Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Polityka depolonizacji Wileńszczyzny

2 kwietnia Maria Rekść, mer rejonu wileńskiego (zamieszkanego w ponad 60 proc. przez Polaków), wykonując wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, zdjęła w Niemenczynie i kilku innych miejscowościach tablice z polskimi nazwami ulic. Po kilkunastu latach sporu Litwini postawili na swoim.


27 marca Rada Samorządu Rejonu Solecznickiego, broniąc polskiej oświaty, zmuszona była przyjąć uchwałę o organizacji nowego roku szkolnego w stu punktach niezgodną z uchwałą rządu w tej sprawie. Uchwała rządu z 2008 r. stwarza zagrożenie dla przyszłości polskiej oświaty. We wrześniu 2008 r. Samorząd Rejonu Wileńskiego po przegranych bojach w litewskich sądach skierował do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu skargę na nakaz zmiany imienia patronki szkoły polskiej Emilii Plater na Emilijos Platerites.

To ciąg dalszy kilkunastoletniej walki o prawo do pisania polskich nazwisk po polsku. Gdy dołączymy do tego ewidentną dyskryminację Polaków w zwrocie ich ziemi, kształtowanie geografii wyborczej tak, by maksymalnie zmniejszyć siłę polskich głosów, czy ostatnią „wojnę” o Kartę Polaka, to mamy inny niż tak często przywoływany przez polityków obu krajów, mówiących o „strategicznym partnerstwie”, obraz stosunków polsko-litewskich. Inny, bo widziany z perspektywy zwykłego obywatela Litwy polskiej narodowości. Zgoda, że niepełny i że przez to przerysowany, ale ten ze strategicznej przyjaźni też jest nieprawdziwy.

Warto szukać odpowiedzi, dlaczego kwestie od lat sporne są nierozwiązywalne. Czy brak jest podstaw traktatowych? Nie, z zawartego w 1994 r. traktatu polsko-litewskiego i ratyfikowanej przez Litwę bez zastrzeżeń w roku 2000 europejskiej konwencji o ochronie mniejszości narodowych jednoznacznie wynikają prawa mniejszości polskiej, m.in. do polskiej szkoły, nazwiska pisanego po polsku czy do języka polskiego używanego publicznie.

Czy brak jest rozmów na najwyższych szczeblach władzy? Nie, od 1990 r. każdy polski prezydent, premier, marszałek Sejmu i Senatu w ciągu roku spotyka się wielokrotnie ze swoimi litewskimi partnerami. Zawsze jednym z tematów rozmów są sprawy Polaków na Litwie. W programie każdej wizyty jest spotkanie z liderami Związku Polaków na Litwie.

Czy realizacja tych zapisów jest niemożliwa z racji trudności budżetowych Litwy? Nie, rozwiązanie spraw spornych nie wymaga dodatkowych wydatków.

Z czego więc wynika ten pat? Sądzę, że Litwini bardzo szybko zauważyli, że polskie władze nie traktują spraw Polaków na Kresach priorytetowo. Że są gotowe łatwo poświęcać je na ołtarzu spraw według nich strategicznych jak NATO, Unia Europejska, koalicja antyrosyjska czy poparcie czyjejś kandydatury do instytucji międzynarodowych. Dochodzi do tego również naiwność wielu polskich ekip biorących deklaracje władz litewskich za dobrą monetę i z „dobrymi obietnicami” chętnie wracającymi do kraju. W kolejnych kadencjach litewskiego Sejmu oczekiwane przez nas zmiany ciągle są w trakcie prac legislacyjnych i zawsze brakuje ich finału przed końcem kadencji. Kilka dni temu prezydent Adamkus złożył prezydentowi Kaczyńskiemu kolejną obietnicę, że sprawa pisowni polskich nazwisk zostanie rozwiązana. Oby, tylko że prezydent Adamkus już za miesiąc kończy swoją drugą kadencję.

Litwini potrafią dbać o swoje sprawy. W 2000 r. nasz rząd postanowił zwiększyć obsadę strażnicy granicznej w Puńsku. Strona litewska rozpoczęła ostry protest, włączając w spór swojego prezydenta, premiera, marszałka Sejmu, oskarżając nas o próbę zmiany proporcji narodowościowych w Puńsku poprzez przyjazd 20 polskich funkcjonariuszy. Polska się wycofała.

W polskiej elicie często jest obecne przekonanie, że trzeba zrozumieć „mały naród” i jego historyczne kompleksy w stosunku do „wielkiego sąsiada”, że trzeba mu się dać „wyszumieć”. Przy okazji mówi się chętnie o obawach o polski nacjonalizm, o nieantagonizowaniu stosunków polsko-litewskich, o konieczności tolerancji, nawoływaniu do zgodnej „jagiellońskiej” współpracy, poświęcając nie własne przecież prawa obywatelskie.

Myślę, że polska elita pojmuje suwerenność państwa jak za starych, przedunijnych czasów. W Unii Europejskiej prawa mniejszości nie są elementem wyłącznie polityki wewnętrznej danego państwa, ale częścią polityki wewnętrznej całej Unii. Interwencja polskiego polityka w obronie praw obywatelskich Polaka na Litwie nie jest więc mieszaniem się w sprawy wewnętrzne Litwy. To troska o respektowanie wspólnych unijnych standardów prawnych, w których prawa mniejszości narodowych to część katalogu podstawowych praw obywatelskich. Czy się komuś to podoba, czy nie, wszyscy podjęliśmy takie zobowiązanie, tworząc Unię.

Pamiętam dobrze trudności z wprowadzeniem ustawy o mniejszościach narodowych w Polsce. Trwało to długo, budziło wiele emocji, padały nawet słowa o narodowej zdradzie, ale w 2005 r. ustawę przyjęliśmy. Jej gorącym zwolennikiem był Donald Tusk (ja również). Dziś nikomu nie przeszkadzają niemieckie nazwy ulic na Opolszczyźnie czy język kaszubski w szkołach i urzędach na Pomorzu. Podobnie jak litewska oświata i nazwy ulic w Puńsku. Czy też polska szkoła i napisy po polsku na Zaolziu. Tego samego oczekujemy od naszych litewskich sąsiadów, a od rządu Donalda Tuska twardej postawy. Współczesnym „europejskim” sposobem na wygaszanie narodowych konfliktów jest zrobienie kroku naprzód. Nawet jeśli trzeba go zrobić wbrew własnej opinii publicznej.

Niestety, Litwini wybrali inną drogę. Od kilkunastu lat prowadzą politykę zmierzającą do depolonizacji Wileńszczyzny. Niedostrzeganie tego jest naiwnością.

Maciej Płażyński
Rzeczpospolita ;05-05-2009,