Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Polskie ślady na Białorusi - Szczuczyn

Szczuczyn - białoruskie miasteczko w którym większość ludności nadal stanowią Polacy. Tu od kilku lat jest Dom Polski, prężnie działa oddział Związku Polaków na Białorusi, ale przede wszystkim dzięki kościołowi przetrwała tu polskość.


Najcenniejszymi zabytkami z przeszłości Szczuczyna są dziś pałac i kościół parafialny. Zespół pałacowy, wzniesiony w dawnym majątku ziemskim, zbudował książę Władysław Drucki-Lubecki w końcu XIX wieku.

W zdecydowanie lepszym stanie jest popijarski kościół parafialny pod wezwaniem św. Teresy, ufundowany przez księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, ministra skarbu Królestwa Polskiego, wzniesiony w roku 1829. Ta klasycystyczna świątynia, zbudowana na planie krzyża z kopułą nad skrzyżowaniem naw, oddana została wiernym w roku 1988 i ponownie powierzona pijarom.

Pierwszym proboszczem w Szczuczynie został ks. Kazimierz Wójciak, który zjawił się tam w sierpniu 1989 roku.

- Do Szczuczyna – opowiadał mi - przyjechałem pierwszy raz 13 sierpnia. Kościół był jeszcze w opłakanym stanie. Zamiast dachu można było ze świątyni oglądać niebo.

Kilka dni później wróciłem do Warszawy, gdzie duszpasterzowałem jeszcze w sanktuarium maryjnym na Siekierkach. Wówczas można było przyjechać na Białoruś, na specjalne zaproszenie, na okres do trzech miesięcy. Tak też więc zrobiłem.

Ponownie do Szczuczyna dotarłem w październiku tego samego roku. Stało się to możliwe dzięki zmianom, jakie tam zachodziły, także w strukturze kościoła katolickiego. Wspólnymi siłami rozpoczęliśmy następnie renowację naszej świątyni. Do grudnia 1989 roku udało się ją pokryć dachem, wybielić i otynkować. Trzynastego grudnia gościliśmy w Szczuczynie ks. bp Tadeusza Kondrusiewicza, który dokonał ponownej konsekracji kościoła.

Dzień wcześniej, sowieckie jeszcze władze państwowe nakazały mi opuszczenie terytorium Białorusi. Nie podobała się im moja działalność duszpasterska. Stało się to też tak, bo obowiązywał jeszcze na Białorusi zakaz pracy dla księży z Polski. Komuniści nie spodziewali się jednak, że ich decyzja zjednoczy parafian i spowoduje powstanie komitetu protestacyjnego w mojej obronie.

Parafianie rozpoczęli okupację domu partii. Zajęli tam wszystkie korytarze. Druga część wiernych zabarykadowała kościół. Zaczęto bić w dzwony i odmawiać różaniec. Ludzie pokazali silną wolę walki o swego księdza. Ich protest okazał się na tyle skuteczny, że pozwolono mi zostać, ale tylko do czasu ważności mej wizy. Władze liczyły na to, że będę musiał potem wrócić do kraju i że kolejny raz już mnie na Białoruś nie wpuszczą.

W takiej sytuacji parafianie zdecydowali się na urządzenie demonstracji w Szczuczynie. Zgodnie z ówczesnymi przepisami demonstracja stawała się legalną, jeśli została zgłoszona w urzędzie 10 dni przed jej terminem - z podaniem miejsca, czasu i celu. Tak się też stało. Były to jednak czasy ZSRR i urząd w Szczuczynie musiał powiadomić swój odpowiednik w Grodnie, a ten w Mińsku – stolicy republiki i wreszcie w Moskwie.

Przestraszone władze, aby nie dopuścić do zaplanowanej na dzień 2 lutego 1990 roku demonstracji, już 25 stycznia, przesłały mi oficjalne pozwolenie na dalszą pracę duszpasterską na Białorusi - na jeden rok. Po mnie takie pozwolenie otrzymali także i inni katoliccy duchowni z Polski. Władze pozwoliły też na otwarcie seminarium duchownego w Grodnie.

Dziś szczuczyńska świątynia wygląda wspaniale. W jej wnętrzu znajduje się m.in. odnowiony obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który został zakupiony na Jasnej Górze przez pielgrzymów ze Szczuczyna w roku 1899. Jest także drewniana figura Matki Bożej Fatimskiej z koroną poświęconą i nałożoną, w dniu 14 sierpnia 1991 roku, przez papieża Jana Pawła II na Jasnej Górze w czasie Światowego Dnia Młodzieży. W kościele jest wreszcie papieski dokument koronacyjny z roku 1994 uznający Szczuczyn za sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej.

Zaraz po zwrocie świątyni tamtejsze władze zadecydowały także na oddanie sąsiadującego z nią klasztoru. Odpowiedni dokument o jego przekazaniu, w dniu 1 października 1990 roku, z podpisem ministra obrony ZSRR generała Jazłowa wpłynął drogą oficjalną do proboszcza. Nikt jednak nie przewidział – opowiadał dalej ks. Wójciak – że będą związane z tym przez nikogo niezaplanowane wcześniej ekscesy. Dzień wcześniej, w niedzielę 30 września, w klasztorze zjawiło się około stu umundurowanych żołnierzy, którzy zaczęli niszczyć wyposażenie klasztoru. Żołnierze zabierali dosłownie wszystko, co się tylko dało. Nikt nie spodziewał się takiego barbarzyństwa w europejskim przecież kraju.

