Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Wywiad z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim


Na przeciągu tego okresu stosunki pomiędzy naszymi krajami przeszły ewolucję od okresu nieufności do strategicznego partnerstwa.
Co dla Pana prezydenta znaczy partnerstwo strategiczne z Litwą?

Przede wszystkim partnerstwo strategiczne oznacza wspólne przedsięwzięcia — nasze członkostwo w UE i NATO, ale także wspólne przedsięwzięcia, które ściśle nie są związane z tym członkostwem. Mamy pewną wspólną politykę, jeśli chodzi o Ukrainę. Mam nadzieję, że wkrótce spotkamy się we trzech z Panem prezydentem Adamkusem i Panem prezydentem Juszczenko i szczerze porozmawiamy o pewnych sprawach. Jeżeli chodzi o strategiczne cele Polski, to my chcemy realizować je z Litwą nawet wtedy, kiedy Litwa nie leży bezpośrednio na szlakach z tym związanych.


Jako przykład dostarczanie do Europy a także do naszych dwóch państw gazu i ropy z krajów leżących głęboko na południowy wschód od Polski. Mimo że Litwa jest tu trochę z boku, my uważamy, że jest w naszym interesie, żeby i wasz kraj też z tego korzystał, aby brał udział w rokowaniach. Ważna jest także sprawa naszych historycznych związków. Także to wszystko powoduje, że my chcemy wiele spraw załatwić razem. Sprzecznych interesów mamy niewiele. Mamy pewne sprawy ściśle związane ze stosunkami bilateralnymi. My byśmy chcieli, żeby polepszyła się sytuacja szkół polskich na Litwie. Jest także sprawa pisowni nazwisk. Bo to jest taki litewski obyczaj. Ja mam bliskich przyjaciół Sienkiewiczów pochodzących z Litwy — Tatarów litewskich. W czasie wojny nazywali się Sienkievičiusami. Ja nie widzę powodów, dlaczego tak miałoby być. No, ale widocznie Litwini widzą i trzeba na ten temat rozmawiać. Więc będziemy te sprawy próbować rozwiązywać. Rozmawiałem z Panią prezes Związku Litwinów w Polsce, których jest kilkanaście tysięcy na północno-wschodnich krańcach Polski, jest jeden powiat, w którym Litwini stanowią większość, i ja naprawdę jestem gotów im pomagać. Nie mam nic przeciwko litewskim napisom w takich miejscach jak Puńsk czy Sejny, ani przeciwko litewskim szkołom, ani przeciwko litewskiej kulturze i nie tylko tam na północno-wschodnich kresach Rzeczypospolitej Polskiej, ale także i w Warszawie. Ja sam znałem ludzi, którzy wtedy, gdy zaczęło być wolno, bo to też różnie było, zaczęli chodzić na mszę litewską w Warszawie. Przedtem nawet nie zdawałem sobie sprawę, że oni są Litwinami. I to zupełnie nie zmieniło mego stosunku do nich. I chciałbym, żeby było odwrotnie. Bo strategicznie, państwowo jest wszystko w najlepszym porządku, chodzi o to, żeby w sensie narodowym nie było jakichś niemądrych przesądów, żeby nie było na przykład sytuacji, gdy ktoś nie bardzo chce się przyznać oficjalnie, że mówi po polsku, a później, jak do mnie podchodzi, to mówi czystą polszczyzną.

Czy Pana prezydenta nie dziwią takie sytuacje?

To, że wielu ludzi tu zna język polski, to mnie nie dziwi. Natomiast to, że niektórzy chcą do tego przyznać się wyłącznie prywatnie, to mnie dziwi. Nam zależy, żeby ci ludzie, którzy znają język polski, nie ukrywali tego. Zupełnie dobrze mówi po polsku prezydent Adamkus, dobrze mówi prezydent Brazauskas, bardzo dobrze mówi były minister spraw zagranicznych Antanas Valionis i ja nie sądzę, żeby w tym było coś dziwnego. Podobnie jest na Białorusi, Ukrainie. Czy ja się wypieram z tego, że wszyscy moi dziadkowie (dwóch dziadków i dwie babcie) mówili znakomicie po rosyjsku. Jedna z babć świetnie mówiła po ukraińsku. Dlaczego? No, bo w tych językach w dużym stopniu się wychowali. Ja jestem w sensie pochodzenia tym Polakiem z kongresówki, albo nawet dalej — z Litwy. Jeżeli definiować narodowość tak, jak to próbował robić profesor Wizner, to ja jestem takim w znacznej części polskim Litwinem, a moja żona jeszcze bardziej, więc nasza córka jest jeszcze bardziej Litwinką niż ja. I to jest normalne. Historia narodów litewskiego, polskiego, ukraińskiego, białoruskiego w pewnej chwili się mocno splotła.

Czy takie sentymenty pomagają w polityce, czy też przeszkadzają?

