Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


11 marca kontynuujmy ofensywę!

Pomimo sukcesów do wygrania „wojny” o poszanowanie praw Polaków na Litwie daleko. 11 marca pod ambasadą pokażmy, że zwalczanie polskości nie spotka się z obojętnością.

Dlaczego tak ważne jest, by o godz. 17.00 w piątek 11 marca 2011 r. przyjść na protest pod ambasadą Litwy, przy Al. Ujazdowskich 14?

Ponieważ, pomimo wielu pozytywnych spraw, takich jak: 1) wygrane przez Polaków wybory na Wileńszczyźnie, 2) zwiększające się międzynarodowe potępienie działalności władz litewskich dyskryminujących Polaków, 3) zabranie głosu w tej sprawie zarówno przez polskie władze, jak i opozycję – włodarze Republiki Litewskiej, dosłownie, z dnia na dzień nie ustają w wysiłkach, by polskość unicestwić. W ten sposób mają zamiar zlikwidować problem oraz powód do protestów, a także międzynarodowych kontrowersji wokół ich postępowania. Na protest zabierzmy gwizdki, żółte i czerwone kartki. Wygwiżdżemy dyskryminatorów i będzie trochę po piłkarsku. Porównamy też, co Polacy na Wileńszczyźnie mieli, gdy 11 marca 1990 r. Republika Litewska odzyskiwała niepodległość, a co mają po ponad 20 latach funkcjonowania tego państwa. Będzie to najlepiej świadczyć, na ile sąsiedzi byli nam rzeczywiście przyjaźni, głosząc nowiny o strategicznym partnerstwie, a na ile stanowiło to pustą deklarację.

Uchwały tkwiącej w sejmie litewskim, która ma uderzać w polskie szkolnictwo na Litwie, w teorii nie przedłożono jeszcze pod obrady. Jednakowoż już teraz został z niej wyjęty jeden z dyskryminujących elementów i przyjęty osobno – ujednolicenie matur z języka bałtolitewskiego, niezależnie od mowy, jaką na lekcjach posługują się uczniowie. Widzimy tu doskonały element presji by przyjąć pełną uchwałę, która takie zwalczające język polski elementy uprawomocni wszystkie na raz. Zaraz bowiem pojawi się argument, że jeśli lekcje dla polskich dzieci będą prowadzone nie po polsku, ale właśnie języku dyskryminatorów, będzie uczniom łatwiej. Powyższy projekt próbuje się więc wprowadzać, jako obowiązujące prawo, niejako innymi drzwiami. Nie ma też żadnej gwarancji, że elementy wspomnianej uchwały będą uchwalane pojedynczo.

Paradoksalnie przyjęty już przepis mogą władze litewskie nazwać wyrównaniem sytuacji litewskich Polaków i litewskich Bałtów oraz dodatkowo informować, że… po europejsku krzewią równość. Deptanie odrębności etnicznej, a także prawa do decydowania o własnym losie autochtonicznego społeczeństwa (które stanowi w regionie większość) przez przybyłych tu od 1939 roku gości, obecne władze będą miały sposobność nazwać szerzeniem równości.

Częstokroć pojawia się także argument, że skoro Polacy są mieszkańcami Republiki Litewskiej to powinni się dostosować. Czy aby na pewno to goście (litewscy Bałtowie) powinni dostosowywać do siebie mieszkających od kilku wieków gospodarzy (litewscy Polacy), czy sami winni się dostosować? Polacy ze swymi domami, wsiami, miasteczkami zostali wcieleni do Republiki Litewskiej wbrew własnej woli, wyrokami historii. Gdyby władze RL chciały ich do siebie przekonać, pokazać, że RL jest ich domem… wydawałoby się to roztropne. Oni jednak wolą ich „znaturalizować”, zmienić na swoją modłę, nie pozwolić na pozostanie przy swojej kulturze, rzucić na kolana oraz ugiąć im karki. Trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się w cywilizowanej części Europy, a RL jest reprezentowana w Europarlamencie. Wielu twierdzi też, że Polacy powinni umieć posługiwać się w urzędach językiem urzędowym. Dlaczego na terytorium na którym dana autochtoniczna ludność stanowi większość nie może posługiwać się własnym językiem (jak to było przez setki lat), który funkcjonuje wszędzie wokół? A może to przybysze powinni się nauczyć miejscowego języka, tj. polskiego? Przypomnijmy, że np. austriaccy urzędnicy w Galicji na przełomie XIX i XX wieku byli zmuszeni poznać język polski oraz wprowadzić inne cesarskie ustępstwa i dziś Franciszka Józefa, Galicjanie wspominają z rozrzewnieniem i sentymentem, bez różnicy narodowości.