Ludzie, wychodzący z kościoła, zobaczyli, co się dzieje. Kobiety obstąpiły żołnierzy i zmusiły ich do oddania zabranego sprzętu. Jeden zaś z oficerów, kierujących całą akcją, złapany został na rąbaniu siekierą schodów klasztoru. Tego kobiety darować mu nie mogły. Zdecydowały się na samosąd. Zaczęły go rozbierać i okładać listwami z nabitymi na nie gwoździami. Musiałem interweniować, bo nie wiadomo, do czego by doszło... . Rozebranego częściowo człowieka wreszcie wypuszczono.

Parafia w Szczuczynie liczy dziś około 9 tysięcy ochrzczonych. Praktykujących systematycznie jest około 3 tysięcy. Wszystkie nabożeństwa odprawiane są w po polsku. Takie jest zrządzenie grodzieńskiej kurii biskupiej. Tylko w niektórych kościołach Grodna i w Lidzie odprawiane są msze po rosyjsku, białorusku i litewsku. Dla dzieci zaś, na mszy św. o dziewiątej rano, księża głoszą kazania w tzw. języku „prostym”, będącym mieszanką mowy rosyjskiej, białoruskiej i polskiej. Na tych terenach – opowiadał ksiądz proboszcz – historia wirowała. Tam była raz Polska, raz Rosja, dziś natomiast Białoruś. U nas bywa tak, że źle jest, gdy powie się: jestem Polakiem, Rosjaninem czy Białorusinem. Tu nadal wielu ludzi twierdzi, że są miejscowi i że rozmawiają tutejszym językiem.

W Szczuczynie jest też od kilku lat Dom Polski i działa aktywnie rejonowy oddział Związku Polaków na Białorusi. Jego uroczyste otwarcie odbyło się w lipcu 1999 roku. Opowiadała mi jego dawna wieloletnia dyrektorka i działaczka Związku Joanna Michałowska:

- Przez lata prowadziliśmy w nim polską szkołę społeczną, w której uczy się ponad stu uczniów oraz liceum polskie dla dzieci, które uczyły się języka polskiego w klasach od dziewiątej do jedenastej. Zajęcia z języka prowadzą u nas nauczycielki z Polski. Wcześniej dojeżdżały do nas panie z Białegostoku, dziś mamy nauczycielkę na miejscu.

Przy Domu Polskim działa również harcerstwo. Pierwsza drużyna im. ks. Stefana Frelichowskiego, proboszcza szczuczyńskiego, który zginął z rąk hitlerowców, liczy ponad 50 członków. Są też dwie drużyny w rejonie – w Wasiliszkach i Dziembrowie, które tworzą wspólnie z pierwszą szczep harcerski.

Są wreszcie zespoły. Najbardziej znanym i zasłużonym jest Zespół Pieśni Polskiej „Promień”, działający od ponad trzynastu lat. Tworzą go ludzie dorośli. Jego wysoki poziom zdecydował o nadaniu mu tytułu zespołu ludowego, co na Białorusi jest potwierdzeniem jego klasy. Od niedawna też jest dziecięcy zespół „Kochające Serduszka”, kierowany przez panią Annę Warcaba.

Przy Domu działa ponadto Klub Seniora. Jego członkowie spotykają się zazwyczaj w niedzielne popołudnie, organizując wieczorki poetyckie i śpiewacze. Jest też Klub Nauczycieli Języka Polskiego. Na jego spotkania dojeżdżają z rejonu wszystkie panie uczące języka ojczystego. Na dziś jest ich dwadzieścia jeden. Spotykają się raz w miesiącu, aby podnieść swoje umiejętności merytoryczne.

W Domu gromadzą się również członkowie Towarzystwa Lekarzy Polskich Białorusi. Spotykają się, aby wymieniać doświadczenia fachowe i rozmawiać po polsku. Planowane jest, że może w najbliższym czasie będą społecznie przyjmować swoich rodaków.

W Szczuczynie mieszka dziś ponad 11 tysięcy Polaków - z czego 2,5 tysiąca należy do rejonowego oddziału Związku Polaków na Białorusi. Dużo życzliwości odczuwaliśmy też zawsze – opowiadała pani Joanna - ze strony konsulatu generalnego RP w Grodnie:

-Mamy ponadto wielu indywidualnych i oddanych przyjaciół i sponsorów. Nie mogę tu nie wymienić księdza proboszcza z Połczyna Zdroju, któremu zawdzięczamy nasze komputery oraz wiele miejsc w kraju dla dzieci w okresie wakacji letnich.

- Nie mamy natomiast żadnej pomocy ze strony władz białoruskich, może poza faktem otrzymania pozwolenia na budowę naszego domu. Łaski nam jednak tym nie zrobiono. Tu przecież zdecydowana część ludności jest pochodzenia polskiego. Są jednak miejsca, np. Woronowo czy Nowogródek, gdzie nawet takiego pozwolenia nadal nie chcą wydać.

Dobrze współpracuje się nam ponadto z parafią katolicką. To właśnie dzięki kościołowi w dużym stopniu przetrwała tu polskość. Także dzięki naszym księżom zaczęła się tu ponownie odradzać polskość. Chętnie więc, także jako Dom Polski, włączamy się w życie naszej parafii i zawsze chętnie uczestniczymy we wszelkich kościelnych inicjatywach. Cieszymy się wreszcie, że w kościele słychać polską mowę. Kościół podtrzymuje nas na duchu, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni – opowiadała wzruszona Joanna Michałowska.

Leszek Wątróbski

"Kurier Wileński" 11.04.2008