Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Żegnaj Jerzy – niestrudzony piewco piękna i polskości Lwowa

Jerzy Janicki nie żyje. Ta wielce zasmucająca i budząca szczery żal wieść dotyka zwłaszcza środowiska lwowskich Kresowian i wszystkich tych u których magiczne słowo Lwów powoduje przyspieszone bicie serca. Odszedł niestrudzony piewca Lwowa i Kresów Wschodnich. Piewca niebanalnych postaci tamtego „raju utraconego” i krainy szczęśliwego choć zmąconego wojennymi wydarzeniami dzieciństwa i młodości. Odszedł autentyczny człowiek Kresów, którego talent przejawiał się w wielu dziedzinach twórczości.


Bo to właśnie Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, to właśnie Lwów były wylęgarnią i matecznikiem ludzi wrażliwych na losy innego człowieka bez względu na jego narodowość, język czy religię. To właśnie Kresy i Lwów kształtowały w ludziach tamtych stron poczucie smaku i piękna. Uczyły ich rozkoszowania się tamtejszą przyrodą, bogatą i niezwykłą historią oraz otaczającymi człowieka materialnymi zabytkami dawnej lwowskiej świetności. Oczywistym jest, że dominującym źródłem ich świetności była polskość, ale także twórcze przenikanie się i wpływy kultur innych narodowości współtworzących na przestrzeni wieków niepowtarzalny urok miasta „Semper Fidelis”. Dodajmy „Semper Fidelis” czyli zawsze wiernego Rzeczypospolitej. Tak jak zawsze wierni Rzeczypospolitej byli przez wieki całe Ormianie lwowscy, a wśród nich przecież Jerzy Janicki z dumą lokował swojego protoplastę.
Jako Czortkowianin z urodzenia, ale Lwowianin z dziecięctwa i młodości i rozkochany we Lwowie do końca dni swoich Jerzy Janicki nie dawał nigdy nawet cienia podejrzenia, że będzie z jego strony zgoda na zafałszowywanie historii Kresów Wschodnich i wszystkiego co się tam złego bądź dobrego zdarzyło. Smagał nas Polaków za nasze przywary narodowe i grzechy, niegdyś narodu dominującego nad innymi narodowościami ten kraj Jego szczęśliwej młodości zamieszkującymi razem z nami od wielu, wielu lat. Ale z drugiej strony nie poszedł na łatwiznę tzw. „poprawności politycznej” i nie nazywał bohaterami tych, którzy w powszechnej opinii – nawet tego obecnie bardzo „rozregulowanego” świata – uważani są za morderców i przestępców. Z ironiczno gorzkim zdziwieniem odnotował na stronach swojej książki „Kluczyk Yale”, że w oficjalnych wydawnictwach lwowskich można znaleźć wprawiające w osłupienie każdego przyzwoitego człowieka poglądy iż „w pamięci Lwowian na zawsze już pozostaną Jewhen Konowalec, Stepan Bandera, i Roman Szuchewycz”. Wszyscy oni zresztą mają swoje ulice w dzisiejszym Lwowie. Ten ostatni „bohater”, komendant główny UPA ma nawet swoją podobiznę na spiżowej tablicy zdobiącej frontową ścianę .... Polskiej Szkoły Nr 10 we Lwowie! Jerzy Janicki z właściwą sobie finezją wytrawnego felietonisty nie wyraża swojej dezaprobaty dla tych praktyk wprost. On sięga do przekonywującej aluzji pisząc: „pecha miał Miloszevicz, że się o całe pół wieku za późno i nie w tym miejscu Europy urodził przez co pozbawiony został szansy bycia generałem UPA i patronem wielkich ulic. Albo też szczęście w porę uśmiechnęło się do trójki rezunów wydając ich na świat, który jeszcze nie zdążył powołać Trybunału w Hadze”.
W innej swojej książce „Krakidały” Jerzy Janicki w literacki i wręcz salonowy sposób rozprawia się z eufemizmami chętnie używanymi przez pseudo-historyków i publicystów czułych na polityczną koniunkturę. Jednym z tych eufemizmów jest określenie „wydarzenia wołyńskie”. Jerzy Janicki puentuje to w charakterystycznym dla siebie stylu pisząc: „ Za podobne wydarzenia, choć w znacznie mniejszej skali, ale określane prawem jako ludobójstwo sądzony jest w Hadze Miloszevicz”.
Wielka to szkoda, że nie będzie już Jerzego w składzie Komitetu Honorowego Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich II RP. Moja wstępna propozycja objęcia tej honorowej funkcji została przez Niego przyjęta z dużą powagą i zrozumieniem pilności potrzeby i istoty procesu odkłamywania tego fragmentu naszej ojczystej historii rozgrywającej się na znanych Mu na wskroś i kochanych Kresach Wschodnich.
Mimo tych szczerych odruchów dezaprobaty dla fałszowania i wypaczania historii a może właśnie dlatego można powiedzieć, że Jerzy Janicki swoją różnorodną twórczością i aktywnością animatora kultury oraz osobistą postawą torował drogę polsko-ukraińskiemu pojednaniu i zbliżeniu mimo bolesnych doświadczeń i okrucieństwa okresu 1939-1947. Może zabrzmi to zbyt pompatycznie lub staromodnie i oficjalnie, ale trudno odmówić racji stwierdzeniu iż Jerzy Janicki przez całe swoje twórcze życie służył idei zbliżania ludzi poprzez kulturę. Ludzi różnych narodowości, języków i religii bo tacy tam na Kresach od wieków żyli zgodnie w atmosferze tolerancji. Tolerancji nie zawsze skodyfikowanej, ale zawsze zakodowanej w umysłach i sercach ludzi którzy tego innego, chociaż nie obcego starają się zrozumieć a nie zwalczać. Jerzy Janicki bez taniego dydaktyzmu i tonacji mentora obdarzał nas swoją życiową mądrością i doświadczeniem. Niemal niezauważalnie lecz jednak wyraźnie w rozwiązywaniu trudnych spraw zalecał umiar, życzliwość i otwartość.
Dlatego ja osobiście nawet ostatnią w Jego życiu dla mnie dedykację traktuję jako przyjacielskie zobowiązanie do czynienia tego co w mojej mocy, by wiedza Polaków o Lwowie i Kresach była cząstką ich intelektualnego dorobku i źródłem refleksji nad przeszłością naszego narodu.
Nie mógłbym przyjąć innej postawy skoro wspomniana dedykacja brzmi: „Tadeuszowi Samborskiemu – przyjacielowi i obrońcy pamięci Lwowa i Kresów, za co Go dodatkowo szanuję i kocham”.
Z bólem i smutkiem żegnamy Jerzego Janickiego. Jednego z ostatnich wielkich Lwowian, polskiego Lwowa. Żegnamy człowieka, którego twórczość w pierwszej kolejności krzepiła duszę Kresowian, ale żegnamy Go także jako utalentowanego twórcę, który odcisnął swój znak w polskiej kulturze. Jest bez wątpienia znak najwyższej próby. Tak, jak najwyższą pochwałą dla wielu z nas mogłaby być opinia: kocha Lwów, tak jak Jerzy Janicki go ukochał!

Tadeusz Samborski
"MYŚL POLSKA" : Nr 16-17 (22-29.04.2007)