Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Polskość nie jest wartością dla polskich firm


O tym przekonuje się coraz więcej Polaków litewskich, jak też firmy z Polski, które starają się działać na rynku litewskim. Czy rzeczywiście tak jest?

- Gdy w karierze doszedłem pewnego stanowiska, mój zwierzchnik otwarcie poradził mi, żebym, nie zastanawiając się, skorzystałbym z lepszej propozycji, jeśli ją otrzymam z innych firm, nawet konkurencyjnych – mówi nam jeden z byłych pracowników, który pracował w co najmniej paru dużych firmach kapitału pochodzenia polskiego. – To była jego szczerze życzliwa rada, więc gdy nadarzyła się okazja, natychmiast z niej skorzystałem. W takich firmach jest tak, że możesz robić karierę, ale do pewnego szczebla. Potem twoje pochodzenie i nielitewsko brzmiące nazwisko po prostu staje się szlabanem do dalszej kariery – wyjaśnia nam rozmówca. Opowiada, że gdy w następnej firmie również doszedł pewnego szczebla kariery, to nie było nawet życzliwości.

- Zajmowałem już takie stanowisko, wobec którego niepotrzebne są jakiekolwiek formalne powody. Nie zważając na dobre rezultaty pracy kierowanego przeze mnie departamentu, po prostu poproszono mnie odejść – mówi nasz rozmówca, który ani nazwiska, ani też firm, w których pracował, ze względów oczywistych nie mógł podać do publicznej wiadomości.

Zresztą, o konkrety jest nie trudno, ponieważ z pobieżnej obserwacji wynika, że firmy z Polski działające na rynku litewskim, starają się, w mniej lub bardziej sposób dyskretny pozbywać się akcentów polskich. Stąd bierze się ich stronienie się przede wszystkim od polskiej mniejszości na Litwie oraz jej inicjatyw społecznych czy kulturalnych. Za tym też idzie polityka kadrowa, kiedy firmy starają się zatrudniać głównie osoby pochodzenia litewskiego, niż miejscowych Polaków.

- To jest rzeczą poniekąd naturalną, a przynajmniej wytłumaczalną – mówi nam Wadim Kukałowicz, dyrektor „Jubilex Baltija”, jednej z polskich firm na Litwie. – Mniejszość polska na Litwie nie jest duża i nie dysponuje potencjałem ekonomicznym, żeby być dla polskich firm, szczególnie tych dużych, obiektem specjalnego zainteresowania. Dlatego, wchodząc na Litwę, starają się one kreować swój wizerunek, przybierając charakter narodowy kraju, w którym działają, bo to przekłada się na korzyści marketingowe – wyjaśnia rozmówca. Kukałowicz dodaje, że sytuacja ta nie zawsze też zależy od kierownictwa firmy, ale dużych firm dotyczy wyłącznie zawsze.

- W niedużych firmach, jak na przykład nasza, rozmawia się często w kilku językach – litewskim, polski i rosyjskim, gdyż każda osoba wie nawet podświadomie, w jakim języku należy rozmawiać z inną poszczególną osobą. Zaś w dużych firmach jest to często niemożliwe, dlatego zachodzi potrzeba jednego języka urzędowego, którego stopień znajomości, a nawet pochodzenie zaczyna już wpływać na perspektywę kariery – wyjaśnia nam Kukałowicz. W jego przekonaniu, taka sytuacja z czasem zmieni się. Mówi jednak, że potrzeba na to nie tylko czasu.

- Musi zmienić się przede wszystkim kultura, bo sam czas nie wiele zmieni. Pamiętamy przecież, że jeszcze kilkanaście lat temu, było nie do pomyślenia, że przedstawiciel mniejszości narodowej mógłby być zatrudniony na kierowniczym stanowisku. Dziś jest inaczej, i to się zmienia – mówi rozmówca.

