Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Antypolonizm po litewsku

NASZ DZIENNIK
Wtorek, 19 lipca 2011, Nr 166 (4097)

Adam Chajewski

Dopiero od niedawna polskie media głównego nurtu, a wraz z nimi polska opinia publiczna, zaczęły dostrzegać, że zza fasady strategicznego partnerstwa polsko-litewskiego i najlepszych w dziejach stosunków między Polską i Litwą wyzierają dyskryminacja Polaków na Litwie oraz agresywny antypolonizm.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że choć wiele przejawów antypolonizmu na Litwie miałoby duże szanse w konkursie na szczyt absurdu, litewski antypolonizm zasadniczo absurdalny nie jest.

Za murem nacjonalizmu

Przed stu kilkudziesięciu laty, kiedy tworzył się nowoczesny naród litewski, przywódcy tego procesu musieli przeciwstawić się otaczającej ich polskości. "Litwini musieli wyrwać się z kręgu wpływów polskich, by dojść do własnej tożsamości - pisze w "Polska - Litwa ostatnie sto lat" profesor Piotr Łossowski. - W przeciwnym razie groziła im zagłada narodowa, asymilacja. Metodą odgradzania stała się niechęć i obcość, które później, na wiele dziesięcioleci, przekształciły się w prawdziwy mur wrogości. Za tym murem Litwini gorączkowo budowali własną tożsamość narodową, tworzyli zręby swojej kultury, a potem i państwowości. Źle jednak się stało, iż nieprzyjaźń między dwoma narodami przybierała okresami ostry charakter".
Narodowy ruch litewski wykreował wówczas Polaków i Polskę na najgroźniejsze zagrożenie dla Litwy i w oparciu o antypolonizm jako konstytutywny czynnik świadomości zbudował nowoczesny naród litewski, mentalnie z historyczną Litwą mający niewiele (mimo swej nazwy) wspólnego. W litewskiej świadomości utrwalono na pokolenia groteskowo-absurdalną wizję stosunków polsko-litewskich w minionych wiekach. Polska w tej wizji to główny - jeśli nie jedyny - wróg Litwy. Najpierw była przyczyną katastrofy litewskiej państwowości jako promotor największej litewskiej tragedii - unii polsko-litewskiej oraz sprawcą eksterminacji narodu litewskiego poprzez prowadzenie aktywnej polonizacji. Potem Polska okazała się zdeklarowanym wrogiem niepodległości Litwy, okupantem Wileńszczyzny winnym dokonanego na Litwinach ludobójstwa (genocydu), zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i w okresie II wojny światowej. Obecnie Polska i Polacy oskarżani są o godzenie w integralność terytorialną Litwy oraz o aroganckie traktowanie Litwy i Litwinów.
Sformułowane w tym okresie dwie tezy litewskiej doktryny narodowej wywierały i wywierają przemożny wpływ na świadomość Litwinów i na politykę Litwy wobec Polski i Polaków na Litwie.

Pierwsza teza wynika z przekonania, że o przynależności narodowej przesądzają czynniki obiektywne, takie jak pochodzenie czy więzy krwi. Głosi ona, że na Litwie nie ma Polaków, są natomiast spolonizowani Litwini, których należy przywrócić litewskości nawet wbrew ich woli. Rezultatem tego przekonania jest polityka organizowanej przez administrację państwową lituanizacji. Na Litwie Kowieńskiej przyniosła ona oczekiwane przez Litwinów rezultaty. Z 200-tysięcznej ludności polskiej przed wojną pozostało ok. 10 procent. Rezultat ten stanowi swoiste natchnienie dla litewskich szowinistów dzisiejszej doby głoszących: "Poradziliśmy sobie z Polakami na Kowieńszczyźnie, poradzimy sobie na Wileńszczyźnie".