Dla mnie oczywiście pomagają. No bo jak przyjeżdżam do Wilna, to odczuwam silny sentyment, ale także mam silne poczucie, że historia rozstrzygnęła ten problem. Bo przecież Wilno, miasto w olbrzymim stopniu polskie, żydowskie, jest dzisiaj miastem litewskim. Ale Polakowi to bardzo łatwo zrozumieć. Ja jestem warszawiakiem. Urodziłem się, wyrosłem, wychowałem w Warszawie, ale potem tak się złożyło, że wyjechałem na wybrzeże początkowo na kilka lat, potem te kilka lat zamieniło się w kilkadziesiąt. I tam mieszkałem w mieście (Gdańsku — red.), które przed wojną było — nie oszukujmy się — miastem w znacznym stopniu niemieckim, a dzisiaj jest miastem najczyściej polskim. I to powoduje, że ja takie problemy świetnie rozumiem. To jeszcze w większym stopniu dotyczy Szczecina. Bo przynajmniej przed wojną w Gdańsku była dość liczna Polonia. W Szczecinie nie. Byłem związany w swoim czasie z Koszalinem. Czy te miasta kiedyś tam w historii miały związki z Polską? Tak, miały, ale to już były odległe wieki. Bez wątpienia to były tereny słowiańskie ludności zbliżonej swoim językiem, kulturą, obyczajami do polskiej, tylko że ten czas się skończył, a potem wrócił po drugiej wojnie światowej.
Więc ja patrzę na piękno Wilna, bo rzeczywiście to piękne miasto, z wielkim sentymentem. Natomiast zdaję sobie sprawę, że dzisiaj jest to stolica Republiki Litewskiej i że cośkolwiek w tym zakresie nie chce zmieniać. Tak po prostu jest. Natomiast jest mi miło, jeżeli w hotelu, kawiarni bez trudu porozumiewam się po polsku i tego się nie należy wstydzić.

Jednym z największych osiągnięć minionego 15-lecia niewątpliwie jest przystąpienie naszych krajów do UE i NATO, gdy oba nasze kraje w swych dążeniach do struktur euroatlantyckich wspierały się nawzajem. Jak Pan prezydent teraz widzi wspólne interesy Litwy i Polski w UE?

Mamy wspólne interesy związane przede wszystkim z polityką energetyczną. Jest w tej chwili skłonność, żeby skoordynować zewnętrzną politykę energetyczną Unii. To oczywistość, że Europa potrzebuje gazu i ropy z Rosji. Kraju, który ma tanie surowce. Poza tym jest to blisko i w miarę stabilne. I nie ma w tym nic dziwnego. Natomiast jeżeli absolutyzujemy ten kierunek, to wtedy jest już gorzej. Jest wspólny interes Litwy i Polski, by przekonywać Unię do rozsądku pod tym względem.

Poza tym Litwa i Polska dawno są terenem, na którym Rosjanie przy całej mojej chęci poprawy z nimi stosunków, prowadzą politykę pewnej ekspansji gospodarczej. No — weźmy pod uwagę — Polacy kupili pewną część udziałów w Możejkach, no i zaczęły się napięcia. Nasz „Orlen”, potężna firma, miała parokrotnie ofertę zakupu i za każdym razem okazało się w istocie, że jest to oferta ze strony rosyjskiej. Rosjanie mają prawo do prowadzenia tego rodzaju polityki. To ich zdaniem umacnia ich mocarstwową pozycję i jakby powoduje, że wkraczają do wnętrza Unii Europejskiej. Natomiast my, Polacy i Litwini, mamy prawo na to się nie zgadzać.

Więc, Panie prezydencie, można powiedzieć, że polityka wschodnia cementuje strategiczne partnerstwo naszych krajów?

Cementuje. I to bardzo silnie cementuje. Podczas tej wizyty padła propozycja zaprosić mnie na spotkanie prezydentów państw Bałtyckich, chociaż Polska nie należy to tej trójki — Litwa, Łotwa, Estonia. Litwini mają tu związki bardzo silne.

Mimo niewątpliwych osiągnięć w polsko-litewskich stosunkach nadal pozostaje wiele nierozwiązanych kwestii — nabrzmiałe problemy mniejszości narodowych, niezrealizowane projekty infrastrukturalne. Dlaczego wciąż słyszymy deklaracje, a nie ma konkretnych decyzji?

Jeżeli mówimy o problemach mniejszości narodowych, to chodzi raczej o mniejszość polską na Litwie, bo Litwini nie robią żadnych kłopotów. Na te tematy będziemy rozmawiać z Panem prezydentem Adamkusem podczas jego wizyty 29 września w Polsce.
Problemy infrastrukturalne po naszej stronie łączą się z tym w znacznym stopniu, bo dosyć trudno idzie budowa autostrad. Mamy protesty ekologów. Bo rzeczywiście drogi między Polską a Litwą przelegają przez niepowtarzalne tereny w sensie ekologicznym. I tu trzeba znaleźć jakiś kompromis.
Jeżeli chodzi o połączenie elektroenergetyczne, to podstawowy problem polega na tym, abyśmy mieli podobne połączenie na Zachód. Jeżeli będziemy je mieli, to sami dołożymy wszelkich starań, aby mieć połączenie z Litwą. Bo sytuacja jest taka: my mamy tańszą energię niż Niemcy, a wy macie tańszą niż my. Więc musi być ten przepływ na Zachód. My sami również chcemy sprzedawać swoją energię na Zachód. Mamy w Polsce bardzo rozbudowany system elektrowni, które produkują dużo więcej niż Polska jest w stanie zużyć. To wszystko są problemy do rozwiązania i trzeba je rozwiązać jak najszybciej.
Jestem gorącym zwolennikiem zabezpieczenia Litwy w gazociąg i ropociąg z Gdańska. Czy on będzie używany? My musimy jeszcze jednej rzeczy się nauczyć. W walce o bezpieczeństwo narodowe Polska i Litwa powinny dokonywać inwestycji takich, jakie może komercyjnie z godziny na godzinę nie mają celu, natomiast strategicznie są absolutnie niezbędne. Możemy więc mówić o energetycznej Rzeczypospolitej.

Robert Mickiewicz
"Kurier Wileński"
09.09.2006 r.