Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa




“Jesteśmy otwarci”

poniedziałek, 20 czerwca 2011 ; Rozmawiała Tatiana ZALESKA-IGNACIK

Rozmowa z Ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej na Białorusi Leszkiem Szerepką

Na początku lutego br. Pan Ambasador przyjechał na Białoruś, a 4 kwietnia złożył listy uwierzytelniające Prezydentowi Republiki Białoruś. W tym czasie odwiedził Pan wiele regionów RB. Jakie są Pana pierwsze wrażenia?

- Byłem w Grodnie, w Brześciu, ostatnio w Homlu, po drodze odwiedziłem mniejsze miejscowości. Wrażenia mam bardzo pozytywne. Dla mnie Białoruś nie jest ziemią nieznaną. Pracując w Moskwie przejeżdżałem przez wasz kraj, byłem tu też kilkakrotnie na wyjazdach studyjnych. Mieszkałem nawet w hotelu „Siemaszko” w Grodnie w 2004 roku. Mam jednak wrażenie, że kraj ten nie do końca wykorzystuje swoje możliwości - jeśli np. dokonamy porównania z krajami bałtyckimi za poziom startu biorąc 1990 rok. Jeśli popatrzymy na średnią płacę na Litwie, Łotwie czy Estonii i na Białorusi, różnica jest dwu, trzykrotna. Tutaj mieszkają normalni ludzie, którzy chcą żyć i rozwijać się.

Na poziomie międzyludzkim pomiędzy Polakami a Białorusinami stosunki są dobre, przyjacielskie, gospodarcze. Napięta sytuacja jest pomiędzy naszymi władzami. Czy kiedyś te stosunki będą lepsze?

- Nie szukamy konfliktu jak było widać z naszego zachowania pod koniec ubiegłego roku. Byliśmy i jesteśmy otwarci. Natomiast trzeba zdać sobie sprawę, że Unia Europejska to klub, w którym obowiązują pewne zasady – demokracja, prawa człowieka, wolność zgromadzeń. Jeżeli jakieś państwo nie przestrzega tych reguł, to nie może mieć dobrych stosunków z krajami Unii Europejskiej. Jesteśmy otwarci na współpracę, jeżeli państwo, które chce z nami współpracować, przestrzega ogólnie przyjętych zasad. Zasady te są bardzo proste, zgodne z deklaracją Praw Człowieka i Obywatela ONZ.

Od 1 lipca Polska będzie przewodniczyć w Unii Europejskiej. Czy przewodnictwo będzie miało wpływ na polepszenie oficjalnych stosunków z Białorusią?

- To pytanie trzeba skierować do władz białoruskich. Jeżeli nie będzie więźniów politycznych, nie będzie prześladowań niezależnych organizacji, to nie widzę przeszkód, aby stosunki były bardzo dobre. Tym bardziej, że Białoruś leży w centrum Europy. Obecna sytuacja jest paradoksalna, Unia Europejska ma bowiem lepsze stosunki z Rosją niż z Białorusią, a minister spraw zagranicznych Rosji na spotkaniu w Królewcu krytykuje poziom demokracji na Białorusi.

Czy będą podjęte działania mające na celu poprawę obecnej sytuacji? - Nie tak dawno Minister Spraw Zagranicznych RP Radosław Sikorski stwierdził, że nasza oferta złożona przed wyborami w 2010 roku jest nadal aktualna. Jest to oferta pogłębienia współpracy, pomocy finansowej i materialnej ze strony Unii Europejskiej. Oferta może być jednak realizowana, jeżeli Białoruś będzie przestrzegała tych zasad, które są dla nas podstawowe.

Jak Pan Ambasador może ocenić stan polsko-białoruskiej współpracy gospodarczej?

