Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Zapłacimy grzywny, ale kląć będziemy po polsku
Marcin Kowalski ; 2009-10-19,

Od wieków żyjemy obok Litwinów, Białorusinów i Ukraińców. Problem zaczyna się, kiedy w Solecznikach pojawiają się politycy. Rozmowa z Leonardem Talmontem, merem rejonu solecznickiego

Marcin Kowalski: Możemy rozmawiać po polsku?

Leonard Talmont: W moim gabinecie nie powinniśmy. Ale nie wygonię pana na zewnątrz, bo tam jest zero stopni i wieje. Od kilku dni dzięki decyzji Najwyższego Sądu Administracyjnego mamy zakaz używania w urzędach języka innego niż litewski. W praktyce powinienem teraz wezwać tłumacza, żeby przekładał na litewski pańskie pytania. I to nic, że mówi pan językiem, którym moja rodzina posługuje się na ziemi wileńskiej od pięciu wieków.

Gdyby ktoś teraz doniósł na nas policji, dostalibyśmy grzywnę po 400 litów na głowę za złamanie ustawy o ochronie języka litewskiego.

Niewiele robi sobie pan z tego zakazu. W pana urzędzie widzę napisy w języku polskim i litewskim. Sekretarki witają interesantów polskim "dzień dobry", a nie litewskim "laba diena".

- Dopóki będę merem, to się nie zmieni. W Solecznikach i w okolicy 80 proc. z 40 tys. mieszkańców to Polacy. Przysługują nam wszystkie prawa wynikające z konwencji o mniejszościach narodowych, którą Litwa ratyfikowała w 2000 r. Także umowa między RP a Litwą podpisana 15 lat temu gwarantuje nam prawo do pisania nazw miejscowości czy ulic w dwóch językach oraz używania polskiego w urzędach i szkołach. O przepisach unijnych nie wspominam.

Dlaczego sąd nie uwzględnił tych argumentów?

- Trójka sędziów przyjęła pokrętną logikę. Przyznali wprawdzie, że i konwencja, i umowa polsko-litewska obowiązują, ale tylko jako drogowskazy do uchwalania szczegółowych ustaw i rozporządzeń. Ale parlament od lat nie spieszy się z uchwaleniem ustawy. Co z tego, że jest ustawa o mniejszościach narodowych, jeśli jest też ustawa o ochronie języka litewskiego. A ona mówi wyraźnie: oficjalne tablice muszą być po litewsku. My twierdzimy, że kierowaliśmy się prawem o mniejszościach.

Sąd uznał, że ważniejsza od ustawy o mniejszościach jest ustawa językowa.

I co będzie dalej?

- Nic, będziemy płacić grzywny. Prędzej czy później sprawa wyląduje w Strasburgu i wypowie się o niej Trybunał Sprawiedliwości. Kara za pozostawienie polskich tablic to tysiąc litów. Mandat dostanie dyrektor administracji naszego urzędu. Ja zarabiam 4 tys. litów, mój zastępca niewiele mniej, więc się złożymy i pomożemy chłopakowi. Ludzie z Solecznik żyją ubogo, ale też wyłożą ostatnie pieniądze, by móc rozmawiać po polsku i uczyć w tym języku dzieci. Tu wszyscy wiedzą, że to nie jest spór o tablice.

A o co?

- O wynarodowienie Polaków. Jesteśmy obywatelami Litwy narodowości polskiej. Służymy temu państwu, respektujemy jego prawa, ale myślimy po polsku, modlimy się po polsku i klniemy po polsku.

Od wieków żyjemy na tych terenach obok Litwinów, Białorusinów i Ukraińców. Ludzie są tu do siebie przyjaźnie nastawieni i potrafią się porozumieć. Problem zaczyna się, kiedy w Solecznikach pojawiają się politycy z Wilna. Na resentymentach próbują ugrać swój kapitał. Wychodzą od unii lubelskiej, która według ich interpretacji na wieki zniewoliła Litwinów, i przez gen. Lucjana Żeligowskiego przechodzą do współczesności. Nie rozumieją, że Polacy są tu od setek lat. Tym bardziej nie odbierze nam tożsamości mandat na tysiąc litów. Choć czasami mamy już dość walki, tym bardziej że wsparcie z Warszawy jest praktycznie żadne.

Od wielu lat o prawa mniejszości polskiej upominają się przecież i kolejni prezydenci, i szefowie polskiego MSZ.

- Nasze ostatnie spotkanie z prezydentem Kaczyńskim w Wilnie wyglądało tak: pogratulował nam sukcesów, stwierdził, że dużo osiągnęliśmy, i poszedł udzielać wywiadu. Kolejni ministrowie mają dużo do powiedzenia, ale jak przychodzi do działania, to efekty są marne.

Podam przykład: apelowaliśmy do ministra Sikorskiego o utworzenie w Solecznikach polskiego konsulatu. Odpowiedział, że mamy konsulat w Wilnie, to tylko 40 km. Z takim samym wnioskiem do swojego szefa MSZ zwróciła się mniejszość ukraińska z naszego miasteczka licząca 10 osób. I ukraiński konsulat jest. Nad budynkiem powiewa ukraińska flaga. A polskiej nie ma.

Litewscy dziennikarze twierdzą, że problem mniejszości jest przez samych Polaków mocno upolityczniony. I że uaktywniacie się z reguły przed wyborami. No i rzeczywiście - za chwilę macie wybory samorządowe.

- To zakłamana argumentacja. System samorządowy na Litwie jest dużo bardziej upolityczniony niż w Polsce, nieznane jest tu pojęcie lokalnych komitetów wyborczych. W wyborach na wszystkich szczeblach liczą się tylko partie, dlatego mamy Akcję Wyborczą Polaków na Litwie i pod jej szyldem wystawiamy kandydatów od rad okręgów po prezydenta kraju.

Startuję na posła, bo wolne miejsce w Sejmie zrobił szef Akcji Waldemar Tomaszewski wybrany w czerwcu na europosła. To logiczne, że Polacy robią wszystko, by nie oddać tego mandatu. A przecież nie jest naszą winą, że akurat w trakcie kampanii uprawomocnił się wyrok Najwyższego Sądu w sprawie tablic.
*

Leonard Talmont jest od siedmiu lat merem rejonu solecznickiego, do którego należy 13 gmin w ponad 80 proc. zamieszkanych przez Polaków. Talmont przewodzi polskiej społeczności z Solecznik (40 km od Wilna) w sporze z Jurgisem Jurkeviciusem, przedstawicielem rządu na okręg wileński. To Jurkievicius skierował do sądu administracyjnego sprawę o nałożenie kar na urzędników z Solecznik za wywieszanie dwujęzycznych tablic na urzędach i domach. Jurkievicius wygrał.
Marcin Kowalski

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - www.wyborcza.pl © Agora SA