Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Litwa, strategiczny partner Polski, nie respektuje praw mieszkających na jej terytorium Polaków
Litewski rząd łamie prawa mniejszości

Władze polskie i litewskie często podkreślają, że nasze kraje łączy strategiczne partnerstwo. Stosunki na szczeblu rządowym, jak deklarują politycy, są bardzo dobre. Mimo to sytuacja Polaków na Litwie i przestrzeganie praw zapisanych w konwencjach i traktatach pozostawiają wiele do życzenia. Nie zanosi się, aby cokolwiek uległo zmianie do czasu jesiennych wyborów parlamentarnych na Litwie.


Wielowiekowe związki Polski i Litwy, a także historyczne koleje losów obydwu państw sprawiły, że Polacy - przez stulecia obecni na Litwie - są największą mniejszością narodową w tym kraju. Według ostatniego spisu ludności, nasi rodacy stanowią niemal 7 proc. ludności Litwy (235 tys.). W zwartych skupiskach mieszkają w południowo-wschodniej części kraju. W rejonie solecznickim mieszka 31 tys. Polaków (80 proc. ogółu ludności), w wileńskim - 64 tys. (61 proc. ludności), trockim - 12 tys. (33 proc. ludności). Najwięcej Polaków, gdyż aż 100 tys., mieszka w Wilnie. Co piąty mieszkaniec litewskiej stolicy deklaruje polską narodowość. Zdecydowana większość Polaków (około. 85 proc.) posługuje się na co dzień swoim ojczystym językiem. Działają aktywnie polskie organizacje, ukazuje się jedna gazeta codzienna i kilka tygodników oraz miesięczników w języku polskim. Funkcjonuje także jedna stacja radiowa. Od 12 lat działa partia polityczna Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, posiadająca dwa mandaty w obecnym Sejmie litewskim.
Sytuacja Polaków, mimo że w ciągu niemal dwóch dekad litewskiej niepodległości mogą oni poszczycić się wieloma osiągnięciami, nie jest jednak najlepsza. Większość problemów, z którymi się borykają, wynika z niechętnego stosunku władz litewskich.