- W mediach białoruskich mówi się wiele o strategicznych partnerach takich jak Kuba, Wenezuela, Iran. A jeśli porównać poziom wymiany kubańsko - białoruskiej czy irańsko-białoruskiej z polsko-białoruską, to okaże się, że wymiana pomiędzy Polską a Białorusią znacznie je przewyższa i w ubiegłym roku wyniosła prawie 2,5 mld dolarów. W pierwszym kwartale br. wymiana pomiędzy naszymi krajami sięgnęła zaś 0,72 mld dolarów i jeśli tendencja ta się utrzyma, to wymiana roczna może osiągnąć pułap 3 mld USD. Kwestie polityczne nie mają dominującego wpływu na wymianę gospodarczą, ale gdyby stosunki pomiędzy naszymi państwami były lepsze, to obecny poziom wymiany gospodarczej można by jeszcze podwoić. Również w inwestycjach.

Mówiąc o wymianie kulturalnej, należy powiedzieć, że dużo w tym kierunku robi Instytut Polski w Mińsku. Więcej przedsięwzięć przeprowadza on w stolicy, mniej w regionach. Przykładem inicjatyw kulturalnych w terenie jest ostatnio zorganizowany przez Konsulat Generalny RP w Grodnie wspaniały występ Filharmonii Łomżyńskiej w kościele pobernardyńskim. Czy można aktywizować wymianę kulturalną tak, aby przyjeżdżały do nas do Grodna gwiazdy polskiej estrady?

- To jest prawda, że nie do końca wykorzystujemy możliwości wymiany kulturalnej w regionach. Dużo jest imprez w Mińsku. W związku z prezydencją Polski w UE, Mińsk został wybrany jako jedna z dziesięciu stolic kulturalnych polskiego przewodnictwa. Będą realizowane różnego rodzaju przedsięwzięcia, a w Mińsku będzie miało miejsce kilkadziesiąt imprez w ciągu kilku miesięcy. Będą to występy teatrów, zespołów artystycznych, wystawy plastyczne, prezentacje książek itd. Jest tego bardzo dużo.

Natomiast rzeczywiście można zintensyfikować naszą działalność w regionach. Ale musi być tu chęć współpracy ze strony władz regionalnych. Nie możemy pewnych rzeczy narzucać. Byłem w Homlu. W Pałacu Paszkiewiczów jest ogromna ilość pamiątek, związanych z Polską. Ponieważ Paszkiewicz po powstaniu listopadowym był generałem gubernatorem w Warszawie, przywiózł z niej dużo rzeczy, które u nas zniknęły podczas wojen, a tu się zachowały. Można np. nawiązać współpracę pomiędzy białoruskim a polskim muzeum. Tam są tym bardzo zainteresowani. Natomiast niedawno w Grodnie próbowaliśmy zorganizować wystawę katyńską, która w ubiegłym roku prezentowana była w Mińsku przy udziale ministra kultury RB Pawła Łatuszki. Niestety w Grodnie nam odmówiono.

Ważnym punktem dla Polaków na Białorusi jest oświata, mianowicie nauczanie języka polskiego. Działają szkoły polskie w Wołkowysku i w Grodnie, są szkoły społeczne i kursy języka polskiego. W tym roku wygasła umowa rządowa, białorusko–polska, dotycząca oświaty…

- W 2006r. była podpisana umowa o współpracy pomiędzy Ministerstwem Oświaty RB a ówczesnym Ministerstwem Oświaty i Sportu RP, która wygasła w kwietniu br. Przy czym strona białoruska poszła nam na rękę i przedłużyła o rok funkcjonowanie tego porozumienia, dając czas na opracowanie nowego. Z naszej strony problem polega na tym, że zmieniły się kompetencje polskich ministerstw. Umowę podpisało jedno ministerstwo, a obecnie jest ich dwa – Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Umowa dotyczy tych dwóch ministerstw, i pojawił się problem, które, za co mają odpowiadać. Resorty jeszcze w tym miesiącu wyślą grupę ekspertów na Białoruś, aby sprawę ostatecznie wyjaśnić. Jest to istotna kwestia, gdyż wiele osób, młodzieży polonijnej, planuje zdawać na studia w Polsce. Bez tej umowy nie będziemy mogli przysłać komisji, która przeprowadzi egzaminy. Decyzja władz białoruskich jest dla nas bardzo cenna, gdyż pozwala kandydatom - wiążącym swój los z nauką w Polsce - zdać egzaminy na miejscu i wyjechać na studia. Prawdopodobnie egzaminy te odbędą się w lipcu. Umowę należy zredagować na nowo, ponieważ zmieniły się implikacje prawne, a umowa powinna być dostosowana do prawa obydwu krajów.