Druga teza, wychodząc z założenia o okupacji Litwy południowo-wschodniej (Wileńszczyzny) przed wojną przez Polskę, wywodzi, że polscy mieszkańcy Wileńszczyzny to potomkowie okupantów ("wnukowie Piłsudskiego i Żeligowskiego"). Z obu powyżej podanych powodów mieszkańcom Litwy określającym się jako Polacy żadne prawa narodowe utrzymujące ich w polskości nie są potrzebne, a także im się nie należą.
Należy podkreślić, że w odrodzonej po sowieckiej niewoli Litwie nie podjęto żadnych starań, by rozliczyć się z rezultatami, jakie przyniosło wcielanie tych tez w praktykę przez litewską administrację oraz ze skutkami, jakie wywarły na świadomość litewskich elit politycznych, kulturalnych oraz społecznych, a także na przekonania litewskiego społeczeństwa. Co więcej, świadomie do tych tez nawiązywano w politycznej i społecznej praktyce. Warto w tym miejscu - za "Tygodnikiem Wileńszczyzny" (nr 22, 2-8.06.2011, dodatek "Rota", s. 2), przypomnieć oficjalną wypowiedź posłanki Vidy Mariji ˙Cigriejiene.: "W 1939 roku Litwa rozwiązała problem [polskiego szkolnictwa - przyp. "TW"] bardzo prosto: zamknęła gimnazja, zwolniła dyrektorów (...)".

Lituanizacja w oparach absurdu

Przedstawiony powyżej, konstytutywny dla litewskiej świadomości, antypolonizm miał zawsze i ma, zwłaszcza dziś, swój wymiar absurdalny. Często ociera się o groteskę. Jak bowiem potraktować dylematy Vytautasa Landsbergisa doszukującego się jakiegoś drugiego dna w fakcie obecności obrazów Matki Bożej Ostrobramskiej w polskich domach? Czy nie jest absurdalne oskarżanie Polaków o arogancję, dlatego że mówią "na Litwie", a nie "w Litwie"? Tego rodzaju zmiany gramatyczne proponuje Thomas Venclova. Co myśleć o stwierdzeniu, że umożliwienie polskim obywatelom narodowości litewskiej zapisu ich nazwisk według zasad litewskiej ortografii to wymierzona w Litwę polska prowokacja? Tak twierdzi warszawski korespondent "Lietuvos Rytas" Eldoradas Butrimas. Czy można potraktować poważnie rewelacje profesora i ministra oświaty Zigmasa Zinkievi˙ciusa o polskich dzieciach, które w polskich szkołach na Wileńszczyźnie zmuszane są do uczenia się w obcym dla nich, bo białoruskim, języku? Zarysowany powyżej antypolonizm konstytutywny - pragmatyczny w okresie formowania się nowoczesnego narodu litewskiego, czy późniejszego konfliktu z Polską o Wilno i Wileńszczyznę w dwudziestoleciu międzywojennym - dziś wydaje się anachroniczny. Dwadzieścia lat temu został jednak przez Litwinów unowocześniony i dostosowany do nowej sytuacji. Sytuacji narodowego odrodzenia zarówno dominujących ilościowo Litwinów, jak i stanowiących większość na Wileńszczyźnie Polaków.
Początkowe próby współpracy między powstałymi w roku 1988 narodowymi organizacjami Polaków (Stowarzyszeniem Społeczno-Kulturalnym Polaków na Litwie, przekształconym w roku 1989 w Związek Polaków na Litwie) i Litwinów (Sajudisem) szybko zakończyły się niepowodzeniem. Nabierający z miesiąca na miesiąc coraz bardziej szowinistycznego charakteru Sajudis odrzucał lub ignorował polskie postulaty narodowe, np. gwarancje dla polskiego szkolnictwa, prawo do obecności w przestrzeni publicznej języka polskiego, nielituanizowanie polskich nazwisk. Jednocześnie podejmowano prowokacyjne inicjatywy zaostrzające sytuację, takie jak dekret o języku państwowym, faktycznie delegalizujący język polski w życiu publicznym. We wszechobecnej w litewskim życiu publicznym agresywnej propagandzie przywódcy Sajudisu nawiązywali do przytoczonych powyżej tez litewskiej doktryny narodowej, odmawiając Polakom prawa do polskiej identyfikacji narodowej.

