logo
zdjecie

R.Sobkowicz/Nasz Dziennik

Sikorski nie płaci

Sobota, 14 lipca 2012 (06:42)

Gazety, wydawnictwa i stacje radiowe dla Polaków z Ukrainy, Litwy, Białorusi, Mołdawii czy Łotwy są w tragicznej sytuacji. W tym roku większość nie otrzymała dotąd żadnych środków na działalność z MSZ. Takich problemów nie było, gdy dzieleniem pieniędzy zajmował się Senat


Pieniądze utknęły gdzieś w MSZ, co jest skutkiem skomplikowanych procedur rozdzielania dotacji, jakie wprowadzono w tym roku, gdy minister Radosław Sikorski skutecznie przeprowadził operację odebrania Senatowi funduszy na pomoc Polakom z państw dawnego ZSRS i przekazania ich do resortu spraw zagranicznych.

Podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą Ministerstwo Spraw Zagranicznych przedstawiło sytuację polskich mediów na Wschodzie. Było to już kolejne posiedzenie w tej sprawie.

– Od kilku dni dochodzą do mnie niepokojące wieści na temat mediów polonijnych na Litwie, Białorusi i Ukrainie – mówił szef komisji Adam Lipiński (PiS).

Powołując się na e-maile, które otrzymał z redakcji mediów polonijnych, Lipiński stwierdził, że do chwili obecnej żadna z redakcji prasowych czy radiowych nie otrzymała pieniędzy na prowadzenie swojej działalności. Chodzi oczywiście o środki na 2012 rok, bez których trudno jest finansować wydawanie prasy czy emitowanie audycji radiowych.

Tymczasem w połowie lipca zawieszenie wydawania pism lub nadawania swoich audycji ogłosiło wiele redakcji.

– „W środowisku panuje niepewność, zniechęcenie” – czytał fragmenty e-maili od dziennikarzy polonijnych poseł Lipiński.

– „Polonia Charkowa”: „Nie dostaliśmy żadnych środków na 2012 rok. Boimy się, że brak dotacji spowoduje zamknięcie gazety”; „Monitor Wołyński”: „Żadnej informacji na temat finansowania, nie jesteśmy w stanie wywiązać się z zobowiązań wobec prenumeratorów i będziemy zmuszeni zamknąć pismo” – kontynuował przewodniczący komisji.

Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” poinformowała komisję, że na razie nie będzie pieniędzy dla pisma wydawanego przez Federację Organizacji Polskich na Ukrainie. Federacja poskarżyła się posłom. „Na razie wydawaliśmy media na kredyt i za własne środki. Złożyliśmy wniosek o dofinansowanie naszych mediów. Jednak na razie wydrukowaliśmy tylko dwa numery naszego pisma” – napisali wydawcy.

– To są informacje bulwersujące. Co się dzieje? – pytał przewodniczący Adam Lipiński.

W imieniu MSZ informację przekazał wiceminister Janusz Cisek. Tłumaczył, że w dystrybucję pomocy finansowej Polakom na Wschodzie zaangażowane są organizacje Wolność i Demokracja, Wspólnota Polska i wspomniana, najważniejsza z nich Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Złożyły one łącznie wniosek o dotację w wysokości 3,5 mln zł na 26 projektów medialnych. Z informacji MSZ wynika, że np. „Kurier Galicyjski” wnioskował o 25 tys. zł i tyle otrzymał.

Projekty z Charkowa zostały odrzucone przez Fundację, ale zgodnie z nowymi zasadami będą finansowane przez polskie konsulaty. Cisek zapewniał, że w ramach konkursów przyznano środki dla „Polonii Charkowa”, „Polaków Donbasu”, audycji radiowej „Polska Fala Donbasu”, a także dla „Monitora Wołyńskiego” czy „Mozaiki Berdyczowskiej”.

-Możemy mnożyć tego rodzaju informacje. Warto po raz kolejny powiedzieć, że pomoc Polakom na Wschodzie jest realizowana na zasadzie konkursu. Konkursy odbywały się na podstawie programów. Pieniądze przyznane tą drogą dystrybuuje określona fundacja na zasadzie umowy z MSZ. Niestety, nie informują nas one, czy środki zostały przyznane, czy nie, czasem opóźnia się podpisanie umowy, która uruchamia przelew. Niewątpliwie mamy do czynienia z brakiem komunikacji - mówił wiceminister spraw zagranicznych Janusz Cisek.

- To raczej apel do pośrednika. Fundacje po zaakceptowaniu projektu powinny podpisać umowę, otrzymać przelew i przekazać pieniądze do określonych podmiotów - tłumaczył.


Umowy niepodpisane

Zadzwoniliśmy więc do Olgi Iwaniuk, prezes Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie".

- Czekamy na podpisanie umów z MSZ. Dopiero wtedy MSZ otrzyma środki z Ministerstwa Finansów, następnie przeleje je na nasze konto po to, byśmy mogli podpisać umowy z naszymi beneficjentami - tłumaczy Olga Iwaniuk. W sprawie pieniędzy odsyła nas natomiast do... MSZ. Osobiście nie chce się wypowiadać na temat sytuacji, w jakiej znaleźli się wydawcy polskich mediów na Wschodzie.

