Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Ostra Brama a sprawa polska

Natalia Szpurko

Sprawa jest trudna i delikatna zarazem. Na Litwie dzieje się Polakom coraz gorzej. Niedawno przyjęta została ustawa, na mocy której likwidowane będą szkoły mniejszości narodowych w miejscowościach, w których istnieją szkoły litewskie, o ile obydwie placówki będą miały niekompletne klasy. Zapis ten pozwoli na zamknięcie około połowy ze 120 polskich szkół na Wileńszczyźnie, na obszarze której większość społeczeństwa stanowią właśnie Polacy. Równie wielkie kontrowersje wywołała niedawno emisja programu telewizyjnego „Kocham Litwę”, w którym uczestnicy zrywali przed kamerą tabliczkę z polską nazwą ulicy. Wisiała ona na ścianie prywatnego domu w Ejszyszkach.

Wobec tak niepokojących sygnałów napływających zza północno-wschodniej granicy, prezydent Bronisław Komorowski, w przeddzień przejęcia przez Polskę prezydencji w Unii Europejskiej, otwiera Międzynarodowe Centrum Dialogu w Krasnogrudzie, gdzie gośćmi specjalnymi byli przedstawiciele litewskiego rządu. Przemówienie głowy państwa polskiego nie odznaczało się (jak zwykle) niczym szczególnym – miało charakter mdły i niebywale poprawny pod każdym względem. W obliczu braku zainteresowania prezydenta Komorowskiego obroną praw litewskich Polaków, sprawę wzięły w swoje ręce stowarzyszenia: KoLiber, Memoriae Fidelis, Fundacja Wolność i Demokracja oraz przedstawiciele niektórych mediów, jak chociażby Agnieszka Piwar z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Uczestnicy pikiety w upale południowego słońca i kurzu polnej drogi wytrwale czekali na przyjazd prezydenckich gości, dzierżąc plakaty i karty z hasłami typu: „Stop dyskryminacji Polaków na Litwie”, „Język polski w szkole”, „Nie zabierajcie nam języka ojczystego”. Poparcia udzielił protestującym gość spotkania, Janusz Palikot. Prezydent, przejeżdżając obok grupy kontestatorów swojej polityki wschodniej, odwrócił głowę.

Po demonstracji na granicy polsko-litewskiej załoga autokaru obrała kurs na Troki oraz Wilno. W stolicy Litwy uczestnicy pikiety spotkali się z prezesem Związku Polaków na Litwie, Michałem Mackiewiczem, oraz Jarosławem Narkiewiczem, członkiem zarządu związku, prezesem oddziału trockiego i od 2008 roku posłem na litewski sejm. Z relacji rozmówców wynika, iż polskie szkoły na Wileńszczyźnie podjęły decyzję o niepodporządkowaniu się nowej ustawie oświaty. Jakie mogą być konsekwencje takiego protestu? Według Narkiewicza ministerstwo edukacji nie posiada żadnych środków, by wyegzekwować decyzję rządu. Pozostają sądy, których werdykt jest jednak łatwy do przewidzenia. Ciekawe, iż trzech posłów-Polaków wniosło do sądu konstytucyjnego zapytanie o zgodność nowej ustawy z zasadami zapisanymi w litewskiej konstytucji. Propozycja nie spotkała się jednak z pozytywnym odzewem. Reprezentanci ZPL okazali wdzięczność pikietującym w Krasnogrudzie i prosili o wsparcie zwłaszcza na jesieni, kiedy to ponownie zostaną otwarte szkoły i wybuchnąć mogą znacznie silniejsze niż do tej pory protesty.

