Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


"Leśni Polacy" z Puszczy Wojskiego

Przeogromna, niemal 140 tysięcy hektarów licząca Puszcza Nalibocka to fenomen na skalę europejską. Niestety, obszar ten srogo przetrzebiono od czasów gdy Mickiewicz „cytował” Wojskiego: ”sam ja to widziałem, gdy do nalibockich lasów zaciągnęli Tadeusz Rejtan poseł i książę Denasów...”, . Jeszcze Melchior Wańkowicz wspominał („Od Stołpców po Kair”), że były tu niedźwiedzie (jednego ongiś wytropił Wojski), poza nimi wszelki inny gruby zwierz oraz wilki! Lasy niszczono, zarówno za czasów carskich, II RP, okupacji niemieckich z I i II wojny światowej, a następnie w czasach rzeczywistości sowieckiej.


I jak tu, patrząc na te cudne nowogródzkie bory znów nie zacytować Wieszcza, gdy ten w dalekim Paryżu wspominał: „...Drzewa moje ojczyste! Jeśli niebo zdarzy bym wrócił was oglądać, przyjaciele starzy, czyli was znajdę jeszcze? Czy dotąd żyjecie? ...Pomniki nasze! Ile co rok was pożera kupiecka, lub rządowa moskiewska siekiera...”. Ostatnio teren ten boryka się ze śmiertelnymi skutkami czernobylskiego opadu. Czy nie dosyć już nieszczęść spotkało tę Krainę od czasu gdy odeszła stąd Najjaśniejsza Rzeczpospolita?

Z Puszczy sąsiadującej przez Niemen z Nieświeżem, przez pobliski Mir, Stołpce, Rubieżewicze oraz Iwieniec, na północ od którego leży nadgraniczny w okresie II RP Raków, już tylko nieco ponad 40 kilometrów do Mińska Litewskiego, stolicy Białorusi.

Rubieżewicze

...również były do 1939 roku miasteczkiem granicznym. Zalesione pagórki, oddalone o półtora kilometra, nadal wskazują dziś niewidoczną dla niewtajemniczonych dawną rubież. Miasteczko położone nad rzeczkami Sułą i Pierekałką zawsze było i chwalić Pana Boga, tak pozostało, ostoją katolicyzmu oraz polskości. „Ukarane” po 1863 roku za wspieranie Powstania Styczniowego zawłaszczeniem kościoła przez prawosławnych braci w wierze, z chwilą gdy tylko zaistniała możliwość po carskim ukazie tolerancyjnym w 1905 roku zbudowały sobie nową świątynię. Wraz z okolicznymi wsiami, folwarkami i z pomocą tutejszego ziemiaństwa polskiego. Zbudowały i to jaką! Potężną, kamienną neogotycką dwuwieżową budowlę. Warto zaznaczyć, że w owym czasie cały ten obszar, także sąsiednie gubernie, dosłownie zakwitł architekturą sakralną i co było rzadkim zjawiskiem w Europie - niemal wyłącznie w stylu neogotyckim. Tutaj, na ziemiach męczeństwa Unitów i martyrologii rzymskiego katolicyzmu, ów gotycki sznyt miał dawać świadectwo przynależności do cywilizacji kulturowej europejskiego Zachodu. Miał też odróżniać kościół od cerkwi i w przypadku konfiskaty - świadczyć wprost o pierwszeństwie oraz krzywdzie. Wyjaśnijmy krótko, że tutaj, na dawnej Mińszczyźnie (i nie tylko), gdzie większość XVII i XVIII-wiecznych świątyń była budowana w stylu wileńskiego baroku, spotkać można wiele cerkwi w tym właśnie stylu. Nie ma takich pod Moskwą ani pod Białymstokiem. To są zarekwirowane kościoły. Żaden nie wrócił do swych właścicieli. Polacy budowali więc nowe świątynie gdy tylko nadarzyła się okazja. Tutejsze tereny siłą zapędzane do prawosławia, właśnie po 1905 roku ukazały swe oblicze skryte przez niemal sto lat. Szczególne świadectwo dał w swych pamiętnikach tutejszy ziemianin, główny fundator pierwszego od lat teatru polskiego w Wilnie oraz wznowionej polskiej prasy - “Kuriera Litewskiego” - Hipolit Korwin-Milewski. Tak opisał reakcję ludności (chłopów, bo szlachcie pozwolono trwać przy wierze ojców): „...wrażenie było piorunujące. W sąsiedniej (...) gminie Nalibockiej, w której, jak mi opowiadał zacny proboszcz Dawidowicz, nie było nawet 5 procent katolików, w ciągu jednego tygodnia nie zostało ani jednej prawosławnej duszy, prócz popa, lecz i tego godnego kapłana dwie dorosłe córki przyszły za zgodą ojca prosić ks. Dawidowicza, aby je nawrócił na katolicyzm ‘bo inaczej nie mają nadziei wyjścia za mąż’...”.

