku Polaka w społeczeństwie białoruskim. Do negatywnego wizerunku Polaka, jako polonizatora Białorusinów w ujęciu nacjonalistów (tych właśnie hołubionych i finansowanych z kieszeni polskiego podatnika!) dochodzi nowy negatywny wizerunek – jako piątej kolumny.

W białoruskiej prasie i telewizji pojawiło się szereg oszczerczych antypolskich materiałów. Co ciekawe część z nich rosyjskiego pochodzenia: jak ostatni „historyczny” film o międzywojennej Polsce porównujący ją z Niemcami Hitlera. Przeprowadzona została dyskusja w telewizji na żywo o stosunkach polsko-białoruskich (z uczestnictwem A. Leppera), gdzie padały zdania o polskich zamiarach przeniesieni granicy pod Mińsk ( z 1939 roku!). Widać, że ten ton nadała niedawna wypowiedź prezydenta A. Łukaszenki na ten temat.

Ale najbardziej niepokojące w stosunku do Polaków były sms-owe opinie widzów, gdzie szereg Białorusinów pisało o polskiej pogardzie (tak w przeszłości, jak i obecnie) do ich kraju. O tym, że Polska musi przeprosić za okres międzywojenny itd. O to są prawdziwe efekty polityki rządu Tuska walki o „demokrację” na Białorusi. I co zrobi rząd Tuska i minister Sikorski kiedy na Białorusi władze i społeczeństwo przyjmą autentycznie antypolską postawę tak, jak na Litwie czy w zachodniej Ukrainie? Czy może nawet gorzej, bowiem mechanizm prześladowań etnicznych łatwo uruchomić! Bo co zrobi UE już wiemy – złoży kolejną górnolotną deklarację poparcia!

Polska oświadczyła o gotowości pomocy opozycji na Białorusi, w tym także i finansowej. Poinformowano o wydaniu ok. 120 mln. dol., a więc więcej niż wydaje się na całą Polonię świata! Ciekawe ile z tego trafi na przeznaczone cele i jaki w tym interes narodowy Polski? Za pieniądze polskiego podatnika będzie się hojnie wspierać antypolskich działaczy. I kto za to odpowie? W swoim czasie w polskim Sejmie postawiono pytanie o racjonalność tych programów. Te pytania kiedyś wrócą.

Obecny rząd polski zwrócił się do rządów UE i USA o zwiększenie pomocy dla opozycji na Białorusi. Jednak okazało się, że rząd Węgier, kraju obecnie przewodniczącego w UE dość chłodno przyjął te propozycje. Nietrudno domyślić się, że olbrzymia większość krajów starej Unii popierają takie stanowisko.

Powstaje także pytanie co w sprawie walki o dobre imię Polaka, o przedstawienie prawdziwej historii i teraźniejszości polsko-białoruskiej robi nasza grupa szczodrze finansowanych „społeczników” Polaków? Jak już wcześniej pisałem chodzi o od lat nigdzie nie pracujących działaczy społecznych (albo jak ich nazywają w grodzieńszczyźnie „zawodowych Polaków”) – T. Gawina i jego ekipy (A. Borys, A. Poczobutt – korespondent „Gazety Wyborczej”, A. Orechwo, T. Siliwonczyk, J.Porzecki, i in.). Chyba, że uznamy iż służą temu organizowane przez nich dziwne balangi (często z udziałem pracowników polskiego konsulatu w Grodnie) z okazji różnych dziwnych świąt zupełnie nie zrozumianych w polskiej tradycji (i to w jednej z najdroższych restauracji w mieście – nie trudno zgadnąć za czyje pieniądze!), albo balanga w Szczuczynie podczas żałoby narodowej w Polsce? Takich przykładów niestety można podać więcej i Polacy w Grodnie o tym wiedzą.

Postawione pytania mają ważne konsekwencje polityczne: mniej nawet ważne dla Białorusi, a bardziej dla Polski i szczególnie Polaków na Białorusi. Walcząc o szumne hasła zapomina się o zwykłych Polakach na Białorusi. O tym, że chcą oni normalnie żyć i rozwijać się, że chcą mieć możliwość pielęgnowania kultury narodowej, tradycji, polskiej oświaty. A nie być tylko „mięsem armatnim” dla kolejnej rewolucji i do tego robionej w cudzych interesach.

Antoni Kuczyński, Grodno

http://sol.myslpolska.pl
7.03.2011