Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Bezprawie zamiast zwrotu ziemi

To, co się działo w Suderwie w ciągu 15 lat, trudno ująć w jednym artykule, niełatwo opowiedzieć w jednej rozmowie. Mieszkańcom tej pięknie położonej wsi na usta cisną się coraz to inne fakty, coraz to inne krzywdy, których w ciągu tych lat doznali. Być może żyliby spokojniej, gdyby Suderwa leżała trochę dalej od Wilna i z każdej strony nie otaczałyby jej jeziora? Ale większość z nich wyrosła z tej ziemi. Z tej "natury", która dzisiaj spędza sen z powiek i bieli włos. Więc dlaczego mieliby porzucać tę ziemię... Albo za bezcen sprzedawać tajemniczym klientom, którzy dzwonią i nalegają na to...

Rządź i dziel!


Władysława Zapolska, mieszkanka Suderwy, swoją opowieść o krzywdach związanych z odzyskaniem ojcowizny rozpoczęła od zapytania: "Nie wiem, jak długo jeszcze będziemy przeżywali tę niesprawiedliwość i czy kiedyś będzie temu kres?..." Z pewnością tej odpowiedzi należałoby szukać w urzędach regulacji rolnej, a może jeszcze wyżej.
- Od złodzieja można się obronić mocnym zamkiem, zahodować dobrego psa czy w końcu pogonić go kijem. Teraz znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że nie wiemy, jaką obronę zastosować. Nic nie działa: ani słowo, ani prawo! Dzisiaj ten kawałek ziemi jest twój, jutro przychodzi mierniczy i oświadcza, że to już nie twój przydział - z oburzeniem opowiada pani Zapolska.
W 1992 roku mierniczowie wymierzyli ziemię po ojcu pani Zapolskiej, Janie Matkiewiczu. Władysławie po ojcu, zesłanym niegdyś na Syberię, należało się 2,5 ha. Dziadek pani Władzi miał na własność 5 ha ziemi we wsi Wajgieliszki, znajdującej się w tej samej suderwskiej gminie, ale połowa jej została przeniesiona do Mejszagoły, gdzie zamieszkał inny syn. Jak przyszła swoboda i ludzie żegnali się z kołchozem, rodzina Zapolskich ze swym majątkiem wystąpiła zeń jako pierwsza. Nie szczędząc sił pracowali na wymierzonej ziemi. Oczyszczali zapuszczone pola, wywozili kamienie. Co roku chodzili do rejonowej służby agrarnej, a potem pisali podanie do powiatu z prośbą o przyznanie im tej ziemi na własność.
Wówczas od urzędującego naczelnika administracji powiatu wileńskiego Feliksasa Kolosauskasa otrzymali odpowiedź, że wniosek zostanie rozpatrzony i w drugim etapie reformy dostaną ziemię na własność w miejscu, gdzie ją obrabiali. I tak pewni, że sprawa zostanie załatwiona, czekali. W ubiegłym roku nastał drugi etap. Władysławę Zapolską ustawiono w dziewiątej kolejce. Dodajmy, że dziewiątych kolejek było aż dwie, a dziesiątych nawet i trzy. Lecz, dopóki pani Władzia cierpliwie czekała na swą kolejność, ziemia, na której cała jej rodzina przez tyle lat pracowała, została oddana nauczycielce języka litewskiego w szkole suderwskiej, ustawionej dlaczegoś do ósmej kolejki. Zapolskim przypadły tylko resztki - 89 arów.
Dopiero po tym fakcie rdzenna mieszkanka Suderwy zrozumiała, co oznaczał tajemniczy uśmiech na twarzy młodego mierniczego, któremu pokazywała swą ziemię, a on patrząc w komputer skomentował: "No, nie wiem czy będzie wasza?..".
Na domiar złego 3,80 ha ziemi, którą rodzina Zapolskich na własność otrzymała po ojcu męża pani Władzi w 1999 roku, pewnego dnia została obcięta o 6 arów.
- Była to ziemia w miejscu, gdzie stał dom. Tak samo na niej pracowaliśmy, i ponieważ mieliśmy już wszystkie papiery, mówiliśmy "nasza". Aż pewnego dnia sąsiad poinformował, że naszą ziemię mierzą... Cóż, zrobili geodezję i bez ceregieli, w biały dzień, odcięli 6 arów. Tym razem nikt nie poprosił nas nawet o żaden podpis. Potem przecięli jeszcze przez cały pas - bezradnie rozkładając ręce ciągnie swą opowieść mieszkanka Suderwy.