Kreowanie wroga

W reakcji na tę politykę Polacy, poniżani w swej dumie narodowej i postawieni przed perspektywą zamiany pełzającej rusyfikacji na forsowaną lituanizację, sformułowali koncepcję autonomii jako jedynej gwarancji realizacji swych niezbywalnych praw do polskości. Była ona do niedawna solidarnie zwalczana przez nieformalny, egzotyczny na pierwszy rzut oka, sojusz, tworzony przez polityczne i społeczne elity litewskie związane z Sajudisem oraz litewską partią komunistyczną lub z nich się wywodzące; wyobcowane ze społeczności polskiej na Litwie jednostki o nastawieniu prolitewskim i kompradorskim charakterze; kosmopolityczne elity polityczne i społeczne w Polsce - tzw. Europejczyków, zarówno "czerwonych", jak i "różowych"; część środowisk prometejsko-niepodległościowych w Polsce, gotowych w imię antyrosyjskiego porozumienia z szowinistami litewskimi poświęcić, partykularne w ich rozumieniu, interesy litewskich Polaków, a faktycznie polski interes ogólnonarodowy.
W ramach tego swoistego polsko-litewskiego porozumienia, zwanego później sojuszem strategicznym, wykreowano i wylansowano epitety i pojęcia: "genocydu" (ludobójstwa) dokonanego przez Polskę na Litwinach na Wileńszczyźnie, "wnuków Piłsudskiego i Żeligowskiego" zagrażających niepodległości Litwy, "czystek etnicznych" na Litwinach, "czerwonych Solecznik", "polskiego bantustanu", "polskiego getta", "band AK", itd., itp.
Propaganda ta utrwalała w społeczeństwie litewskim niechęć, by nie powiedzieć - wrogość, do Polaków i Polski. Szczególnie istotne jest, że ten antypolski szowinizm wtłaczany jest w umysły młodych obywateli Litwy, także Polaków, w trakcie edukacji w litewskojęzycznych szkołach. Spektakularnym dowodem na to jest osławione, na szczęście znane w Polsce, wypracowanie Katarzyny Andruszkiewicz o skutkach polskiej okupacji. Warto również - za "Tygodnikiem Wileńszczyzny" (nr 24, 16-22.06.2011, dodatek "Rota", s. 2), przypomnieć niedawne wypowiedzi pedagogów litewskich mówiących np.: o polskich przedszkolach, w których "dzisiaj wychowuje się "Hitlerjugend"" (dyrektor gimnazjum w Ejszyszkach Vytautas Dailydka); o polskich szkołach: "te szkoły - to wylęgarnia antypaństwowych mętów i rozsadnik piątej kolumny" (nauczyciel historii w Gimnazjum w Solecznikach, Artu-ras Andriu˙saitis); o sytuacji w rejonie solecznickim, którą powinien zainteresować się Departament Bezpieczeństwa Państwowego (dyrektor szkoły średniej w Turgielach Au˙sra Voveriene.).

Ten polsko-litewski sojusz strategiczny, zbudowany na opresji Polaków na Litwie, załamał się dopiero pod koniec zeszłego roku. I dopiero od tego momentu prawda o litewskim szowinizmie i antypolonizmie zaczęła szerzej docierać do polskiej opinii publicznej.

Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że z Litwy docierają do nas czasami głosy rozsądku, na przykład liczne wypowiedzi historyka Alfredasa Bumblauskasa. Podobną wymowę ma kwietniowy apel litewskich intelektualistów, którzy podnoszą m.in., że: "Szowinistyczna wersja historii postrzegająca wspólną historię Litwy i Polski jako "stracone wieki", zniekształcona wizja przeszłości państwa odrzuca i znieważa wspólne duchowe, polityczne i kulturalne dziedzictwo obu narodów (...)".

Tym niemniej nawet gdyby głosów tych było znacznie więcej, to na znaczącą zmianę w postrzeganiu Polski i Polaków przez litewskie społeczeństwo, a zatem i na znaczącą zmianę stosunku do Polaków na Litwie, będziemy mogli liczyć dopiero wtedy, gdy przeformułowane zostaną programy, podręczniki i praktyka litewskiego szkolnictwa. Tymczasem jak widać choćby z przytoczonych powyżej wypowiedzi litewskich pedagogów, antypolski szowinizm w litewskojęzycznym szkolnictwie trwa.

Nie ma więc żadnej wątpliwości, że w dającej się przewidzieć przyszłości litewski antypolonizm będzie wywierał znaczący, negatywny wpływ na stosunki polsko-litewskie i na położenie Polaków na Litwie.

Autor jest wiceprezesem Federacji Organizacji Kresowych.