Chciałbym zwrócić uwagę na procent Polaków mieszkających na Białorusi oraz na liczbę dzieci polskich objętych nauką ojczystego języka. W porównaniu do liczebnością diaspory białoruskiej w Polsce oraz dzieci białoruskich objętych nauką języka białoruskiego (w polskich szkołach) sytuacja jest zdecydowanie korzystniejsza u Białorusinów zamieszkałych w RP. Uważam, że co najmniej 3 procent uczniów w RB powinno uczyć się języka polskiego, jeśli uwzględnić oficjalną liczebność polskiej mniejszości. Biorąc pod uwagę te dane, mamy wiele w tej dziedzinie do nadrobienia.

Organizowanie kursów języka polskiego i zakładanie klas z językiem polskim zależy od ilości podań składanych przez rodziców. Możliwie za mało aktywne są tu polskie organizacje społeczne na Białorusi?

- Zgadzam się tu w 100 procentach. Organizacje mogłyby zrobić o wiele więcej w tym kierunku. Przecież nie jest tak, że jeżeli dziecko uczy się polskiego, to ma zamkniętą możliwość dalszej nauki np. w szkołach wyższych. Przeciwnie, sądzę, że jeśli dziecko jest w stanie opanować białoruski, rosyjski, polski, angielski to będzie miało w przyszłości możliwość większego wyboru. Jeżeli założymy, że w przyszłości granice Europy będą otwarte dla wszystkich - również dla obywateli Białorusi - to dla tych dzieci znajomość jeszcze jednego języka będzie dodatkowym atutem. Tym bardziej, że państwo polskie bierze na siebie ciężar finansowania tej edukacji.

Trudno jest porównywać gimnazja białoruskie w Polsce, gdzie wykłada się tylko język, literaturę i historię po białorusku, ze szkołami polskimi na Białorusi, gdzie wykładane są wszystkie przedmioty po polsku. Rodzice i dzieci są tu raczej nastawieni na studia w Polsce. Białorusini studiują przecież w Polsce?

- To jest kwestia ich woli. Tak się złożyło, że gdy studiowałem, miałem na roku kolegów, którzy pochodzili z mniejszości białoruskiej. Mogę powiedzieć, że byli bardzo aktywni i rzeczywiście język białoruski był dla nich tym językiem, w którym między sobą się porozumiewali, mimo że żyli w środowisku polskim i poddani byli bardzo silnemu oddziaływaniu polskiej kultury. Nie spotkałem takiego środowiska polskiego na Białorusi, w którym Polacy porozumiewaliby się między sobą, na co dzień, po polsku.

Ale na Grodzieńszczyźnie są takie miejsca…

- Mam nadzieję, że tam dojadę i zobaczę, jak to wygląda.

Tak jest na przykład w okolicach Kanału Augustowskiego. Warto zaznaczyć, że Kanał Augustowski ogłoszono strefą turystyczną i gospodarczą, gdzie można organizować nie tylko spływy kajakowe, ale i realizować unijne projekty przygraniczne.

