Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Mecenas Rafał Kasprzyk zajął się obroną Polaków na Litwie

Z Rafałem Kasprzykiem, mecenasem z Łodzi, pełnomocnikiem prawnym Samorządu Rejonu Wileńskiego, autorem skargi do Trybunału w Strasburgu w sprawie nazwania Szkoły Średniej w Ławaryszkach imieniem Emilii Plater rozmawia Beata Naniewicz.

Z prawdziwą pasją zajął się Pan obroną praw mniejszości narodowych Litwy na arenie międzynarodowej. Jak to się zaczęło?


Przed tym, jak powstał spór o Emilię Plater, dwa razy odwiedzałem Wilno i zwiedzałem okolice. Zachwyciłem się urodą miasta i niezwykłością mieszkających tam rodaków. Wszystko wydawało się jak z „Pana Tadeusza”. Wiedziałem też – choć bardzo ogólnie – o antypolskiej polityce władz litewskich. Ukonkretnienie wiedzy na ten temat zaczęło się od moich rozmów z przyjacielem, który od pewnego czasu prowadzi interesy w Wilnie i z tej racji często tu bywa. Mieszka na stałe, tak jak ja, w Łodzi i ma tę samą pasję – konie. Podczas wspólnych treningów przekazał mi historię bojów Samorządu Rejonu Wileńskiego o imię patronki Szkoły w Ławaryszkach. Sprawa stała się zresztą głośna w polskich mediach po tym, jak Litewski Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, iż dopuszczalną formą nazwiska Emilii Plater na Litwie jest Emilija Pliateryte, a to dla Polaka brzmi kuriozalnie. Doszliśmy do wniosku, żeby – w razie ostatecznej przegranej w sądach litewskich - sprawę oddać do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zaczęła się moja korespondencja z Panią. Dowiedziałem się z niej także o niszczeniu polskich zabytkowych epitafiów w kościołach i na Uniwersytecie Wileńskim, sprzeciwianiu się władz litewskich publicznemu używaniu języka polskiego przez polską mniejszość, zwłaszcza w urzędach i w nazewnictwie ulic, o konsekwentnej polityce wynaradawiania Polaków. Potem nawiązałem kontakt z panią Renatą Cytacką. Korespondencja była bardzo dla mnie pouczająca, niemniej jednak o wadze problemów dowiedziałem się dopiero po mojej wizycie w Wilnie wiosną bieżącego roku. Namówił mnie do niej wspomniany już kolega. Doszedł do wniosku, że korespondencja nie zastąpi osobistych rozmów z przedstawicielami i liderami polskiej mniejszości. Odbyłem po przyjeździe wiele spotkań. Rozmawiałem, między innymi, z W. Tomaszewskim, M. Mackiewiczem, M. Rekść, M. Kleczkowskim, T. Andrzejewskim, J. Surwiło, G. Saksonem, z nauczycielami szkoły w Ławaryszkach. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, których nazwisk ze względu na ramy czasowe naszej rozmowy nie jestem w stanie wymienić. Dzięki tym rozmowom, między innymi, dowiedziałem się o prywatyzacji gruntów prowadzonej w bezczelny sposób i z oszukaństwem dla polskiej mniejszości, o rugowaniu polskich księży z polskich parafii i zastępowaniu ich Litwinami nieznającymi języka polskiego (sam mogłem to sprawdzić, uczestnicząc w Mszy św. w kościele pw. Św. Piotra i Pawła, gdzie ksiądz nie potrafił poprawnie wymówić prawie żadnego polskiego słowa i co boleśnie kontrastowało z chórami dzieci śpiewającymi pięknie w ojczystej mowie), o pretensjach prasy litewskiej, że w polskim merostwie urzędnicy Polaków obsługują po polsku. Dopiero ta wizyta i te rozmowy uświadomiły mi, że za wspaniałymi fasadami barokowego Wilna władze litewskie skrzętnie ukrywają konsekwentnie i metodycznie nieprzyjazną wobec Polaków politykę.

Samorząd Rejonu Wileńskiego pozwał Litwę do Trybunału w Strasburgu w sprawie nazwania Szkoły Średniej w Ławaryszkach imieniem Emilii Plater - strona litewska narzuca formę Emilija Pliateryte. Jak Pan - jako autor skargi i pełnomocnik prawny samorządu – ocenia przedmiotową kwestię: łamanie prawa, nacjonalizm, szowinizm?