Za psi grosz

Sporadycznie pojawiające się w prasie polskiej informacje, donoszące o terroryzowaniu i reketowaniu ludności polskiej na Wileńszczyźnie, wbrew nieprzychylnym sugestiom i komentarzom naszych współobywateli, nie są bezpodstawne. Ostatnio o tym pisał "Nasz Dziennik" w artykule 'Terror zamiast zwrotu ziemi" w dniu 23 września br.Władysława Zapolska potwierdza, że również ona doczekała się telefonu od tajemniczego nieznajomego. Było to w momencie, gdy los dwóch z połową hektara był jeszcze w zawieszeniu. Jakiś nieznajomy osobnik telefonicznie złożył jej propozycję "nie do odrzucenia". Mianowicie, że zostawią jej połowę tej ziemi czyli 1, 25 ha, jeżeli drugą połowę zgodzi się sprzedać za 5 tys. Lt. Gdy nie wyraziła na to zgody, zasugerowano, że i tak już jest posiadaczką dobrego kawałka działki indywidualnej. Gdy spróbowała dociekać, skąd o tym wiedzą, łączność została przerwana.
Mieszkańcy wsi opowiadają, że oferowanie pomocy w odzyskiwaniu ojcowizny jest w Suderwie sprawą nagminną. Elegancko ubrani panowie, eleganckimi autami jeżdżą po domach i, jeżeli im się ten lub tamten kawałek podoba, wchodzą w progi z konkretną propozycją.
- Jest wielu ludzi starych, którzy już nie mieli sił, by zatroszczyć się o swoją ziemię. No, to znaleźli się tacy, którzy im w tym chętnie pomogli. A potem za nic, za psi grosz tę ziemię zabrali... Na każdym słupie wywieszano oferty: "Kupię ziemię. Dobrze płacę." No, i wskazywano numer telefonu komórkowego. "Oni nikogo się nie boją, bo mają chody w rządowej służbie regulacji rolnych" - twierdzą zdesperowani mieszkańcy Suderwy .
Niejeden spotkany i zagadnięty suderwianin powiedział, że najwięcej zła i krzywdy mieszkańcom wyrządziła kierowniczka spółki "Minorante", miernicza Audrone Čekauskiene.
- Prezydenta zdjęli, ministrów zmieniają, sędzina straciła miejsce pracy z powodu nieprawnej prywatyzacji mieszkania, a pani miernicza jak kręciła tak kręci. Kiedy przybyła w nasze strony, nie miała gdzie mieszkać, dziś - proszę bardzo: ma piękny dom w Zujunach i nowe biuro przy Kalwaryjskiej w Wilnie! - dorzuca Zapolska.
Od momentu burzliwego zebrania w lipcu br. w Suderwie, zwołanego z inicjatywy mieszkańców tej wsi, minęło już kilka ładnych miesięcy, a sprawy ani w calu nie posunęły się do przodu. Nadal nie jest przygotowany i zatwierdzony projekt miejscowości kadastrowej. Zdaniem Jonasa Raugalasa, kierownika powiatowej służby regulacji rolnej w gminie suderwskiej, realizację projektu zwleka się głównie z powodu trwających od czerwca ub. roku sądów.
- 82 osoby, które złożyły wnioski do 2000 roku, wystosowały pozew do Okręgowego Sądu Administracyjnego z tego powodu, że nie zostały wpisane na listę pretendentów, którym się należy przywrócenie prawa własności i zwrot ziemi w pierwszej kolejności - precyzuje Raugalas.
Według wstępnych szacowań nowo mianowanego szefa powiatowej służby regulacji rolnych w gminie, byłego agronoma kołchozu w Suderwie, obecnie w kolejce czeka 357 pretendentów, spośród których zaledwie stu - to rdzenni mieszkańcy gminy suderwskiej. Kolejnych sto osób - to ludzie, którzy chcą przenieść ziemię z innych rejonów. Łącznie wszyscy razem pretendują do zajęcia 839,4 ha ziemi w Suderwie i okolicach.
Odpowiedzi udzielone przez biuro kontrolerów sejmowych, do którego się zwracali poszczególni mieszkańcy, wnioski powołanej w grudniu ub. roku komisji Rady samorządu rejonu wileńskiego ds. zwrotu ziemi, potwierdzające ogromne nadużycia i uchybienia w pracy mierniczej, zdaniem naszych rozmówców, w ogóle nie są brane pod uwagę mierniczej.
- Pani Čekauskiene karmi nas obietnicami, że wszystko będzie w porządku, ale co w porządku, skoro nic nie drgnęło z martwego punktu - konkluduje Władysława Zapolska.
Mimo zapewnień mierniczej nie rozwiązała się też sprawa pani Aliny D., zamieszkałej w Grykieniach koło Suderwy. Ba, raczej jeszcze bardziej się skomplikowała.