- Uważam, że turystyka jest ciekawą formą współpracy pomiędzy Polską i Białorusią. Tylko strona białoruska musiałaby pójść na pewne ułatwienia. Na przykład wzorem Ukraińców, znieść wizy dla obywateli Unii Europejskiej (pomimo, że obywateli Ukrainy wizy przy wyjeździe do UE obowiązują). Ta nierównowaga Ukraińcom się opłaca, ponieważ przyciąga bogatych turystów z Zachodu. Nie muszą oni stać w konsulatach, czekając na wizy i wydają pieniądze na Ukrainie. Problem Kanału Augustowskiego polega na tym, że z jednej strony władze białoruskie wyrażają zainteresowanie rozwojem turystyki, z drugiej zaś musimy je przekonywać, żeby zorganizowały tam stały posterunek odpraw celnych. Trzeba gdzieś tam telefonować, gdy zbliża się wycieczka. To kolejne utrudnienie. Potencjalni turyści mają ogromny wybór – cały świat stoi przed nimi otworem, dlaczego mają przyjechać na Białoruś? Trzeba im w tym pomóc. A zainteresowanie jest.

Wielu obywateli polskich ma korzenie stąd, dużo turystów przyjeżdża na Białoruś…

- Ale turystów, którzy deklarują turystykę – jako cel wizyty przy aplikowaniu o białoruską wizę - jest zaledwie kilka tysięcy, to naprawdę bardzo mało.

A czym można zainteresować turystów z Polski na Białorusi?

- Jest tego bardzo dużo, na przykład podróże sentymentalne. Wiele osób w Polsce ma korzenie białoruskie czy rodzinę na Białorusi. Tylko trzeba ułatwić im to, aby mogli przyjechać. Może znieść wizy, może otworzyć mały ruch graniczny, a może znieść również obowiązek meldunkowy dla przyjeżdżających na Białoruś.

Mówiąc o wizach, są pewne utrudnienia z rejestracją elektroniczną w polskich konsulatach. W internecie zamieszczono informację, że od kwietnia konsulaty w ogóle nie wydają bezpłatnych wiz polskich.

- To nie jest prawda. My, jako Polska, jesteśmy za tym, aby ułatwiać i liberalizować wymianę wizową. Polska może być liderem w promowaniu idei ruchu bezwizowego z Białorusią. Na razie jednak całkowicie znieść wiz nie możemy, możemy natomiast i stosujemy tutaj inne formy łagodzenia obowiązujących przepisów.

Nasza polityka wizowa jest liberalna wobec Białorusinów. Liczba odmów jest naprawdę niewielka. Konsul, by wydać wizę, musi podjąć szereg procedur, które zajmują określony czas. Jeden konsul jest w stanie wydać w ciągu dnia około 120 wiz. W ciągu ostatniego roku ilość aplikacji zwiększyła się o 100 procent, a liczba konsulów nie uległa zmianie. Zwracaliśmy się do władz białoruskich z prośbą o zwiększenie liczby pracowników polskich urzędów konsularnych, ale otrzymaliśmy odmowę. Odmowa była uzasadniona dysproporcją w liczbie pracowników polskich konsulatów na Białorusi i białoruskich w Polsce.

W Polsce jest tylko 12 konsulów białoruskich, a polskich w RB jest 26 i wasze władze uznały, że to za dużo. Jeżeli jednak nie będzie zwiększona liczba konsulów, to będą rosły kolejki po wizy. Nie jesteśmy w stanie przyspieszyć tego procesu. Jesteśmy w stanie bardzo szybko zwiększyć liczbę pracowników, co sprawi, że zmniejszą się kolejki.

W Grodnie wystąpiliśmy o zmianę lokalizacji konsulatu (chcieliśmy kupić nowy obiekt), bo obecnie interesanci, czekający przed budynkiem, nie mają komfortowych warunków (np. mogą wpaść pod samochód). Jednak i tu otrzymaliśmy odmowę. Obecnie spróbujemy rozbudować posiadany budynek Konsulatu Generalnego.

Jeśli jest problem z rejestracją wiz przez internet dla grupy dzieci, to należy zwracać się bezpośrednio do konsulów?