Czego dowiedzieliśmy się od tak zwanych normalnych obywateli litewskich polskiego pochodzenia, niezaangażowanych w działalność stowarzyszeniową? Z ich perspektywy także sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Polacy zamieszkujący Litwę przedstawiani są w mediach jako wrogowie państwa, w związku z czym wzrasta poziom agresji nawet w relacjach sąsiedzkich. Mimo iż znakomita większość mieszkańców Wileńszczyzny rozumie język polski, ekspedientki w sklepach czy kelnerzy w restauracjach nie chcą się nim posługiwać, przechodząc na rosyjski lub... litewski. Zrywanie tablic z polskimi napisami z zabytkowych kamienic czy świątyń to, niestety, norma. Dewastacja pereł architektury wileńskiej zdumiewa o tyle, iż jest to działanie na szkodę stolicy własnego państwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przy wejściu do Ostrej Bramy ujrzałam całkowicie nowe schody, podczas gdy przed rokiem w ich miejsce wiodły do obrazu Matki Świętej te oryginalne, stare, odkształcone przez stopy i kolana przybywających tu przez wieki pielgrzymów. Tubylcy twierdzą, iż powodem owej „renowacji” była chęć dania prztyczka w nos Polakom, którzy stanowią blisko 90% odwiedzających owe miejsce kultu.

Muszę jednak przyznać, iż po części rozumiem logikę, którą kierują się władze litewskie w swoich działaniach zmierzających do wyrugowania polskości z Wileńszczyzny. Jak każdy stosunkowo młody naród, Litwini żywią obawę wobec silniejszych sąsiadów o dłuższej i bogatszej tradycji kulturowej – stąd przerabianie Mickiewicza na Mickieviciusa, Michała Kazimierza Paca (fundatora przepięknego kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła) na Pacasa, niszczenie sławnej celi Konrada i przekształcania jej na hotel, który, notabene, niedawno zbankrutował. Strona litewska realizuje po prostu nowe wcielenie kulturkmapf jako swoiście pojmowany interes narodowy.

I choć ochrona zabytków Wilna nie jest sprawą prezydenta Polski, to ograniczanie prawa do nauki w języku ojczystym naszych rodaków już tak. Polska racja stanu stawia w pewnym momencie granicę przymykania oczu na politykę sąsiada. Silna mniejszość polska na Litwie jest bowiem w naszym interesie, abstrahując już od zupełnie ludzkich odruchów pomocy rodakom na obczyźnie. Możliwe, iż za kilkanaście lat Unia Europejska rozpadnie się, a z nią wszelkie (wypaczone zresztą) ideały wspólnych wartości i celów, jednolitej polityki Europy wobec reszty świata. Nie powinniśmy zatem tracić okazji na umacnianie swojej pozycji w tej części kontynentu. Nie możemy także pozwalać na to, by działanie na niekorzyść naszej mniejszości pozostawało bez żadnej reakcji. Problem w tym, iż Polacy (jak zauważył już wiek temu Dmowski) lubują się w swojej wspaniałomyślności w relacjach z innymi narodami, nazywając własną indolencję i gnuśność „tolerancją”.

Znamienne stają się w tym momencie słowa premiera Tuska, który w wywiadzie dla Newsweeka z dn. 27.06.2011 wyjawia swój pomysł na poprawę stosunków z Litwą. Ogólnie plan polega na przekonywaniu rządu sąsiadów do zmiany postawy przez powiększanie praw i przywilejów dla mniejszości litewskiej w Polsce. Prosto wykładając gładkie słowa głowy rządu: oni obijają naszych za posługiwanie się polszczyzną w miejscach publicznych, to my okażemy im miłosierdzie i wybudujemy szkołę – a nuż zrozumieją swoje niestosowne zachowanie. Jak inaczej mogłaby zareagować polska strona? Nie brać oczywiście odwetu na mniejszości litewskiej, ale „poskarżyć się” wyczulonej na punkcie wspierania wielokulturowości Unii Europejskiej. Ponadto gospodarczo Litwa jest dla Polskim mniej istotnym partnerem niż Polska dla Litwy (dane na 2011 rok, odpowiednio: stanowimy dla naszych sąsiadów 3. rynek w handlu międzynarodowym, a Litwa dla nas – 24)1, teoretycznie mamy więc kartę przetargową w negocjacjach.

Postawa dobrotliwego wujka z pobłażaniem patrzącego w kierunku brojących siostrzeńców raczej nie dodaje nam prestiżu, ujmuje natomiast z i tak nadwątlonej (polityką zagraniczną PO) siły. Cztery wieki temu za taką politykę szlachta wygnałaby króla Rzeczpospolitej na karabelach. Ile w Polakach zostało z Sarmatów, przekonamy się już w październiku.

________________________________________ Goniec Wolności Nr 7, sierpień 2011 r.