A na razie, jak wynika z naszej analizy, że trzymanie się polskich akcentów, firmom z Polski na Litwie, szczególnie dużym, jest nie tylko niekorzystne, ale wręcz niebezpieczne. Można tu przypomnieć okres wchodzenia na Litwę PKN Orlenu, o którym prasa litewska pisała i wciąż pisze przede wszystkim negatywnie. Podstawowym zaś akcentem negatywu, pozostają akcenty polskości. Przypomnijmy chociażby serię materiałów w mediach litewskich o rzekomych przywilejach dla polskich pracowników, którzy w stołówce rzekomo byli obsługiwani bez kolejki, co powodowało znowuż rzekome konflikty na tle narodowościowym.

Kolejny przykład z okresu przejmowania litewskiej huty szkła w Poniewieżu przez polską „Wartę”, kiedy – jak pisała prasa litewska – pracownicy litewscy byli przymuszani do nauki języka polskiego, żeby umieli porozumieć się z polskim kierownictwem. Dlatego też nikogo nie powinna dziwić, choć dziwi, dążenie polskich firm do pozbycia się polskich akcentów, nie wykluczając też pracowników polskiego pochodzenia.

Bo przedstawiony wcześniej stosunek litewskiej opinii publicznej do polskich inwestycji skutecznie wymusza na polskich firmach wyrzekania się polskich akcentów w swojej działalności. Pozwala to firmom, chociaż i nie w stu procentach, lecz w dużej mierze przybierać cechy charakteru litewskości, co dobrze sprzedaje się na tutejszym rynku. Nie można wykluczyć, że niekoniecznie główną, ale niewątpliwie jedną z przyczyn upadku, nieraz wbrew logice ekonomicznej (temat ten zasługuje na odrębne omówienie, dlatego niebawem powrócimy do niego na łamach „Kuriera” – przyp.red.), polskich inwestycji takich firm jak Optimus, Kredyt Bank, Presspublika, Polsat i wielu innych mniejszych, które nie doceniły na Litwie narodowościowego aspektu w biznesie.

Jak podaje litewski Departament Statystyki, polskie firmy zainwestowały na Litwie w 2007 roku ponad 6,2 mld litów (około 1,83 mld euro), co stanowi 18 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych w roku ubiegłym. Za Polską uplasowała się Dania, której inwestycje na Litwie szacowane są na ponad 4,45 mld litów, co stanowi prawie 13 proc. wszystkich inwestycji. Dalej idzie Szwecja, która już zainwestowała na Litwie 4,04 mld litów i zajęła trzecią pozycję, obejmując 11,7 proc. wszystkich inwestycji. Dopiero po nich idzie Rosja. W 2007 roku Rosjanie oficjalnie zainwestowali w gospodarkę Litwy 3,34 mld litów, czyli niecały miliard euro. Ich inwestycje stanowią 9,6 proc. wszystkich zagranicznych inwestycji na Litwie.

Polska jest więc największym inwestorem na Litwie, o czym na pewno przesądził zakup przez Polski Koncern Naftowy Orlen rafinerii „Mažeikiu nafta” oraz późniejsze miliardowe inwestycje w renowację spalonej i zardzewiałej litewskiej rafinerii. Eksperci oceniają, że polskie inwestycje na Litwie będą jeszcze większe, jeśli oczywiście Polska zaangażuje się do budowy nowej elektrowni atomowej na Litwie oraz za sprawą wspólnego projektu budowy mostu energetycznego.

Chociaż Polska i Litwa są już od kilku lat członkami tych samych sojuszy (NATO, UE), a kraje łączy Traktat Polsko-Litewski – partnerska umowa zawarta jeszcze w 1994 roku, polskie inwestycje w litewską gospodarkę, które nie mają charakteru politycznego, ale jeśli już, to przede wszystkim wobec Rosji, na Litwie często są odbierane jako wrogie, nieraz bardziej, niż rosyjska inwigilacja litewskiej gospodarki, o której od kilku lat już otwarcie mówią nie tylko media i politycy, lecz też przedstawiciele władz, w tym litewskich służb specjalnych.

Stanisław Tarasiewicz
"Kurier Wileński" ;26.09.2008 r.