Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


XI konferencja „Polskie dziecko w polskiej szkole”

                                          Sukcesy i zagrożenia

Oczkiem w głowie szerokiej społeczności polskiej jest nadal sprawne i konkurencyjne funkcjonowanie szkoły polskiej na Litwie. Świadczy o tym również XI już konferencja „Polskie dziecko w polskiej szkole”, którą zainicjował i od lat organizuje Oddział ZPL rejonu wileńskiego.


O tym, że temat jest bardzo ważny, świadczy też fakt przybycia na konferencję in corpore kierownictwa samorządu rejonu wileńskiego na czele z mer Marią Rekść. Przybyli do auli Domu Polskiego „podbudowani” sławetną pikietą stowarzyszenia „Vilnija”, podczas której „hurapatrioci” litewscy „bronili” szkolnictwo polskie przed władzami samorządu, o czym „Kurier” pisał w ostatnim magazynowym numerze.

Obronną ręką

W ciągu minionego dziesięciolecia, jak zaznaczył prezes Oddziału ZPL, poseł Waldemar Tomaszewski, szkolnictwo polskie przeżyło nie jedno zagrożenie ze strony władz Litwy. Wystarczy przypomnieć przyjęty program Rozwoju Litwy Wschodniej, który przewidywał zakładanie na Wileńszczyźnie szkół litewskich podległych powiatowi. I owszem, założono takie szkoły, świadczące o nierównym traktowaniu dzieci litewskich podatników, jednak polska szkoła wyszła obronną ręką. Polskie szkoły zdobyły autorytet i liczba dzieci w nich przez wiele lat wzrastała. Jedynie niż demograficzny przyczynił się do tego, że w roku ubiegłym zmniejszyła się nieco liczba dzieci w pierwszych klasach polskich.

Apetyt powiatu wzrasta?

Cyfry przytoczone na konferencji są bardzo wymowne. Obecnie do szkół samorządowych rejonu uczęszcza 11047 dzieci, z których ponad połowa, bo 6273 uczy się w klasach polskich. A to stanowi 81,5 proc. wszystkich polskich dzieci rejonu. Według spisu ludności — w rejonie 61 proc. stanowią Polacy.
A tak na marginesie, do szkół powiatowych uczęszcza 1560 dzieci. Nic więc dziwnego, że co bardziej ekstremistyczne organizacje litewskie wysuwają ostatnio „propozycje”, by wszystkie szkoły rejonu przeszły pod skrzydło powiatu. Nie wykluczone, że tak nagłe frontalne sprawdzenie szkół rejonu, o którym „Kurier” również pisał, jest podporządkowane temu celowi.
Atuty, które przekonują polskie rodziny na rzecz polskiej szkoły rzeczywiście są przekonywujące. Ostatnie dziesięciolecie dowiodło, że maturzysta polskiej szkoły ma bogatszą ofertę startu życiowego niż maturzysta szkoły litewskiej. Nieprzypadkowo już kilka lat z rzędu procent maturzystów polskich szkół, trafiających na studia, jest wyższy niż w szkołach litewskich. Spośród 1690 maturzystów szkół polskich na studia dostało się w roku ubiegłym 1098, czyli 65 proc.
Dane te zostały przytoczone w „Apelu do rodziców” przyjętym na konferencji.
Nie stanowi tajemnicy, że maturzyści szkół polskich mogą studiować nie tylko na uczelniach Litwy, gdzie Fundacja Semper Polonia ma możliwość dawania im stypendium, ale też jako znający język polski mogą studiować na wyższych uczelniach Polski ze stypendium Rządu Polskiego. I korzysta z tego dużo absolwentów.