- W przypadku wyjazdów dzieci należy zwracać się bezpośrednio do konsulów. Wizy w takich przypadkach będziemy załatwiali na bieżąco i wszystkie plany związane z wakacjami zostaną zrealizowane. Możliwie, że konsulowie będą zmuszeni zostać po godzinach pracy - niestety taka jest prawda.

Praca konsulów przewiduje opiekę nad obywatelami Polski, a w jaki sposób dyplomaci opiekują się miejscowymi Polakami, interesują się ich życiem?

- Konsulowie w pierwszej kolejności zobowiązani są opiekować się obywatelami Rzeczpospolitej, znajdującymi się za granicą, natomiast obowiązek opieki nad Polakami, obywatelami Białorusi, spoczywa na białoruskich władzach. My nie opiekujemy się przedstawicielami mniejszości polskiej, a współpracujemy i pomagamy białoruskim Polakom zachować tożsamość narodową. To jest nasze główne zadanie. Polacy są obywatelami państwa białoruskiego i mają prawo oczekiwać takiej samej opieki i traktowania, jak inni jego obywatele.
Państwo białoruskie powinno pomóc im zachować swoją tożsamość kulturową, korzenie.

Pomiędzy członkami Związku Polaków na Białorusi powstał w 2005r. konflikt z poważnymi skutkami. Czy jest wyjście z tej sytuacji? Czy można pogodzić miejscowych Polaków?

- To są dwie grupy, które kiedyś tworzyły jedną organizację. Sami powinniście dogadać się między sobą, znaleźć satysfakcjonującą obie strony formę zakończenia konfliktu.
Jesteśmy zaangażowani w konflikt wokół ZPB, gdyż państwo polskie m.in. uczestniczyło w finansowaniu budowy Domów Polskich, które w zamyśle miały służyć wszystkim przedstawicielom mniejszości polskiej na Białorusi. Nie wiem, czy teraz ich wykorzystanie jest zgodne z intencją fundatorów oraz interesami samych białoruskich Polaków. I w tym aspekcie, jako przedstawiciel państwa polskiego, jestem zainteresowany, żeby te domy pracowały na potrzeby wszystkich Polaków, aby z domów korzystały wszystkie grupy naszych rodaków.
Natomiast nie możemy ingerować bezpośrednio w działalność organizacji białoruskich, czy też ich godzić. To nie jest nasza sprawa.

Czy Pan Ambasador odwiedził już któryś z Domów Polskich?

- W najbliższym czasie będę w Witebsku, ale słyszałem, że tamten Dom Polski nie spełnia swoich podstawowych statutowych zadań. W Grodnie nikt mi nie proponował – podczas mojej ostatniej wizyty w tym mieście - aby zajrzałem do Domu Polskiego.

A w Lidzie, Iwieńcu, Mohylewie...?

- Jeśli otrzymam zaproszenie, to się poważnie zastanowię. Kwestiami współpracy z Polonią zajmują się konsulowie i oni mi mówią, jak wygląda sytuacja, radzą czy warto czy nie warto gdzieś pójść, czy moja obecność pomoże w czymś, czy będzie korzystna czy też nie.

Skutkiem konfliktu w ZPB jest zakaz wjazdu niektórych jego członków do Polski oraz jednocześnie do państw Grupy Schengen. Jak się to stało, że problem lokalny urósł do poziomu międzynarodowego? Uważam, że jest to łamanie praw członków związku, pracujących na jego rzecz od początku istnienia organizacji.

- W ogóle jestem przeciwko temu, żeby były jakieś „czarne spisy”. Niestety, są one z obu stron i tego nie da się zmienić. Sądzę, że najlepszą drogą, aby z tego wyjść, jest powrót do statutowej działalności ZPB. Nie sądzę, że jeśli jakiejś emerytce zakazuje się wjazdu do Polski, to jest dobre, ale cóż… Są takie procedury. Niekiedy trudno jest się wycofać z raz podjętych decyzji.