Na pewno nie szowinizm. Obrazilibyśmy szowinistów. Obrazilibyśmy też nacjonalistów, albowiem dopiero od niedawna słowo „nacjonalizm” ma pejoratywne zabarwienie, a konserwatyści stanowczo przeciw temu protestują. Najbardziej odpowiednie określenie to nacjonalistyczna groteska i oczywiste bezprawie. Praktyka litewska przyjęła zwyczaj przywłaszczania sobie cudzych nazwisk, a przez to cudzej historii i kultury. W jednym z wileńskich muzeów można przeczytać, że zwiedzający wchodzi do sali zawierającej ekspozycję malarstwa litewskiego XVI i XVII wieku. Po wejściu jednak widzi ekspozycję polskiego portretu sarmackiego. Pod portretami umieszczone są mosiężne tabliczki informujące, kogo portret przedstawia. Wszystkie nazwiska są dziwnie brzmiące i kontrastujące z epistolarnymi napisami namalowanymi na samych portretach. Możemy na przykład po angielsku przeczytać, że portret przedstawia litewskiego arystokratę o nazwisku Radvila, a na samym portrecie świeci ogromny napis informujący po polsku, że chodzi o „jaśnie oświeconego księcia wojewodę Michała Radziwiłła”. Podobnie ma się rzecz z nazwiskami innych portretowanych. Tak prymitywne sposoby zawłaszczania nazwisk i historii budzą jednak nie tylko politowanie, ale także sprzeciw. Nazwisko jest dobrem osobistym człowieka. Prawo chroni przed jego zniekształcaniem. Jeśli zatem Litwini chcą w sposób oficjalny lituanizować znane nazwiska, to powinni zapytać grzecznie Radziwiłłów, Paców, Pociejów, Tyszkiewiczów, czy się na to godzą. W wypadku nazwisk postaci historycznych nawet zgoda spadkobierców nie byłaby relewantna. Używanie takich nazwisk w formie zlituanizowanej jest tylko wtedy dopuszczalne, gdy forma taka, obok polskiej, używana była historycznie. Być może z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku króla Jagiełły, aczkolwiek jest to dyskusyjne. Na prawie całym obszarze Wielkiego Księstwa Litewskiego używano wtedy języka ruskiego. Litewska arystokracja i szlachta mówiły na co dzień po rusku i używały rusko brzmiących nazwisk. Stąd tak łatwo było się im polonizować. Litwini nie powinni jednak mieć z tego tytułu narodowego kompleksu. Równie szybko, a nawet jeszcze szybciej polonizowali się Niemcy z Inflant i Prus Królewskich. Potomkiem rycerstwa niemieckiego z Inflant jest także Emilia Plater, od której zaczęliśmy rozmowę. Nie tylko zresztą ona, ale także Reytanowie, Tyzenhauzowie i inni. Język polski był bowiem nie tylko rozwiniętym europejskim językiem literackim, ale także państwowym. Dzięki jego znajomości można było uczestniczyć w życiu politycznym. Brać udział w sejmikach, trybunałach, Sejmach, konfederacjach, rokoszach i elekcjach. Czytać nie tylko poezję i prozę, ale także diariusze i gazety. Polonizacja nie odbywała się przez to pod przymusem. Nie musi się także pod przymusem i w błazeński sposób odbywać lituanizacja. Państwo litewskie powinno zadbać raczej o atrakcyjność swojej kultury i języka.

Przekręcenie nazwisk historycznych ma jeszcze jeden aspekt. Pół biedy, gdy czynią to Litwini we własnym języku, we własnych podręcznikach historii i na własną odpowiedzialność. Wówczas jednak, gdy narzucają to polskiej mniejszości, na przykład w nazwach jej szkół, to łamią Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Każda mniejszość narodowa ma wedle niej prawo wypowiadania się nie tylko prywatnie, ale także publicznie w jej języku. Ma także prawo manifestowania swojej odrębności i zbiorowych przekonań. Takim zbiorowym przekonaniem jest przynależność do określonego narodu określonej postaci historycznej o historycznym brzmieniu nazwiska.

Jak Pan uważa – wygra Samorząd sprawę?

W orzecznictwie strasburskim nie było jeszcze takiego precedensu. Były jednak podobne i można pokładać nadzieję, że sprawa zakończy się wygraną.

