Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Polska-Białoruś: potrzeba więcej realizmu!

W pierwszych ocenach zakończonych w Białorusi wyborów parlamentarnych znowu zaczął dominować ostry język oskarżeń pod adresem tamtejszego porządku politycznego. Typowe dla nas pobrzękiwanie szabelką. Nuta znana od wielu lat w opisach tego co dzieje się za wschodnią granicą. A priori przyjęto, że skoro do Rady Najwyższej w Mińsku nie dostał się nikt z opozycji, to wybory musiały być sfałszowane.

Dlatego dla tych wszystkich “jastrzębi”, to co zostało przedstawione w Sejmie na wspólnym posiedzeniu komisji spraw zagranicznych i łączności z Polonią, musiało być solidnym kubłem zimnej wody. Sytuację na Białorusi oraz okoliczności przeprowadzonych wyborów referowali przedstawiciele MSZ i ośrodków analitycznych w postaci Państwowego Instytutu Spraw Zagranicznych, Ośrodka Studiów Wschodnich oraz Fundacji Batorego. Część z nich uczestniczyła w misji OBWE, która na miejscu przyglądała się procesowi wyborczemu.

Co najważniejsze eksperci poddali ostrej krytyce opozycję polityczną na Białorusi, tak w Polsce hołubioną, na pomoc której z pieniędzy podatnika w ostatnich latach wydano dziesiątki milionów złotych w ramach tzw. pomocy rozwojowej oraz finansowania mediów np. TV Biełsat. Środowiska te są bardzo skłócone, słabe politycznie i organizacyjnie. Nie brakuje tam też głosów antypolskich, czy szerzej antyzachodnich. Mimo pewnych ograniczeń w tych wyborach przedstawiciele opozycji mogli korzystać z dostępu do oficjalnych mediów, ale zrobili to w niewielkim stopniu (!). W kampanii byli pasywni. Nie potrafią rozmawiać ze zwykłymi ludźmi i nie docierają nawet do grup społecznych potencjalnie im przychylnych, jak młodzież czy prywatni przedsiębiorcy. Generalnie nasi obserwatorzy ocenili, że działacze opozycji nie wykorzystali szans jakie w czasie kampanii wyborczej im stworzono.

W tej sytuacji głównym przeciwnikiem władzy nie była opozycja, ale apatia społeczna i nie zrozumienie potrzeby organizacji wyborów. Według niezależnych szacunków tylko ok. 30 procent Białorusinów było gotowych uczestniczyć w wyborach. Stąd duży wysiłek administracji w postaci festynów, poczęstunków itp., aby większość poszła głosować.

Nasi obserwatorzy jednoznacznie stwierdzili, że nie znaleźli konkretnych przypadków fałszowania wyborów. Domyślają się, że sztucznie “poprawiano” frekwencję, ale były to raczej inicjatywy lokalnych władz, które chciały się wykazać, niż odgórna dyrektywa. Opozycja nie ma poparcia społecznego i dlatego zapewne nikt spośród nich nie wszedł do parlamentu.

Dzieje się tak też dlatego, że pod rządami Aleksandra Łukaszenki Białoruś jest krajem sukcesu gospodarczego. Od kilku lat ma dodatni wzrost gospodarczy. W ubiegłym roku PKB wzrosło o ponad 10 procent, czyli poziom o którym my możemy na razie tylko pomarzyć. Co prawda tajemnica tego tempa wynika głównie ze wzrostu cen na ropę naftową. Białoruś na podstawie korzystnie zawartych umów kupuje tanio rosyjską ropę, przetwarza w swoich dwóch dużych rafineriach i sprzedaje na Zachód, m.in. do Polski, produkty przetworzone w postaci gotowych paliw, już po cenach światowych.