Historia z pogranicza paranoi

- Chyba dzisiaj sąsiad z sąsiadem nie miałby o czym porozmawiać, gdyby nie łączyła nas wspólna bieda. Może bez tego problemu, bez ciągłej potyczki o to, co moje, byłoby smutno żyć?... - narzeka pani Alina.
W 1993 roku na sesji Rady gminnej pani Alinie, jako nauczycielce pracującej w szkole, wydzielono 2 ha ziemi pod gospodarstwo osobiste. Za ten kawałek oraz 80 arów porośniętej krzewami działki zapłaciła 2 700 czeków inwestycyjnych oraz 108 rubli. Cieszyła się, że kiedyś skorzystają z niej dzieci. Ponieważ własnych pieniędzy nie miała, za ziemię zapłacił ojciec pani Aliny. We wrześniu 2000 roku na mocy rozkazu naczelnika powiatu wileńskiego nr 3229-41 w zatwierdzonym projekcie miejscowości kadastrowej w Suderwie projektowana parcela została oznakowana numerem 797. Kolejnym zadaniem było skierowanie papierów do kadastru celem ostatecznego zatwierdzenia posiadanej własności. Ale tak się nie stało, ponieważ nowa miernicza Audrone Čekauskiene, z gminnej służby regulacji rolnych, którym natenczas kierowała Aldona Kuodiene, zabrała teczkę z dokumentami Aliny D.
- Chociaż z tych 2 ha korzystaliśmy jako z łąki, los tej ziemi był faktycznie w zawieszeniu. W ciągu tych lat niejednokrotnie zwracałam się do mierniczej, zarówno do jej starego biura w Awiżeniach, jak też do nowego przy stołecznej Kalwaryjskiej, ale moje zachody były daremne - z rezygnacją wspomina nasza rozmówczyni.
Dopiero po złożeniu wniosku do Służby Kontrolera Sejmowego z prośbą o sprawdzenie, dlaczego tak się zwleka z ostatecznym udokumentowaniem wykupionej przez nią ziemi, szydło wylazło z worka. Sejmowi kontrolerzy wyjaśnili, że działka z numerem 797 (2 ha ziemi i prawie hektar porośnięty krzewami) w ogóle nie istnieje na planie! Wydzielona ziemia w następstwie licznych poprawek poczynionych przez biuro mierniczych "Minorante" po prostu ulotniła się.
- Kiedy ubiegłym latem poszliśmy kosić siano, zauważyłam, że coś jest nie tak. Najpierw na działce pojawiła się droga, potem fundament pod dom. Przyśpieszyłam swoje starania. Zaczęłam chodzić i wyjaśniać, do kogo należy budowa, ale ku memu zdziwieniu okazało się, że nikt nic nie wie. Dzisiaj już tam stoją ściany. Brakuje tylko dachu. Kiedy przyjechali mierniczowie i z pomocą aparatu sprawdzili, w którą stronę zdążają koordynaty mojej działki, okazało się, że poprzedni plan jest właściwy. Dom rzeczywiście stoi na wydzielonej dla mnie ziemi! - stwierdza Alina D.