Powolny zwrot ziemi
Najważniejszym problemem Polaków na Litwie, który do dzisiaj nie został rozwiązany, jest zwrot ziemi zabranej bezprawnie przez Sowietów po II wojnie światowej. W wielu częściach kraju kwestia reprywatyzacji ziemi doczekała się pozytywnego rozwiązania. Tymczasem w rejonach podwileńskich ziemi nie zwrócono nawet piątej części prawowitych właścicieli. Nietrudno się domyśleć, dlaczego w etnicznie litewskich częściach kraju problem zwrotu ziemi został już niemal zakończony, a na Wileńszczyźnie i innych terenach, przed wojną wchodzących w skład II Rzeczypospolitej, przebiega tak opornie. Prawowitymi właścicielami ziemi tu są Polacy. Litwini za wszelką cenę chcą nie dopuścić, by własność ta wróciła w polskie ręce. Największy problem dotyczy stolicy. - W Wilnie zwrócono jedynie 15 procent ziemi - uważa Michał Mackiewicz, prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Wiele należących przed wojną do Polaków terenów w litewskiej stolicy zostało już sprzedanych lub oddanych Litwinom jako tereny zamienne. W świetle litewskiego prawa można za ziemię znacjonalizowaną w jednej części państwa otrzymać grunty w innym miejscu. Władze konsekwentnie stosują ten przepis dla rugowania Polaków z Wilna i terenów wokół miasta, gdzie ziemię przejmują Litwini. Tymczasem naszym rodakom proponuje się w zamian grunty na odległej Żmudzi lub nad granicą łotewską. W przypadku, gdy nie ma możliwości zwrotu ziemi, prawo przewiduje rekompensatę finansową. Jednak proponowane sumy są niewielką częścią rzeczywistej ich wartości. Szczególnie w odniesieniu do Wilna, gdzie ceny gruntów są najwyższe w całym kraju.
Istnieje ogromna determinacja przedstawicieli władz, by nie dopuścić do powrotu ziemi do polskich właścicieli. - Niektórzy urzędnicy wprost mówili, że Polakowi ziemi nie zwrócą. Wymyślali ciągle nowe problemy. Kazali donosić coraz to inne dokumenty. Przez kilkanaście lat wiele razy chodziłem od urzędu do urzędu. Dopiero rok temu udało mi się odzyskać część ziemi, którą Sowieci zabrali mojemu ojcu - powiedział nam Mirosław, mieszkaniec Wilna. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i determinacji, by doprowadzić sprawę do końca. Wielu mówi, że spotkało się z wymuszeniem łapówek przez urzędników za pozytywne załatwienie zwrotu lub z wręcz kryminalnymi próbami sprzedaży praw do ziemi po zaniżonej cenie. Wiele przedwojennych budynków, wzniesionych ze składek polskiego społeczeństwa, pełni obecnie zupełnie inną funkcję. - Bardzo boli Polaków to, że w budynku teatru na Pohulance zbudowanego przez naszych ojców mieści się dziś Rosyjski Teatr Dramatyczny - powiedział Władysław Korkuć, sekretarz Fundacji Kultury Polskiej im. J. Montwiłła. Naszych rodaków bulwersuje też to, że przedwojenną stanicę harcerską im. księdza biskupa Władysława Bandurskiego władze litewskie przekazały ambasadzie USA, nic nie robiąc sobie z praw polskich organizacji do tego gmachu. Zbudowany w 1938 roku ze składek polskich mieszkańców Wilna, w tym dzieci, z przeznaczeniem na stanicę harcerską budynek jest obecnie własnością amerykańską. Może wzorem rodziny Czetwertyńskich, procesujących się z rządem USA o bezprawnie zabrany pałacyk w Warszawie, i nasi rodacy w Wilnie powinni postąpić podobnie?

Polacy nadal są dyskryminowani
Litwa ratyfikowała Konwencję Ramową Ochrony Mniejszości Narodowych w 2000 roku. Mimo to wiele zapisów prawa państwowego jest sprzecznych z przepisami konwencji.
"Strony zobowiązują się zagwarantować osobom należącym do mniejszości narodowych prawo do równości wobec prawa oraz jednakową ochronę prawa" (art. 4 p. 1) - czytamy w konwencji. Zapis ten jest sprzeczny z przepisami ustawy o obywatelstwie, która przewiduje, że podwójne obywatelstwo może zachować osoba narodowości litewskiej, lub ta, której jedno z rodziców bądź dziadków było Litwinem. Polak z Litwy nie może zachować obywatelstwa litewskiego po przyjęciu obywatelstwa polskiego lub jakiegokolwiek innego.
Innym przejawem dyskryminacji Polaków z ostatnich dni jest wyrok Wileńskiego Administracyjnego Sąd Okręgowego, który uznał, że nazwy ulic pisane w języku polskim na Wileńszczyźnie zamieszkałej w większości przez Polaków są niezgodne z prawem i dał miesiąc dyrektorowi administracji samorządu rejonu Lucynie Kotłowskiej na usunięcie polskich napisów. Władze samorządowe zapowiedziały już, że odwołają się do Sądu Najwyższego.
Sąd uznał zapis w "Ustawie o języku urzędowym", mówiący o tym, że wszystkie napisy w kraju muszą być w języku urzędowym, za ważniejszy od zapisów zawartych w ustawie o mniejszościach narodowych, która dopuszcza używanie języka mniejszości w miejscowościach zamieszkanych przez nią w sposób zwarty. Prawo używania języka mniejszości, w tym również w nazewnictwie ulic w miejscowościach zamieszkałych przez mniejszość narodową, daje także Konwencja Ramowa Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych.
Sprawa dwujęzycznych tablic z nazwami ulic znalazła się w sądzie z inicjatywy przedstawiciela rządu na powiat wileński Jurgisa Jurkevičiusa. Nie podobały mu się nazwy kilku ulic w Mejszagole, Rzeszy, Czerwonym Dworze oraz Niemenczynie. Jednak tablice z nazwami ulic w języku polskim i litewskim można spotkać w wielu miejscowościach Wileńszczyzny.
Przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski zapowiedział, że Polacy złożą się na pokrycie ewentualnych kar pieniężnych dla urzędników, którzy wydali zgodę na polskie napisy.
W 1994 roku Polska i Litwa podpisały traktat o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy zapewniający Polakom prawo pisowni imion i nazwisk w języku polskim. Szczegóły związane z tą kwestią miały być uregulowane w odrębnym porozumieniu. Tymczasem Litwini blokują wprowadzenie tego porozumienia, zasłaniając się problemami technicznymi i prawnymi. Dopiero po 11 latach rząd litewski skierował do Sejmu projekt ustawy o pisowni nazwisk. Jednak komisja prawna odrzuciła go, uznając, że jest niezgodny z konstytucją. Podczas ostatniej wizyty w Wilnie marszałek Sejmu Bronisław Komorowski otrzymał publiczne zapewnienie ze strony przewodniczącego Sejmu Republiki Litewskiej Viktorasa Muntianasa, że problem pisowni nazwisk zostanie pozytywnie załatwiony wiosną tego roku przez parlament w Wilnie.