Podczas posiedzenia komisji Tomasz Pisula z Fundacji Wolność i Demokracja tłumaczył, że jego organizacja z własnych środków pomogła kilku swoim beneficjentom.

- Traktujmy Polaków na Białorusi poważnie i nie zmuszajmy ich do czytania gazet ze stycznia drukowanych w lipcu. Gdyby nie wyasygnowana przez nas wcześniej kwota, to ta przyznana dopiero teraz przez MSZ tak by zaskutkowała - mówił.

Marek Bućko z tejże fundacji dodał, że sytuacja ta nie dotyczy tylko i wyłącznie mediów, ale również organizacji kolonii letnich, wspierania placówek oświatowych i kulturalnych. - W Szepietówce wstrzymano na przykład budowę polskiej szkoły, bo nie dotarły na czas środki - mówił Bućko.

Posłowie opozycji zasypali przedstawiciela MSZ gradem pytań i zarzutów, których ten nie był w stanie odeprzeć. Tłumaczył jedynie, że przyszło mu funkcjonować w takich, a nie innych ramach prawnych, i postępować według procedur. Posłowie widzą sprawę inaczej.

- My przestrzegaliśmy przed tym, by pieniądze dla Polaków i mediów nie były narzędziem realizowania polityki przez konsulaty. Uważamy, że zmiana procedur, wasze niezorganizowanie po prostu powodują katastrofę. To będzie wasza wina, wina rządu - mówił poseł Artur Górski (PiS).

- Pan przedstawił procedurę, ale z informacji, jakie otrzymuję, wynika, że niektóre media już zamykają działalność. Nie przyjmuję do wiadmości, że państwo za to nie odpowiada. Jestem przerażony liczbą skarg i wątpliwości - mówił Lipiński.

- To kolejne posiedzenie, na którym widać, że to, co zafundowała Polakom za granicą koalicja PO - PSL, przynosi taki skutek, że w połowie lipca niektóre media przestaną działać. To kolejny dowód na to, że zabieranie finansowania tych inicjatyw Senatowi będzie miało taki efekt, przed jakim przestrzegaliśmy - mówił poseł Adam Kwiatkowski (PiS).

Pytał m.in. o to, kto zasiadał w komisji konkursowej i kiedy podejmowano decyzje w tych sprawach. - Ofiarami koalicji są dzisiaj ci, do których ta pomoc jest kierowana, i oni nie powinni być tak potraktowani - mówił.

To katastrofa

Podobną opinię wygłosił poseł Artur Górski, który już kilka miesięcy temu przestrzegał przed takimi skutkami zmian wprowadzonych przez rząd i ministra Sikorskiego.

- Czy pan nie widzi, że jest to katastrofa? Przez pół roku pieniądze nie trafiły do czasopism, redakcji i programów. To wy ustalaliście procedury, nadzorowaliście podział pieniędzy i organizowaliście konkursy. Podmioty, które dysponują nimi, nie tylko nie mają pieniędzy, ale też informacji - mówił do wiceministra Ciska poseł Górski.

Jak zauważył, fakt, że za kilka tygodni pieniądze zostaną przekazane beneficjentom, nie oznacza, że sytuacja zostanie naprawiona przez konsulów. Poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS) przypomniała, że to Senat posiadał kompetencje, ludzi i doświadczenie, jakiego nie mają urzędnicy z MSZ.

- To wasza wina. Biuro polonijne Senatu było kompetentne, oni się na tym znali, mieli świetne rozeznanie, kiedy należy przekazać środki. Tam się liczy każdy dzień i godzina - podkreśliła.

Obecny na posiedzeniu komisji Rafał Dzięciołowski, wieloletni członek władz Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" oraz reprezentant "Lwowskich Spotkań", przedstawił sytuację mediów polskich na Ukrainie.

- To, co pan minister mówił, to wiedza z szaf i segregatorów MSZ. Ja mam wiedzę od wydawców. Dyneburg, Żytomierz, Berdyczów, Radio Polskie we Lwowie - wszędzie zawieszone audycje. One wykupują czas od komercyjnych stacji. Jeśli stracą miejsce z braku pieniędzy, wskoczy w ich miejsce kolejny emitent. Tworzenie środowisk dziennikarskich na Wschodzie jest trudne. "Kurier Galicyjski" był cudem. Jeśli "Kurier" do dziś nie dostał konkretnej odpowiedzi w swojej sprawie, to znaczy, że sytuacja jest tragiczna - mówił Dzięciołowski, podkreślając, że ci, którzy wciąż coś robią, trwają nadludzkim wysiłkiem.

Zrelacjonował również rozmowę z Zygmuntem Klonowskim, właścicielem "Kuriera Wileńskiego", który przekazał mu, że musiał część redakcji już zwolnić i nie płaci obecnie ubezpieczenia, czym naraża się na kary za łamanie prawa.

- Taki będzie skutek zaniechań MSZ, a nie wrogi akt Litwy wobec Polaków - mówił Dzięciołowski.

- To tak czarny i niepokojący obraz, że sprawa nabrała poważnego charakteru - powiedział prezes Jarosław Kaczyński, który złożył wniosek o przełożenie posiedzenia komisji do czasu przygotowania przez MSZ pełnej informacji na ten temat.

Maciej Walaszczyk

Aktualizacja 14 lipca 2012 (08:25)

Nasz Dziennik