Kolejnym absurdem, który podchwycili niektórzy Polacy z macierzy, „rzetelnie informowani” przez nieokreślonych ludzi z Republiki Litewskiej jest słyszana nieraz opinia: Polacy, obca ludność, stanowią wokół stolicy Litwy większość i Litwini są tym przerażeni. Czy Ty byś się nie bał, gdyby to w regionie warszawskim czy krakowskim obca ludność stanowiła większość?. Należy wtedy odpowiedzieć, że owszem, ale chyba ten kto to do nas mówi – odwrócił role. Dla Polaków litewskich bowiem, którzy są autochtonami wojna była bardziej brzemienna w skutkach, ponieważ państwo sojusznicze Hitlera, które po rozpoczęciu wojny uchwyciło na ich ojcowiźnie władzę, w tej czy innej formie nadal ją zachowało. To tak jakby u nas Niemcy – hipotetycznie – po wygraniu wojny, nadal sprowadzali kolonistów oraz prowadzili germanizację Krakowa (lub Warszawy). Po czym propaganda stwierdziłaby, że Niemcy są przerażeni, że wokół stolicy germańskiego Generalnego Gubernatorstwa Polacy stanowią większość. Podczas okupacji Kraków, w odróżnieniu od Warszawy rzeczywiście był miastem, gdzie polscy mieszkańcy bali się odzywać po polsku, a ludność niemiecka osiągnęła tam spory odsetek mieszkańców. Jednakowoż Warszawę czekałby ten sam los. Ponadto rzeczywiście GG było utworzonym przez Niemców niemieckim państwem, z polską większością etniczną.

Władze Rzeczypospolitej Polskiej pragną żyć z władzami Republiki Litewskiej dobrze, czego dowód dawały latami, niezależnie od rządzącej opcji. Dochodziło nawet do patologii milczenia, o tym co urzędnicy RL wyczyniają Polakom na Wileńszczyźnie. Łudzono się nadzieją, że wyłącznie przyjazne gesty (m.in. finansowanie szkoleń litewskiego wojska, fundowanie wyposażenia, inwestycje) pomimo krzywdzenia litewskich Polaków w końcu przemówią władzom litewskim do rozsądku. To nic nie dało, o czym przekonał się przed śmiercią ś.p. prezydent Lech Kaczyński.

Los zrządził, że władze litewskie do dyskryminacji Polaków mogą mieć zasłonę dymną, z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że Polacy wygrali na Wileńszczyźnie wybory, zdobywając dużo więcej mandatów niż zazwyczaj. Przypomnijmy, że procedur wyborczych pilnowali tym razem obserwatorzy spoza Republiki Litewskiej, na skutek dziwnych przedwyborczych ruchów władz litewskich. Żaden bowiem, z kilkudziesięciu przewodniczących komisji nie był Polakiem, a Polacy, jak wspomnieliśmy stanowią na Wileńszczyźnie większość. To znakomita okazja, by zastosować kolejny argument: Jaka dyskryminacja, wszak Polacy wygrywają wybory.. Co jednak mają wygrane wybory, zresztą pod kontrolą obserwatorów (co dla Litwy, jako państwa UE, a dodatkowo przewodniczącego struktur OBWE jest ogromnym wstydem) do stałych przejawów dyskryminacji, które nadal się nie zmieniły. Tak czy inaczej argument z wyborami jest obusieczny i raczej władze litewskie nie powinny z nim igrać. Jednak należy się spodziewać wszystkiego.

Po drugie znakomita polska wokalistka Ewelina Saszenko zwyciężyła w plebiscycie na reprezentowanie Litwy na konkursie Eurowizji. Jeśli Polka reprezentuje Republikę Litewską, to kolejna okazja by władze litewskie zaprzeczyły, że wiadomości o dyskryminacji są prawdziwe lub co najmniej mocno przesadzone. Nikogo nie będzie interesowało, że wokalistka wygrała, dlatego, iż faktycznie jest najlepsza czy, że zadecydowały tutaj polskie głosy z Wileńszczyzny. Głosowali bowiem widzowie, a wileńscy Polacy są bardzo zdyscyplinowani. Już podobny manipulatorsko złożony argument był stosowany przez ministra Ażubalisa względem polskiego szkolnictwa – Polskie szkolnictwo na Litwie jest w najlepszej sytuacji w regionie, jak powiedział (choć nie wspominał, że było w jeszcze lepszej i na skutek działań rządu, który reprezentuje jego sytuacja stale się pogarsza). Niech więc nas nie zdziwią takie argumenty. Jednak ani to, że niszczone na Litwie polskie szkolnictwo, jest w lepszej sytuacji niż w innych byłych republikach ZSRR, ani to, że Polacy wygrali wybory na Wileńszczyźnie, ani to, że Polka reprezentuje Litwę na Eurowizji nie jest zasługą władz Republiki Litewskiej. Gdyby te ostatnie w jakikolwiek sposób miałyby warunki by to zmienić, zrobiłyby to bez wahania. Na to dały aż za dużo świadectw. Postawa władz musi ulec zmianie. To, że Europa diagnozuje powoli chorobę trawiącą RL i zaczyna ją zauważać nie jest samo w sobie zwycięstwem. Należy tę dolegliwość leczyć.

Mamy okazję w tym pomóc 11 marca w piątek, o godz. 17.00, przed ambasadą Litwy, przy Al. Ujazdowskich 14.

Aleksander Szycht

Polskie Kresy ;3.03.2011 r.