Oświata i granice administracyjne
Obawy Polaków budzi też sprawa budowy szkół litewskich na terenach etnicznie polskich. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, że dla kilkorga dzieci litewskich z funduszy rządowych wznosi się znakomicie wyposażoną szkołę, podczas gdy znajdująca się obok polska placówka oświatowa jest utrzymywana przez samorząd borykający się z problemami finansowymi. W ten sposób władze litewskie chcą zachęcić polskie dzieci, by przechodziły do litewskich szkół. Od chwili odzyskania przez Litwę niepodległości władze litewskie konsekwentnie dążą do zmiany granic administracyjnych, tak by zmienić skład narodowościowy na danym, zamieszkałym przez polską mniejszość terenie. Na początku lat dziewięćdziesiątych powstał plan tzw. Wielkiego Wilna polegający na włączeniu do stolicy 29 tys. ha ziem zamieszkałych przez Polaków. W wyniku protestów organizacji polskich i władz w Warszawie powiększono miasto o 10,5 tys. hektarów.
W końcu ubiegłego wieku powstał projekt likwidacji rejonu wileńskiego, liczącego 90 tys. mieszkańców, z których 64 tys. to Polacy. Rejon ten planowano podzielić na kilka części i włączyć do Wilna oraz sąsiednich rejonów, zamieszkałych w większości przez Litwinów. Protesty i tym razem zapobiegły tej reformie, w jaskrawy sposób dyskryminującej polską mniejszość na Litwie.

Dysproporcje w prawach Polaków i Litwinów
Polskie organizacje są niezadowolone z 5-procentowego progu wyborczego dla mniejszości narodowych, która ogranicza polską reprezentację w Sejmie. W naszym kraju taki próg dla mniejszości narodowych nie istnieje. Siłę polskich głosów próbuje się zmniejszyć także przez odpowiednie ustalanie granic okręgów wyborczych.
Istnieje ogromna dysproporcja w prawach, jakie posiadają w Polsce Litwini, a tymi przyznanymi Polakom na Litwie. Podczas gdy subwencja oświatowa dla szkół litewskich w Polsce wynosi 150 proc. w stosunku do szkół polskich, to na Litwie tamtejsze władze oświatowe w mniejszym stopniu finansują szkolnictwo mniejszości. Dodatkowo stosują różnego rodzaju zachęty, aby rodzice posyłali dzieci do lepiej wyposażonych szkół litewskich.
Mieszkający w Polsce Litwini mogą mówić w swoim języku w urzędach i bez problemu umieszczać dwujęzyczne tablice, tymczasem nasi rodacy na Wileńszczyźnie są karani za stosowanie dwujęzycznego nazewnictwa. Podczas gdy Polska dotuje podręczniki do nauki w języku mniejszości, władze litewskie nie zamierzają tego robić. Podręczniki polskie są więc znacznie droższe od litewskich.