Poproszę Pana o ocenę prawną kilku faktów:

a) bezprecedensowa sytuacja ze zwrotem ziemi:


Proces reprywatyzacji ziemi na Litwie to nawet nie dewiacja, ale czysta patologia. Każdemu uprawnionemu przyznano abstrakcyjny udział, czy raczej ekspektatywę w prywatyzowanych nieruchomościach, a następnie pozwolono rugować prawowitych następców z ojcowizny. Potomkowie właścicieli ziemskich z głębi uzyskali prawo do przenoszenia swoich ekspektatyw na tereny rdzennie polskie, rugując z analogicznej ekspektatywy miejscowych Polaków. Wszystko to dzieje się in fraudem mores. W orzecznictwie strasburskim nie było jeszcze takiego precedensu. Były jednak podobne i można pokładać nadzieję, że sprawa zakończy się wygraną.

Polacy, którym wyrwano prawo do ojcowizny, dając nie swoją ziemię, otrzymują rekompensatę. Ich ziemia położona jest na Wileńszczyźnie. Otrzymują zaś prawo do udziału w prywatyzowanej ziemi w głębi Litwy. Ziemia pod Wilnem jest gorszej klasy, wobec czego wynagradza im się różnicę w wartości obu gruntów według urzędowych cen nieruchomości rolnych. Problem jednak w tym, że rynkowa cena terenów podwileńskich jest wielokrotnie wyższa niż cena terenów w głębi kraju. Proceder ten odbywa się w majestacie litewskiego prawa. Roszczenia Polaków nie są rozpatrywane, mnożone są biurokratyczne przeszkody. W ostateczności w najlepszym razie zwracana jest tylko część ojcowizny. Kosztem Polaków bogaci się miejscowy establishment i mafia. Zarabiają także skorumpowani urzędnicy.

Wszystkie źle załatwione sprawy prywatyzacyjne powinny znaleźć swój finał w Trybunale w Strasburgu. Trybunał zaś bardzo rygorystycznie traktuje łamanie prawa własności. Upominanie się o swoją ziemię na Wileńszczyźnie jest nie tyle prawem, ale obowiązkiem każdego Polaka. Odebranie prawa do ziemi to połowa sukcesu w procesie wynaradawiania Polaków. Należy jednak wyczerpać drogę prawną na Litwie. Według moich informacji, grupa wileńskich prawników udziela pomocy prawnej w Domu Polskim w Wilnie. Zachęcam wszystkich czytelników do korzystania z niej.

b) profanacja imion i nazwisk:

O tym, że nazwisko jest dobrem osobistym człowieka, już częściowo mówiliśmy. Zmuszanie Polaków do posługiwania się nazwiskami w zrusyfikowanej bądź zlituanizowanej formie stanowiło od początku, czyli od czasów sowieckich, pogwałcenie nie tylko prawa prywatnego, ale także i międzynarodowego. Utrudnianie Polakom powrotu do swoich rzeczywistych imion i nazwisk jest skandalem, jeśli się weźmie pod uwagę, że Litwa należy do UE. Władze litewskie nie pamiętają o Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych i o umowie dwustronnej z Rzeczypospolitą Polską, ani też o tym, że ta druga jej przestrzega. Na mocy tej umowy i Ustawy o mniejszościach Litwini w Polsce mają prawo do używania swojego języka w urzędach, jeżeli tylko stanowią 20 proc. mieszkańców gminy. Mają także prawo do używania nazw miejscowości i ulic po litewsku. Władze polskie nie ingerują zaś w pisownię tych nazw.

W kwestiach brzmienia nazwisk i nazewnictwa ulic również zachęcam do składania skarg do Strasburga. Trybunał twierdzi, że każdy człowiek ma prawo do powrotu do swojego nazwiska, jeżeli jego albo jego przodka zmuszono do przybrania innego lub zniekształconego nazwiska.

c) realne zagrożenie zamknięcia ponad połowy polskich szkół ogólnokształcących rejonu wileńskiego:

Takie działania są prawdziwą oznaką intencji państwa litewskiego. Trzeba robić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Dużo zdziałać tu może licząca się polska reprezentacja w sejmie litewskim. Ta sprawa jest bardzo pilna.

Jak Pan uważa, czy tak jednoznacznie skierowana przeciwko mniejszościom narodowym, trwająca tyle lat polityka sprzyja państwu litewskiemu – czy jest wręcz odwrotnie?

Odpowiedzi na to pytanie Mecenas Rafał Kasprzyk udzieli w jutrzejszym numerze „Kuriera Wileńskiego”.

Rozmawiała Beata Naniewicz
"Kurier Wileński" ;6.10.2008 r.