Opowiadają, że budowę rubieżewickiej świątyni zapoczątkował niezwykle pobożny gospodarz Antoni Tur. W miejsce, na którym miał stanąć kościół, przywiózł z pola ogromny głaz – miał to być symbol przyszłego budynku. Kamień ten i dziś spoczywa pod frontową ścianą rubieżewickiej świątyni. Budowały ją wszystkie okoliczne wsie „dzień i noc”, by zdążyć w terminie określonym pozwoleniem budowlanym. Dla utrwalenia kamiennych murów ludzie z tych ubogich terenów („laski i piaski”) dodawali do zaprawy olbrzymie ilości mleka i jaj. Efekt jest wspaniały. Wieże górują nad okolicą. Wierni zza sowieckiego kordonu, pozbawieni możliwości wyznawania swej wiary, mogli je oglądać z dużej nawet odległości. Słyszeli też w niedziele dźwięk dzwonów mimo zagłuszania... propagandową pracą traktorów orzących pola przy samej niemal granicy. Kościół był czynny praktycznie bez przerwy, nawet w najbardziej ateistycznych czasach. W latach wojny pod jego murami, a bywało, że w środku, jak w twierdzy bronili się przed atakami sowieckiej partyzantki, żołnierze Stołpecko-Nalibockiego Zgrupowania AK. Wnętrze jest równie imponujące jak mury. Zadbana posadzka, okna witrażowe, czynne, o pięknym brzmieniu organy. W przedsionku krótkie opisy dziejów świątyni w siedmiu językach. Wewnętrzne opisy (odmiennie aniżeli w kościele w Nalibokach i w Iwieńcu, gdzie pięć lat temu napisy jeszcze były polskie a teraz są wyłącznie białoruskie) - tak jak język liturgii - po polsku.

Niezwykła Kraina

Nad Puszczą Nalibocką w pogodne letnie dni płyną cudowne, o najfantastyczniejszych kształtach obłoki. Pewnie tak tu było zawsze bo pochodzący z tych stron, z nieodległego Bohdanowa w tutejszym powiecie wołożyńskim, wybitny malarz, uczony i miejscowy ziemianin Ferdynand Ruszczyc jedną ze swych bardziej znanych prac zatytułował “Obłok”. Poza Melchiorem Wańkowiczem tutejszy folklor i specyfikę krajoznawczą przedstawił na dwa lata przed wojną Sergiusz Piasecki. Ci, którzy mieli przyjemność przeczytać “Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”, “Bogom Nocy równi” czy “Piąty etap” wiedzą o co chodzi. Wojenne dzieje mieszkańców Puszczy przedstawił w “Partyzantach trzech puszcz” legendarny dowódca „legionów”, jak tutejsze środowisko nazywało Zgrupowanie Stołpeckie AK, por./ppłk Adolf Pilch „Góra-Dolina”. Pisał Marian Podgóreczny - “Doliniacy”. Poza nimi mało kto i raczej przyczynkarsko, aż do czasów niedawnych, do akowskich-nowogródzkich naukowych monografii Kazimierza Krajewskiego i Zygmunta Boradyna.

Natomiast prawie sto lat temu wileński krajoznawca Napoleon Rouba tak scharakteryzował żyjących tu, niemal w samej Puszczy, mieszkańców parafii Derewna (kościół z 1590 ufundowany przez Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Sierotkę): „...lud wyłącznie katolicki, pobożny; modli się z książki polskiej i po polsku odmawia pacierze... Typów prawdziwie ludowych, włościańskich nie spotyka się tu wcale, gdyż wszyscy ubrani modnie, a choć się spotka samodział, to będzie skrojony na marynarkę...”. Tak było około roku 1909. I... niemal tak samo jest dzisiaj! Mimo wszystkiego co strony te przeszły i przeżyły. Bo trzeba wiedzieć, że w odróżnieniu od lewobrzeżnego Niemna okalającego Puszczę Nalibocką od południowego-zachodu, brzeg puszczański, p r a w y, nadal jest katolicki i w znacznej mierze polski (sic!). W Iwieńcu, Kamieniu i Starzynkach tutejsi nasi rodacy dowiedli tego własną krwią i poświęceniem.