Zahartowane w walce

Jednak, jak przez wiele poprzednich lat, szkolnictwo polskie nadal odczuwa zagrożenie dzięki planowanym posunięciom władz oświatowych. Stwarzanie sztucznych przeszkód już stało się na tyle popularne, że szkolnictwo polskie jest zahartowane w tej walce o swoje prawa.
A więc, nie możemy zgodzić się, żeby został ujednolicony egzamin z języka litewskiego dla szkół litewskich i polskich. I to bez ustalenia przejściowego okresu, o którym się ostatnio mówiło. „Nie możemy się zgodzić na żaden okres przejściowy i to nie tylko dlatego, że programy i ilość godzin są różne, ale dlatego, że dla Polaków język litewski nie jest językiem ojczystym, a to stwarza nierówne możliwości dla młodzieży. Jeżeli przez 50 lat władzy sowieckiej to rozumiano, to dlaczego teraz w wolnej Litwie ten temat jest tak eskalowany”- powiedział Waldemar Tomaszewski.
Polskie szkoły, jak wiadomo, znajdują w miejscowościach, gdzie działają często trzy szkoły narodowościowe i w ten sposób rozdrabnia się kontyngent uczniów. Nie można więc zgodzić się z ustalonym obecnie pułapem liczby dzieci w klasach starszych, który ma wynosić 15 w wiejskich. Jest to nielogiczne. Toteż stawia się kwestię, by w szkołach wiejskich klasy IX-X jako minimum mogły istnieć z 5 uczniami, klasy zaś XI-XII — z 10 uczniami.
Poseł Tomaszewski uważa, że powinno być dofinansowanie szkół mniejszości narodowych, przynajmniej w takim zakresie, jak to jest dla szkół litewskich w Polsce, gdzie koszyk ucznia jest często o 150 proc. większy. A więc żądania są takie: poczynając od 1 września zwiększyć dodatek finansowania koszyka ucznia dla szkół wiejskich — 50 proc. dla miejskich — 30 proc.
Nauczyciele szkół polskich nadal stawiają kwestię o przywróceniu egzaminu z języka polskiego na listę egzaminów obowiązkowych na maturze.

Zmniejsza się liczba pierwszaków w Wilnie

Jeżeli powyższe sprawy wymagają posunięć na szczeblu państwowym, to są też takie, które zależą od świadomości każdej polskiej rodziny. Chodzi o kompletowanie klas pierwszych w Wilnie. Jeżeli w miejscowości wiejskiej do polskich szkół uczęszcza ponad 80 proc. dzieci z rodzin polskich, to w Wilnie ten wskaźnik sięga 50 proc. Jest to problem na tyle poważny, że potrzebny wspólny wysiłek całej społeczności polskiej.
O przykłady nieprzychylnego stosunku władz do funkcjonowania polskich szkół jest nietrudno. Na przykład, w szkole jerozolimskiej, w której od ponad półwiecza były polskie klasy średnie, od pewnego czasu XI klasie tu miejsca nie ma. Podobnie dotyczy to szkoły im. Joachima Lelewela, słynnej „piątki”, do której na siłę wprowadzają się klasy początkowe litewskiej szkoły.
Na ile istnienie polskich szkół, nawet małych zależy od rodziców, miejscowej społeczności i polskich organizacji może służyć przykład szkoły początkowej w Zaścianku. Wszystko wskazywało na to, że tę szkołę władze miasta chcą zlikwidować. Radni z ramienia AWPL, z poparciem rodziców i całej wspólnoty Zaścianka obronili szkołę.
„Działajmy śmiało! Nie pozwalajmy, by nasze społeczeństwo ktokolwiek rozbił! ”.
Te słowa posła na konferencji były poparte oklaskami.