Cios za ciosem

Po wnioskach kontroli sejmowej pani Alina otrzymała ustne zapewnienia mierniczej, że wszystko w najbliższym czasie zostanie załatwione. Jednakże niespodziewanie pojawił się nowy problem. Będąca od 1990 roku w separacji, a od 20 stycznia 2005 roku w rozwodzie z mężem kobieta została powiadomiona przez Čekauskiene, że w przypadku wydzielenia jej ziemi, będzie musiała podzielić się nią z byłym małżonkiem.
- W dokumentach rozwodowych wpisano, że z powodu majątku nie wyniknie żadnych sporów. Uważam, że mierniczej chodzi tylko o grę na zwłokę, a może o zwykłą zemstę? Čekauskiene bardzo się nie spodobało, że wystąpiłam na wiecu, zorganizowanym przez AWPL na placu Europy. Mój były mąż nie chciał tej ziemi. Parcela kupiona w 1993 roku - to pamiątka po nieżyjącym już dzisiaj moim ojcu. Czy w innym państwie byłoby możliwe, żeby obca osoba manipulowała twoimi uczuciami, wtrącała się do życia osobistego...- ze łzami w oczach zapytuje Alina D.
Wiadomo, ziemia mieszkanki Grykień - to atrakcyjny kęsek, gdyż obok ludziom są wydzielone parcele pod budowę domów. Próba na cierpliwość trwa. Pani Alina wystosowała kolejne pismo do kierowniczki wydziału regulacji rolnych w rejonie wileńskim Veroniki Griganavičiute z prośbą o ponowne sprojektowanie jej działki gospodarstwa osobistego. Jaka będzie odpowiedź? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że tym razem nie uwierzy na słowo i skorzysta z tej ostatniej możliwości. Z usług sądu.
Zresztą, i tak słowa, jakie ostatnio Alina usłyszała z ust mierniczej, nie wróżą nic dobrego. To były przekleństwa, wypowiedziane w stosunku do niej, jej córki Jolanty, która stała obok matki, oraz wszystkich mieszkańców Suderwy.