Gdy w 1944 roku ze wschodu zbliżał się front

...a wraz nim nieuchronny ponowny zabór rosyjski (sowiecko-białoruski) i groza zupełnej zagłady dla miejscowego akowskiego zgrupowania, to niezwykłe, najbardziej z możliwych kresowe wojsko, dosłownie znad kresowych stanic, niczym sławna dywizja generała Żeligowskiego (1918-1920) lub zagony Babinicza-Kmicica wykonało niezwykły rajd. Pomiędzy walcem frontu, przez trzy puszcze: Nalibocką, Białowieską i Kampinos cały batalion - w pełni uzbrojony i doskonale po polsku umundurowany – wykonał desant do Powstania Warszawskiego! Warszawiacy brali ich za... desant z Londynu. Resztki zgrupowania zza Niemna, znad Wołmy, Kromani, Suły, Usy, Isłoczy, po krwawych bojach w swojej stolicy i na jej przedpolach w Kampinosie, pobite w nierównej walce pod Jaktorowem, rozformowały się dopiero w styczniu 1945 roku w dalekiej świętokrzyskiej Puszczy Jodłowej. Żołnierze z Puszczy Wojskiego, pozostałości Iwienieckich Powstańców, bohaterowie niemieckiej blokady Puszczy z 1943 roku, obrońcy ludności przed bolszewickimi ciemiężcami z sowieckich brygad „partyzanckich” i przed zwykłymi bandytami, a nawet przed tzw. “żydowskimi otriadami siemiejnymi” grabiącymi chłopów, teraz w leśnych ostępach spotkali się z Cieniami tych z 1863-go, tych od Hubala i Ponurego - w tej polskiej sztafecie pokoleń-bohaterów.

Dla żołnierzy z Puszczy Nalibockiej Powstanie Warszawskie było drugim już Powstaniem, w którym walczyli. Ponad rok wcześniej, 19 czerwca 1943, uprzedzając akcję niemieckiego poboru do kolaboracyjnych formacji białoruskich, 150-osobowy Polski Oddział Partyzancki im. Tadeusza Kościuszki, zalążek późniejszego Stołpecko-Nalibockiego Zgrupowania Armii Krajowej, w samo południe dokonał brawurowego ataku na Iwieniec, gdzie wraz z zakonspirowaną częścią ugrupowania i przy czynnym wsparciu licznej młodzieży polskiej rozbił po 18-godzinnej bitwie garnizon żandarmerii niemieckiej i batalion Policji Białoruskiej. Część tego batalionu, złożona z miejscowych Polaków, przeszła na stronę polską. Ludność akcję tę nazwała Powstaniem Iwienieckim. Przez cztery dni miasteczko było jedynym wolnym terytorium na obszarze okupowanej Polski. Zdobycz wojenna umożliwiła zmobilizowanie i wyekwipowanie jednostki liczącej 650 żołnierzy. Oddział podjął nierówną walkę z niemiecką odsieczą. Zdradzony przez „sojuszników naszych sojuszników”, rozproszony, odrodził się jesienią tego roku. W grudniu został podstępnie rozbrojony przez sowietów, ale odrodził się ponownie.
Odtąd, aż do wyjścia na zachód polski batalion piechoty, dwa szwadrony kawalerii i szwadron ciężkich karabinów maszynowych walczył głównie z wiarołomnymi bolszewikami. Powstanie Iwienieckie było pierwszym tego rodzaju czynem zbrojnym Polski Podziemnej w okupowanym Kraju. Gdy opuszczali Puszczę, latem roku 1944 na zachód podążyła wielka jednostka: poza dowództwem (11 oficerów), polową żandarmerią, szpitalem polowym i kwatermistrzostwem, maszerowały trzy kompanie I Batalionu 78 Pułku Piechoty AK, cztery szwadrony 27 Pułku Ułanów AK i szwadron ciężkich karabinów maszynowych - 438 „bagnetów”, 272 „szable”. Łącznie 861 ludzi, 589 koni, 185 wozów i 8 taczanek. Po stoczeniu łącznie ponad 200 bitew i potyczek, z których wyszli niepokonani, stanęli „u bram Warszawy”. Ich legenda trwa w Iwieńcu i puszczańskich wioskach do dzisiaj.