Młodzi Litwini nie lubią Polaków
Z najnowszych badań socjologicznych wynika, że młode pokolenie Litwinów, które dorastało w niepodległej już Litwie, ma niechętny stosunek do Polaków. W połowie marca dr Tadas Leončikas z Centrum Badań Etnicznych przedstawił wyniki badań dotyczących stosunku Litwinów do mniejszości narodowych. - Młodzież w porównaniu z resztą ankietowanych wyraża bardziej negatywne nastawienie do tych grup, które są częścią historii Litwy i jej obecnego społeczeństwa - podkreślił litewski naukowiec. Negatywne nastawienie do Polaków zadeklarowało 23 proc. respondentów w wieku 14-29 lat, podczas gdy w wyższych przedziałach wiekowych taką postawą wykazało się statystyczne 10 proc. społeczeństwa.
Znamienne jest to, że stosunek Litwinów do Rosjan, mimo trwającej niemal pół wieku sowieckiej okupacji, jest znacznie lepszy niż do Polaków. Niechętnych Rosjanom jest 14 proc. młodych Litwinów i 4 proc. respondentów powyżej 29. roku życia. - Wraz ze zmianą pokoleń problem nie zniknie, a społeczeństwo nie stanie się bardziej tolerancyjne - podsumował wyniki badań dr Tadas Leončikas.
Paradoksalnie młodzież przejawia bardziej antypolską postawę niż jej rodzice i dziadkowie. Dawniej wrogi stosunek Litwinów tłumaczono sporem z okresu międzywojennego o Wilno. Czym zatem tłumaczyć antypolskie nastroje w sytuacji, gdy władze obu krajów podkreślają strategiczne partnerstwo łączące Polskę i Litwę?

Polacy kartą przetargową
Pewne ustępstwa na rzecz polskiej mniejszości Litwini będą musieli w najbliższej przyszłości uczynić, chociażby dlatego że prawa, których domaga się mniejszość polska, stanowią w Europie standard. Litwini są bardzo prounijni i zależy im na byciu prymusem wśród nowych państw UE, dlatego naciski ze strony unijnych instytucji mogą być bardziej skuteczne niż protesty polskich czy sugestie naszych władz. Rząd polski, mimo że zapewnił Litwinom wszelkie prawa, nie potrafił wyegzekwować analogicznego traktowania polskiej mniejszości na Litwie. Co więcej, często traktował litewskich Polaków jako balast przeszkadzający w dobrych stosunkach z Republiką Litewską. A niewątpliwie rząd posiada niezbędne instrumenty, by wymusić wyegzekwowanie praw polskiej mniejszości. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, podczas niedawnych rozmów między polską i litewską delegacją padła sugestia, że Litwini są gotowi na pewne ustępstwa względem Polaków w zamian za most energetyczny i współpracę przy budowie elektrowni atomowej w Ignalinie.
Raczej nie można się jednak spodziewać, że do czasu jesiennych wyborów władze litewskie zgodzą się na jakiekolwiek ustępstwa. W przedwyborczej kampanii radykalne partie znowu będą straszyć "polskim zagrożeniem". Pozostałe ugrupowania też muszą się liczyć z oskarżeniem o zaprzedanie interesów narodowych na rzecz Polski. Przy tak dużej niechęci Litwinów do Polaków oznaczałoby to spadek poparcia i liczby miejsc w Sejmie.

Andrzej Kulesza

"NASZ DZIENNIK" 27 marca 2008, Nr 73 (3090)