Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Rozpocznijmy dialog z Łukaszenką

Jeśli polskie władze uznają wagę niepodległości Białorusi i chcą naszemu sąsiadowi naprawdę pomóc, to Polska musi rozpocząć rozmowy z Mińskiem. Nie wykluczając samego prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Działania potrzebne są natychmiast - pisze dziennikarz "Rzeczpospolitej"


Sytuacja jest szczególna: po raz pierwszy od początku swego urzędowania prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko zadeklarował chęć współpracy z Zachodem. Polska powinna na to odpowiedzieć. Z naszego punktu widzenia niepodległość Białorusi jest niezwykle ważna. Tym bardziej powinniśmy więc w jakiś sposób naszemu wschodniemu sąsiadowi pomóc. Bo jego perspektywy rysują się źle. Niestety, stosunki polsko-białoruskie są fatalne. I to nie z naszej winy.

Warunki Łukaszenki

Związek Polaków na Białorusi został rozbity przez władze. Jego czołowi działacze są poddawani nieustającym represjom tylko dlatego, że ktoś w Mińsku i Grodnie obawiał się, iż mogą być "wykorzystani przez Warszawę". Państwowa telewizja białoruska i rządowe gazety oskarżały Polskę o szkolenie terrorystów oraz o inne ciężkie grzechy. I wreszcie, wobec swoich własnych obywateli (nie tylko Polaków) władze zachowują się w sposób urągający jakimikolwiek standardom: wybory zamieniają w farsę, likwidują organizacje pozarządowe, zamykają niezależne gazety. Na takie działania Polsce trudno jest odpowiedzieć chęcią współpracy.

Co więcej, trudno nawet powiedzieć, czy oferta Łukaszenki jest szczera. A nawet jeśli jest szczera, to on z pewnością chciałby ułożyć współpracę na swoich warunkach. Chciałby, żeby Zachód potraktował go tak jak władców Azerbejdżanu czy Kazachstanu. Tam z demokracją też nie jest najlepiej. Tyle że - jak twierdzą niezależni białoruscy analitycy - Baku i Astana mają ropę. A Łukaszenko najwyżej może zaoferować usługę tranzytu gazu i ropy. Ale może też zaproponować coś więcej: zachowanie niepodległości Białorusi.

Jedna władza

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Białoruś jest zagrożona. Konflikt z Rosją o gaz wykazał, że Moskwa ma bardzo silne argumenty. Alternatywa - zasobna w tani gaz, podporządkowana Moskwie Białoruś lub Białoruś w pełni niepodległa, lecz z drogim gazem i zrujnowaną gospodarką - jest szokująca, ale może się okazać realna. Wymuszona na Mińsku podwyżka cen gazu przyniesie dramatyczne skutki pewnie dopiero za rok. Co się stanie, jeśli Moskwa będzie chciała narzucić kolejną podwyżkę? A jeśli zechce zaproponować Białorusinom referendum: tani gaz w zamian za suwerenność?

Sytuacja polityczna nie napawa optymizmem co do możliwej liberalizacji nad Niemnem i Swisłoczą. Ostatnie wybory samorządowe były wręcz antywyborami - poniżej 1,1 kandydata na miejsce, przy czym ten 1 to był przedstawiciel władz, a 0,1 - reprezentanci opozycji. Zakończyło się kilkunastoma - na ponad dwadzieścia tysięcy! - mandatami dla opozycji. Trudno też powiedzieć, czy niedawna wypowiedź prezesa Sądu Najwyższego Walentina Sukały o ewentualnym wypuszczeniu z więzienia ekskandydata na prezydenta Białorusi Aleksandra Kazulina to zwykłe spekulacje czy realna możliwość. Niełatwo też się cieszyć takim gestem władz, jak... wstrzymanie zapowiadanej likwidacji Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.

Ale jeśli uznajemy wagę niepodległości Białorusi i chcemy naszemu sąsiadowi naprawdę pomóc, Polska musi rozpocząć rozmowy z Mińskiem. Nie wykluczając nawet samego prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Bo trzeba powiedzieć jasno: decydentem na Białorusi jest Łukaszenko.

Nie bójmy się dialogu

Oczywiście, należy Łukaszence i jego współpracownikom zapowiedzieć, że warunkiem współpracy musi być liberalizacja polityczna. I nie chodzi tu o jakieś polskie widzimisię, lecz o spełnienie minimalnych standardów przyjętych przez wszystkie niemal kraje europejskie. Symbolem tego w skali ogólnobiałoruskiej mogłoby być uwolnienie Kazulina oraz innych więźniów politycznych i podjęcie dialogu z opozycją. Dialogu prawdziwego, a nie pozorowanego. A w skali stosunków białorusko-polskich niezbędne byłoby umożliwienie swobodnej działalności działaczom ZPB.

Dialogu z Łukaszenką nie należy się obawiać, choć na pewno będzie on niesłychanie trudny. Owszem może się nie powieść. Ale stosunki polsko-białoruskie, a także szerzej, europejsko-białoruskie, są tak złe, że niełatwo będzie je jeszcze pogorszyć.

Również białoruska opozycja nie musi się bać takiego dialogu. Nikt nie porzuci jej na rzecz Łukaszenki. Polska nie powinna rezygnować ze wspierania tworzącego się białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. Ale jedno nie wyklucza drugiego.

Działania potrzebne od zaraz

Powinniśmy się zastanowić, co możemy Białorusinom zaoferować. Chodzi przede wszystkim o sprawy gospodarcze. Niestety, nie zapełnimy im dziury w budżecie powstałej po podwyżce cen rosyjskiego gazu. Możemy natomiast - i powinniśmy - pomóc jej w jak najmniej bolesnym przejściu od dotowanej gospodarki planowej do rynkowej. Unia Europejska też mogłaby zapewne Białoruś wesprzeć, a my powinniśmy być tego wsparcia adwokatami. Poza sferą gospodarczą ważne są też takie sprawy jak choćby ułatwienia wizowe dla Białorusinów.

Działania potrzebne są natychmiast. Za chwilę - tydzień, miesiąc czy dwa - może być za późno. Ciągłe powtarzanie jak mantry, że za rok reżim Łukaszenki sam upadnie ani niczego na Białorusi nie zmieni, ani nie poprawi. Jeśli to nie Polska wystąpi z inicjatywą, to kto może to uczynić?

Piotr Kościński
"Rzeczpospolita" ; 26.02.2007 r.