Naliboki,

od których wzięła nazwę tutejsza Puszcza, to nie tylko dawne radziwiłłowskie miasteczko ale miejsce szczególnej martyrologii: w maju 1943 roku komunistyczne oddziały mjr Rafała (sic!) Wasilewicza, tutejszego i katolika (!) oraz Tewje Bielskiego - pochodzącego z Subotnik dowódcy komunistycznego oddziału złożonego z tutejszych Żydów - pod pozorem likwidacji kolaboracyjnych sił policji białoruskiej (której w Nalibokach nie było) wymordowała 127 mężczyzn. Tych, którzy ocaleli, Niemcy wywieźli na roboty do Reichu. Po wojnie tutejszy kołchoz i już tylko wieś, a nie – jak niegdyś – miasteczko, zasiedlili w znacznej mierze nie-Polacy. Ale Naliboczanie tutejsi i „śródpuszczańscy” oraz emigranci z USA i Australii, odbudowali spalony w czasie wojny kościół! Na przykościelnym cmentarzyku stanął stalowy Krzyż Straży Mogił Polskich w hołdzie ofiarom zbrodni oraz tym, którzy walczyli w Puszczy. Krzyż stanął też w garnizonowej miejscowości Zgrupowania AK

w Starzynkach

...2 kilometry od Iwieńca. W Starzynkach bowiem od stycznia 1943 do czerwca 1944 roku stacjonowały główne siły „legionistów” - „Góry” i „Nocy”. Mieli tu także swój drewniany garnizonowy kościółek, który następnie spłonął w walkach z bolszewicką „partyzantką”. W kościółku znajdowała się blisko dwumetrowa figura Chrystusa Frasobliwego. Starzynczanie uratowali ją, przechowali w jednym z domków wioski i czekują na uroczyste przeniesienie do z mozołem budowanej nowej świątyni (w dawnym miejscu). Są przekonani, że to Chrystus Starzyński uratował ich i miejscowość. Jest to rzeczywiście zastanawiające - Starzynki są j e d y n ą tutejszą wioską jakiej nie spalili Niemcy w czasie blokady Puszczy latem 1943 roku! Nie zniszczyli Starzynek sowieci, mimo, że trwali tu niepokonani „legioniści” - nie więcej niż 500 żołnierzy, na których polowało 10-14 tysięcy bolszewików z głębi Puszczy Nalibockiej. Stale lub czasowo w Puszczy stacjonowały bowiem 23 brygady złożone z sowieckich rozbitków z roku 1941-go i nasyłanych tu zza linii frontu niemiecko-sowieckiego regularnych brygad Armii Czerwonej przeszkolonych do walk partyzanckich. W danym przypadku ich zadaniem było likwidowanie niesowieckiego podziemia antyniemieckiego - oddziałów polskich. W Iwieńcu stacjonował niezbyt silny garnizon niemiecki, z którym za zgodą Okręgu AK, zawarto czasowy rozejm. Odtąd Niemcy polskich wsi w tej okolicy nie nękali. Tym niemniej “partizany” nie pokusili się wzorem Polaków na zdobycie miasteczka i rozbicie jego garnizonu. Nie mogli też pobić tej garstki (w porównaniu z własną liczebnością i dostawami uzbrojenia drogą lotniczą) “legionistów”. Doszło do tego, że w maju 1944 roku dla zniszczenia drugiego polskiego garnizonu w miasteczku Kamień, kilka kilometrów za Starzynkami, bliżej lasu, ściągnęli zza frontu spec-brygadę wojsk NKWD. Obrońcy, kompania polskiej piechoty wzmocniona plutonem ckm, w bunkrach na dziedzińcu kościoła walczyła, także wręcz, przez kilka godzin. Pobita, lecz nie rozbita, dotrwała do świtu gdy nieprzyjaciel odstąpił, a od Starzynek cwałował szwadron “legionowej” kawalerii. Kościół i miasteczko spłonęły. 27 obrońców spoczywa tuż za kościelnym murem, tu także ustawiliśmy Krzyż Straży Mogił Polskich. A Starzynki mimo wszystko ostały się. Czy można dziwić się adoracji figury Jezusa Starzyńskiego? Z tych też powodów okolica określa starzynczan „chrystusiki”.