Z tego m.in. wynika też ścisły związek tego kraju z Rosją. Według ekspertów Łukaszenka tylko kierunek na Moskwę traktuje strategicznie. Mówiąc kolokwialnie gra tylko na jedną stronę. Rosja daje Białorusi wszystko co ten kraj potrzebuje: wsparcie gospodarcze i przez to poprawę dobrobytu, poczucie bezpieczeństwa i stabilności, dobre nastroje społeczne również w kontekście sentymentu do “starych dobrych czasów” ZSRR. Z tego powodu kraj ten nie jest podatny na sankcje ze strony UE czy agresywną propagandę polityczną. Zachód to nie jest ich świat, to obce i często odbierane jako wrogie imperium. Pewna gra podjęta przed wyborami miała poprawić stosunki i ogólny wizerunek na świecie, pośrednio także Rosji, ale nie jest kwestią życia lub śmierci.

Ten zbiór faktów pokazuje, jak nieskuteczna była dotychczasowa polityka sankcji i izolacji Białorusi. Paradoksalnie było to na rękę rządzącej ekipie. Im mniej kontaktów z Zachodem tym więcej gwarancji, że “zaraza” nie przeniesie się za Bug. A kraj i tak się bardzo dobrze rozwijał. Różni romantycy i mesjaniści po naszej stronie, którzy chcieli iść na Wschód z krucjatą “demokracji i praw człowieka” dostali mocno po nosie. Nasze elity polityczne muszą wreszcie zrozumieć, że zachodni system kulturowo-polityczny nie jest jedynym możliwym modelem do rozwoju. A jego wprowadzanie na siłę zamiast pokoju może przynieść wojnę i wiele innych nieszczęść. Lekcja Gruzji jest ciągle do odrobienia.

Jak w tej sytacji powinna wyglądać polska polityka w stosunku do Białorusi? Trzeba kontynuować rozpoczęty już proces odchodzenia od sankcji i izolacji na rzecz współpracy i rozwoju stosunków. Nie mamy zresztą wyboru. Jeśli nie chcemy pozostać w tej sprawie osamotnieni to musimy robić to co nasi sąsiedzi z UE, Litwa i Niemcy, robią od dawna. Inaczej zamiast izolować Białoruś sami popadniemy w izolację.

Trzeba przestać marnować pieniądze na wspieranie białoruskiej opozycji, która jest nieudolna i zdemoralizowana. Jeśli coś nowego wydarzy się za wschodnią granicą to nie za sprawą tych środowisk, ale na skutek przemian jakie zachodzą i będą zachodzić w obecnej elicie władzy. Eksperci są zgodni, że jeśli Łukaszenka odejdzie, to nowy przywódca najprawdopodobniej będzie się wywodził z jego ekipy. A tam zachodzą interesujące procesy. Na dalszy plan odchodzi “stara gwardia” tzw. “siłownicy” na czele z gen. Wiktorem Szejmanem, a pozycję drugiej osoby w państwie uzyskuje najstarszy syn Wiktor Łukaszenka, którego popiera młodsza i bardziej dynamiczna grupa technokratów. Tempa nabiera też prywatyzacja. Rząd Białorusi w lipcu zatwierdził listę 519 państwowych przedsiębiorstw przeznaczonych do przekształcenia w latach 2008-10 w spółki akcyjne Skarbu Państwa oraz listę 147 już istniejących spółek, których akcje zostaną wystawione na sprzedaż do 2010 r. Na tych listach znajduje się kilka firm o strategicznym znaczeniu dla białoruskiej gospodarki, m.in. fabryka samochodów ciężarowych MAZ. Przy czym sprzedaż akcji może dotyczyć jedynie poziomu 25 procent. Pozostałe 75 procent pozostanie w rękach państwa gwarantując mu dalszą kontrolę nad gospodarką. Wszystko wskazuje więc na to, że rozpoczyna się tam znany z wielu krajów postsocjalistycznych proces uwłaszczenia nomenklatury. I w konsekwencjach tych procesów można się dopatrywać jakichś zmian na przyszłość. Ale to, jak i inne tego typu zjawiska, są długofalowymi procesami i taka też powinna być nasza polityka. Skoncentrujmy się na rozwijaniu pozytywnej, korzystnej dla obu stron współpracy i uszanujmy prawo Białorusinów do kształtowania spraw wewnętrznych według własnych potrzeb, kultury i tradycji. Taki kierunek daje dużo większe nadzieje na pokój i stabilny rozwój regionu, niż jakakolwiek krucjata.

Bogusław Kowalski

02 października 2008 r., Warszawa - Sejm RP