Poszukując prawdy

Członek gminnego komitetu ds. zwrotu ziemi, od 28 lat zamieszkały w Suderwie Juozas Baublys w rozmowie z "Tygodnikiem" przedstawiał kolejne fakty, które - jego zdaniem - są wystarczające, by niepożądaną przez ludzi i niekompetentną mierniczą odsunąć od pracy w Suderwie.
- Całkowite nieliczenie się z ludźmi, niewykonywanie pracy, gdyż do 25 lipca br. nie odmierzyła ziemi ani jednemu miejscowemu człowiekowi. Nie zakończone dopełnienie projektu kadastrowego miejscowości. Nie wymierzone gospodarstwa osobiste. Dla 50 osób jest sfałszowana kolejność - Juozas Baublys niczym z rogu obfitości sypał uchybienia w pracy Čekauskiene.
Pan Baublys jest w posiadaniu licznych dowodów, potwierdzających działalność mierniczej w rejonie kowieńskim, skąd została wydalona za nadużycia i łapownictwo.
- U nas pracuje bez konkursu. Widocznie jest komuś bardzo wygodna. O takich zwykliśmy mówić, że ma szerokie plecy! - podsumowuje Baublys.
Wyliczone uchybienia są poparte wnioskami kontroli sejmowej, która udowodniła istotę wszystkich naruszeń, a mianowicie - nieprawidłowe obliczenie funduszu wolnej ziemi. "Minorante"... zgubiła aż 27 ha ziemi.
Wspomniana już powyżej komisja radnych samorządu rejonu wileńskiego, na czele z radną AWPL Teresą Matukańską dowiodła, że od początku reformy rolnej spadkobiercy ziemi w gminie suderwskiej odzyskali zaledwie 33 proc. ojcowizny. Gwoli ścisłości koniec reformy jest przewidziany na rok 2007.
- Spółka "Minorante" do 1 marca br. musiała poprawić wszystkie usterki, których się dopuściła. Niestety, te wskazówki, podyktowane kontrolą sejmową, ministerstwem rolnictwa RL nie zostały wykonane. Mamy sygnały, że Čekauskiene ludzi przychodzących w sprawie zwrotu własności wypędza, aczkolwiek pewnej grupie petentów czyni zadość - stwierdza Teresa Matukańska.
W rozmowie z "Tygodnikiem" pani Teresa zaznaczała, że początkowo podczas składania kolejnych próśb o udostępnienie danych i statystyk zarówno w biurze administracji powiatu wileńskiego, jak też na miejscu, w powiatowym wydziale regulacji rolnych rejonu wileńskiego, komisja napotykała przeszkody i opory. Dopiero po kolejnych podejściach udostępniano bardziej dogłębne i wiarygodne dane, ujawniające realny stan zwrotu ziemi w tej miejscowości kadastrowej.
Czym się zakończy sprawa zwrotu ziemi w Suderwie, nie podjął się prognozować również Nerijus Sudonis, zastępca kierowniczki powiatowego wydziału regulacji rolnych rejonu wileńskiego.
- Jedno jest pewne, że nie zdążymy wdrożyć projektu do ustalonej daty. Projekt zatwierdzić, być może przy wielkim wysiłku zdążylibyśmy - w rozmowie z "Tygodnikiem" oceniał Sudonis. Jego zdaniem, największy wpływ na niewywiązywanie się z terminów zwrotu ziemi ma przede wszystkim ogrom błędów, jakich się dopuszczono, jak też brak pracowników w rejonowym wydziale "žemetvarki", którzy byliby w stanie sprostać wszystkim potrzebom. Co się tyczy mierniczej, podkreślił, że w umowie zawartej pomiędzy spółką "Minorante" a administracją powiatu wileńskiego jest punkt, uprawniający do złożenia jej wymówienia. Punkt ten dotyczy niewykonywania zleceń, naruszenia aktów prawnych. Jednakże, w przekonaniu Sudonisa, zrywając umowę z mierniczymi, przez cały rok należałoby czekać na wyniki nowego przetargu i zawarcie umowy z nowym wykonawcą projektu, a to dodatkowo zahamowałoby proces zwrotu ziemi w tym gorącym punkcie Wileńszczyzny. Czyli, błędnego koła cd.?
W rozmowach z "Tygodnikiem" mieszkańcy Suderwy z ogromnym żalem wylewali coraz to nowe obawy i mało optymistyczne prognozy. "Bo, kto to wie - mówili - czy władza, która niegdyś wydała prawo o przenoszeniu ziemi z miejsca na miejsce, nie wyda prawa o przenoszeniu domów. Bo jeżeli ziemia na Litwie może "chodzić", to dlaczego domy nie? Kto wie, czy nas z własnych domów nie powypędzają".
Mieszkańcy Suderwy już się zmęczyli szukaniem sprawiedliwości urzędowej i wierzą w tę, która jest wyższa nad nią. Sprawiedliwość Boża, choć nieraz się późni, gdyż ma dużo spraw, w końcu i tak przychodzi....

Irena Mikulewicz

"Tygodnik Wileńszczyzny" ; 26.10. - 01.11.2006 r. ; nr 43