Iwieniec

...zupełnie w dzisiejszej Polsce zapomniany, to miasteczko do dziś w znacznej mierze polskie. Po 1989 roku odzyskało oba kościoły - czerwony pw. Św. Aleksego i biały, pofranciszkański, wybudowany w stylu cudownego baroku (w 1991 roku była tam jeszcze filia Mińskiej Fabryki Traktorów). Najstarszą świątynię - dawny kościół dominikański, w samym rynku, w tym wyłącznie katolickim środowisku, odebrano Polakom i przekazano cerkwi za bunt powstańczy 1863-64, przymusowo przepisując tutejszych katolików do prawosławia! Tutejszy kościół (biały) i klasztor franciszkański zlikwidowano karnie za inny bunt powstańczy – w 1831 roku. Chłopską ludność przemocą lub szantażem zawracano na prawosławie, od którego jak pisał cytowany Hipolit Krorwin-Milewski, po 1905 roku, gdy tylko nadarzyła się sposobność, chłopi odwrócili się praktycznie w 100 procentach. Zaznaczmy, że w tych stronach parafie powstawały niegdyś od razu jako katolickie, rzymskie, w zasadzie bez etapu unickiego, gdyż właściciele tych stron - Radziwiłłowie pod koniec XV-go i w XVI-tym wieku fundowali je dla sprowadzanych tu Mazurów, czyli pochodzących z Mazowsza pracowników leśnych i hutniczych.

Budynek cerkiewny nigdy już do prawowitych właścicieli nie wrócił. Zniszczony w czasie wojny, jest obecnie usilnie odbudowywany. Na ten cel środki są zbierane także poza granicami Białorusi. Nawet we Wrocławiu. (Sam słyszałem jak pop Cybulski z wrocławskiej cerkwi Na Piasku ogłaszał kolektę na budowę cerkwi w „Iwiańcu na Białorusi” - “bo tam bardzo aktywne są już inne wyznania”). Kościół czerwony powstał właśnie w czasach „odwilży”, po carskim ukazie tolerancyjnym, w latach 1905-1907. Ufundowali go miejscowi ziemianie, przede wszystkim małżonkowie Kowerscy oraz polski szlachcic, były generał rosyjski Konarzewski, później generał Wojska Polskiego, który tu osiadł na emeryturze. W miasteczku i w jego oklicach żył w swoim czasie jeden z najbardziej niesławnych przedstawicieli polskiej szlachty - Feliks Dzierżyński. Rodzina ta praktycznie do 1943 roku mieszkała w rodowym majątku tuż obok Naliboków i Iwieńca - w Nowej Rudni (obecnie Dzierżynowo). Rodzony brat Feliksa, Kazimierz za współpracę z polskimi zdobywcami Iwieńca latem 1943 roku, wraz z żoną Łucją został zamordowany przez hitlerowców. Po wojnie sowieci nie mogąc przyznać tej prawdy, zawłaszczyli – jak prawie wszystko - Kazimierza i Łucję „jako swoich”, zaliczając ich do “postępowych Białorusinów” i na ich cześć na iwienieckim domu umieścili tablicę informującą o ich rzekomej współpracy z... partyzantką sowiecką. Przecież Dzierżyński nie mógł być poplecznikiem “białopolaków”! I “panskogo gniota”, który uosabiali oni w sowieckiej propagandzie, choć przecież w większości byli chłopami! Groby śp. Kazimierza i Łucji na katolickim cmentarzu za czerwonym kościołem też wykonała po wojnie władza i opisała po rosyjsku. Drewniany praktycznie do dziś Iwieniec, poza świątyniami nie zachował praktycznie nic ze swej dawnej przeszłości, bo też jako miasteczko żydowsko-polskie prawie nic więcej nie miał (pozostały resztki XIX-wiecznego dworu rodziny Plewako). Miał jednak i ma wielkiego polskiego ducha.

Jak feniks z popiołów

...podniosło się polskie życie Puszczy Nalibockiej. Kościoły i Dom Polski w Iwieńcu jak widome znaki „zmartwychwstania” ukazują siłę polskiego trwania i przetrwania na tej ziemi krwi, łez i chwały. I trwania polskiej Kultury. Ostatnie represje spowodowały, że życie polskie na tych terenach zacichło. Inwigilacja, zastraszanie oraz stała groźba przejęcia Domu Polskiego przez państwo wywołują wielkie przygnębienie. A chodzi przecież o zachowanie polskiego życia w Krainie Leśnych Polaków. Jest to ważne tym bardziej, że uratowany przez nich kościół staje się teraz placówką z języka, a zapewne niebawem i z ducha białoruską! Liturgia, opisy w kościele, lekcje religii, wbrew woli wiernych, wymazały z przestrzeni świątyni jej dotychczasowy polski (bo jaki inny?) charakter. To czego nie mogły carat i bolszewizm, dokonuje się teraz na skutek działań niektórych duchownych. Nota bene - na ogół przybyłych na te ziemie z dzisiejszej Polski...

Zdzisław Julian Winnicki

18.01.2008, | Kresy24.pl