Ostatnio bardzo dużo się mówi na Białorusi o Karcie Polaka. Sąd Konstytucyjny RB, wydał opinię w tej sprawie, prawdopodobnie szykuje się ustawa o zakazie posiadania karty przez urzędników państwowych.

- Karta Polaka została wprowadzona na prośbę przedstawicieli mniejszości polskiej z obszaru dawnego ZSSR. Oni zaproponowali, oni chodzili do polityków w Polsce i w końcu tę ustawę przeforsowali. Cel był taki, by Polakom, którzy ucierpieli w wyniku zawirowań historii (zmiany granic, deportacji itd.), pomóc zachować kontakty z Polską – aby mogli pójść w ojczystym kraju do muzeum, aby mogli taniej korzystać z transportu publicznego, żeby mogli w końcu dzieci wysyłać na studia do Polski. Tu państwo polskie znalazło środki. Nie możemy niestety wszystkim Polakom, którzy są rozsiani po całym świecie, zapewnić takich przywilejów. W innych krajach nasi rodacy należą do zamożnych grup społecznych i zwyczajnie taka pomoc nie jest im potrzebna. Nie wiem, dlaczego sprawa ta znalazła się w centrum zainteresowania. Ja nie widzę tutaj żadnego zagrożenia dla władz białoruskich oraz Białorusi. Nie wiem, kto inspiruje tego typu debaty.
Jeżeli słyszę, że robią to przedstawiciele oficjalnego ZPB, to jest to dla mnie jeszcze bardziej przykre. A jeżeli pan Siemaszko publicznie mówi: „Chreń z toj Polszaj”, to może coś w tym jest, że nie są to do końca bezpodstawne oskarżenia. Sądzę, że sprawa ta nie powinna pozostawać w polu zainteresowania władz białoruskich. Co do decyzji Sądu Konstytucyjnego, to raczej powinien on zajmować innymi sprawami, związanymi z prawem wewnętrznym. Dla nas decyzje białoruskich sądów – w tej sprawie - nie są wiążące. Nie zmienimy założeń związanych z Kartą Polaka.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że w drugim półroczu br. zostanie wprowadzony mały ruch graniczny.

- Powiedziałem to po spotkaniu, jakiś czas temu, z Ministrem Spraw Zagranicznych RB Siergiejem Martynowem. Podpisaliśmy z Białorusią umowę o małym ruchu granicznym w lutym 2010r. Od kilku miesięcy zakończyliśmy wszystkie przygotowania do wprowadzenia tego typu ruchu, nawet zostali wytypowani konsulowie w dwóch konsulatach granicznych.
Niestety strona białoruska nie jest gotowa obecnie na szybkie działania w kierunku realizacji porozumienia w sprawie MRG.

Poproszę opowiedzieć o sobie.

- Jestem z wykształcenia historykiem. Skończyłem Uniwersytet Warszawski. Cały czas specjalizowałem się w tematyce wschodniej, pisałem o staroobrzędowcach rosyjskich. Cała moja kariera naukowa i profesjonalna związana jest ze Wschodem. Mińsk jest moją trzecią placówką. Pracowałem w Moskwie, na Ukrainie, a teraz na Białorusi. W okresach, gdy pozostawałem poza dyplomacją, pracowałem w Ośrodku Studiów Wschodnich.
W OSW analizowałem sytuacje na wschodzie, pracując początkowo w wydziale rosyjskim, potem w specjalnym zespole, który zajmował się kwestiami emigracji, demografii i granic.
Zainteresowania mam rozliczne. Najbardziej lubię góry, co na Białorusi jest trudno osiągalne. Ale mogę powiedzieć, że byłem w różnych miejscach. Gdy byłem w Kirgizji w Tien-Szanie, to najliczniejsza grupa, jaką spotkałem, była grupą białoruską.

Dziękuję za rozmowę

Za: POLACY.BY