Ból, łzy i prośba pomocy

To prawda, polskie szkoły muszą w lokalnych warunkach znieść niemało krzywdzących posunięć władz. Z ogromnym bólem o problemach Mejszagolskiej Szkoły Średniej nr 1 mówiła dyrektor Alfreda Jankowska. „Gdy odłączył się od naszej trójjęzycznej szkoły pion litewski, wybrał sobie pomieszczenie zabytkowe, położone u stóp góry zamkowej, uważając w tamtym 1992 roku, że idą do pięknego pałacu. W ciągu tylu lat pałacyk stał się dla nich przyciasny i zaniedbany, a nam się wytyka, że mamy duży budynek i zadbany. Owszem, mamy duże kontakty z Macierzą, skąd wpłynęła duża pomoc”- mówiła dyrektor Jankowska.
Ataki na szkołę, przeróżne komisje, sprawdzenia — stało się niemal powszednie w przypadku tej szkoły. „Starają się nam udowodnić, że polskie szkoły są w naszym rejonie uprzywilejowane w porównaniu z litewską. To nie jest prawda. To, co mamy, jest darem naszych polskich przyjaciół. Ale na to też trzeba dużo pracować”.
Wygląda na to, że właśnie dla litewskiej szkoły stwarza się dobre warunki. Chociażby w przypadku nauczania klas początkowych, które znajdują się w pomieszczeniu przedszkola. I jest rzeczą zrozumiałą, że po przedszkolu rodzicom wygodniej jest nadal zostawić swoje dziecko w tym samym gmachu — w szkole — w tym przypadku litewskiej.
„Gdybyśmy mieli przedszkole polskie bliżej naszej szkoły, to byłaby duża szansa utworzenia klas początkowych naszej szkoły” — uważa dyrektor.
Cała delegacja nauczycieli i rodziców szkoły im. J. Lelewela stanęła na scenie. Panie były na tyle wzruszone, że od łez z trudem opowiedziały o swojej biedzie. A właściwie biedzie całej plejady Polaków, którzy tę najstarszą szkołę polską ukończyli i która przez lata sowieckie była prawdziwą ostoją polskości w Wilnie.
Swietłana Kriwko, nauczycielka klas początkowych nie potrafi wytłumaczyć swoim uczniom, gdy ci przyjdą na lekcje 1 września, dlaczego ich klasy i korytarze tak się różnią od korytarzy na pierwszym i trzecim piętrze. Właśnie decyzją władz miejskich na remont tych pięter, na których będą się uczyły dzieci z sąsiadującej szkoły litewskiej, przydzielono 380 tys. litów. Czyli na odnowienie każdego gabinetu przypada po 20 tys. litów!
„Uczniowie przyjdą i porównają, w jakich warunkach uczą się oni i w jakich nowoprzybyli. Co mam im powiedzieć? Że tamte dzieci są lepsze, bo litewskie? ”.
Jedna z matek jedynie błagała zebranych -„Pomóżcie, jak możecie, żeby nasze dzieci nie były pokrzywdzone i, żeby mogły tu zdobyć średnie wykształcenie w języku ojczystym... ”.
Radny samorządu m. Wilna Józef Kwiatkowski poinformował zebranych, że już przed miesiącem radni z frakcji AWPL złożyli do Rady protest za takie upolitycznienie szkolnych spraw. Radny Kwiatkowski wczoraj poinformował „Kurier”, że w tych dniach otrzymał zapewnienie wicemera Vytasa Karčiauskasa, że samorząd poszukuje możliwości finansowych, aby II piętro szkoły, gdzie zostaną klasy polskie, było również wyremontowane. Redakcja też dowiedziała się, że wczoraj rodzice oraz nauczyciele tej najstarszej szkoły polskiej Wilna utworzyli komitet obrony szkoły.

Porównać i nagłośnić

Padło wiele propozycji, jak jeszcze bardziej podnieść prestiż polskiej szkoły. Jakże ważne, aby władze lokalne, poczynając od gmin, które są najbliżej ludzi i kończąc na władzach rejonowych i posłach z ramienia AWPL, którym na konferencji składano podziękowanie za troskę o szkołę polską, działali razem.
Józef Kwiatkowski uważa, że należy wznowić zajęcia fakultatywne z historii Polski, by nikt nie zarzucił, że szkoła polska jest — tylko polskojęzyczna, ale naprawdę polska. Jego zdaniem, należy bardziej głośno mówić o przewadze samorządowych szkół nad powiatowymi. Chodzi przede wszystkim o porównanie takiego wskaźnika — jak dostanie się na studia po obu szkołach (polskiej i litewskiej). Gdy się uzmysłowi, że np., ze szkoły samorządowej w Kowalczukach, w roku ubiegłym dostało się na studia 80 proc. absolwentów, a z powiatowej z tej samej miejscowości zaledwie 20 proc., to stanie się jasne, jaka szkoła jest lepsza.

Uniknąć zepsucia

Wicedyrektor Pogirskiej Szkoły Średniej Walentyna Treszczyńska uważa, że trzeba wszystko zrobić, aby nikt nie zarzucił, że mądry Polak po szkodzie. A dlatego trzeba koniecznie znaleźć wspólny język z tymi, od kogo zależy kompletacja szkół. Zaproponowała zorganizowanie razem z gminą w Pogirach wspólnego okrągłego stołu, przy którym można omówić wszystkie sprawy.
Dyrektor Szkoły im. F. Ruszczyca Edyta Tomaszun jeszcze raz zaapelowała, że w tym dużym osiedlu nie ma dotychczas polskiego przedszkola. Leonia Gulbinowicz z Kowalczuckiej Szkoły im. St. Moniuszki zwróciła uwagę na pracę z rodzicami. Chodzi o to, że rodzicami obecnych pierwszaków są ci, którzy niegdyś ukończyli szkołę rosyjską. To oni właśnie mogą się wahać, więc stworzenie szkoły konkurencyjnej jest zadaniem bodaj najważniejszym. Poinformowała też, że wkrótce w ich miejscowości będzie ustawiony pomnik Jana Pawła II, co uczyni ten zakątek Wileńszczyzny jeszcze bardziej uduchowionym. „Naszym zadaniem jest- uniknięcie zepsucia dnia dzisiejszego”.

Krystyna Adamowicz

Żródło: Kurier Wileński, 15.06.2006 r.