Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


17 września roku pamiętnego

Niemiecki atak na Polskę 1 września 1939 r. zapisał się na trwałe w narodowej pamięci. Oplótł naszą wyobraźnię i stworzył wspólny dla wszystkich obraz wojny, która zaczyna się zdradzieckim napadem sąsiada, pożarami miast, śmiercią niewinnych ludzi. Obfitował on mnogością dzieł literackich, malarskich i filmowych, sugestywną fotografią i anonimową pieśnią gminną, opiewającą to, co wydarzyło się "dnia 1 września roku pamiętnego". Poprzedziły go ważne wydarzenia polityczne, ze słynną mową ministra Józefa Becka o honorze, którego wartość w życiu narodów przekracza nawet wartość pokoju, choć jest on "rzeczą cenną". To utrwaliło jeszcze traumatyczną wymowę 1 września.

Sowiecka agresja
na Polskę 17 września 1939 r. nie ma tej zniewalającej mocy w zbiorowej pamięci Polaków. Przyczyna jest oczywista. Obraz wojny budowała po roku 1945 cenzura - nie tylko ta instytucjonalna, ale także autocenzura, która mówiła autorom i dziennikarzom, jak i co wolno pisać. Była też ważna okoliczność pomagająca Sowietom i ich kolaborantom w zakłamywaniu historii: Rzeczpospolita nie wypowiedziała wojny drugiemu agresorowi, kierując się względami politycznymi i złudzeniami co do ostatecznych intencji sowieckich. Dziś wielu historyków uznaje to za błąd. Wypowiedzenie wojny nie zmieniłoby jej przebiegu, ale miałoby dla nas duże znaczenie moralne i prawne. W latach 1943-1945 Stalin przekonywał swoich nowych aliantów, że we wrześniu 1939 r. armia sowiecka zajęła "ziemie zamieszkałe w większej części przez ludność białoruską i ukraińską", by uchronić ją przed niemiecką okupacją!
Informacja o tym, że Sowieci zawłaszczyli więcej niż Hitler, bo aż 51,6 proc. obszaru Rzeczypospolitej Polskiej, budzi do dziś zdziwienie wielu osób. Mało kto pisze też, jakim szokiem dla świata był sam fakt jawnej współpracy państwa Hitlera - z jego narodowosocjalistyczną ideologią, budowaną propagandowo w opozycji do komunizmu - z państwem realnego komunizmu, ich wzajemne, pełne kurtuazji deklaracje o przyjaźni i realna współpraca w eksterminacji polskiej inteligencji. Nie znano jeszcze treści tajnego porozumienia sowiecko-niemieckiego z 23 sierpnia 1939 r., wyjawionego opinii światowej w roku 1945, nazwanego paktem Ribbentrop - Mołotow. Ukazująca się prawie do końca września 1939 r. popołudniówka "Wieczór Warszawski" donosiła w środę, 20 września: "Hitler narzędziem Stalina. Przez nihilizm do bolszewizmu. Zerwanie przez Związek Sowiecki paktu o nieagresji z Polską i zajęcie części naszego wschodniego terytorium poruszyło opinię całego świata. Radio Kominternu w Moskwie (...) stwierdziło niedwuznacznie, że Hitler jest narzędziem Stalina w szerzeniu rewolucji komunistycznej (...). Obydwa kierunki [bolszewizm i narodowy socjalizm - przyp. red.] wyszły ze zniszczenia moralnych i politycznych podstaw cywilizacji. Nihilizm zrodził się w Rosji, a Hitler przejął ten niszczycielski kierunek, nadając mu tylko inne, rzekomo narodowosocjalistyczne zabarwienie (...). Przez wystąpienie Sowietów wojna przybiera coraz bardziej światowy charakter".
Dziś świat wspomina wybuch II wojny światowej, ale pomija jako nieistotną datę 17 września, choć przecież realne przystąpienie Sowietów do wojny oznaczało stworzenie warunków do wielkich podbojów Hitlera na terenie Europy w roku 1940. Oznaczało wojnę światową, ze wszystkimi jej konsekwencjami, z liczbą ofiar przekraczającą to, co kiedykolwiek wydarzyło się w historii cywilizowanego świata. Sowiety stawały się agresorami, a Polska jako pierwsza zaznała ich okrucieństwa.

Dezintegracja
Do dziś dzieli się sowieckie ofiary na Kresach, jakby nie istniało pojęcie obywatela Rzeczypospolitej Polskiej. A przecież sowiecki atak na Polskę nie był atakiem na Polaków, Żydów, Białorusinów czy Ukraińców z osobna. Był próbą całkowitej dezintegracji państwa polskiego, "tworu traktatu wersalskiego", które zdaniem sowieckiej propagandy "zbankrutowało". Sowieci nie stworzyli na okupowanych obszarach nawet namiastki Polski, jaką była w niemieckiej strefie tzw. Generalna Gubernia, gdzie koncentrowała się od początku działalność instytucji Polskiego Państwa Podziemnego. Przystąpili natychmiast do mordowania lub zsyłania na zatracenie setek tysięcy "elementów przywódczych" oraz zwykłych ludzi, by jakikolwiek ślad po Polsce na tych terenach zaginął. Dalekosiężne skutki sowieckiej agresji były bardziej dotkliwe niż agresji niemieckiej, a liczba zamordowanych obywateli naszego państwa wydaje się już dziś nie do odtworzenia, z powodu "integracji" zajętych ziem polskich z państwem sowieckim, dorabiania obywatelom polskim, wbrew ich woli, pod groźbą zagłady, obywatelstwa sowieckiego.
Od jesieni do grudnia 1939 r. sowiecka policja polityczna przeprowadziła wielki spektakl pod nazwą "wyborów". Po co to robili, skoro i tak posiadali realną władzę? Po tym wydarzeniu nastąpiła ostateczna inkorporacja zagrabionych ziem polskich do państwa sowieckiego. W przeciwieństwie do grabieży niemieckich ta okazała się trwała.

"Rewolucja"
Szczególną cechą okupacji sowieckiej była zgoda władz okupacyjnych na bandyckie wybryki różnych grup "rewolucyjnych", które mordowały "burżujów", "panów" i "element obcy klasowo", grabiąc ich mienie. Wiele takich akcji było inspirowanych przez NKWD. Sowieci rozbudzali waśnie narodowe między Polakami, Białorusinami, Ukraińcami i Żydami, ostentacyjnie angażowali do różnych lokalnych "komitetów" element niepolski, by tym bardziej skłócić i podzielić ludzi. Inna sprawa, że Polacy nie wykazywali dość entuzjazmu dla tak pojmowanej "sprawiedliwości dziejowej".
Niedawno pewien amerykański dziennikarz dowodził, że niezależnie od opresyjności systemu stalinowskiego trzeba uznać wielką rolę Związku Sowieckiego w rozgromieniu faszyzmu. Także to, że Sowiety straciły około 25 mln ludności. Zastanawiam się, ile w tej oficjalnej liczbie, podawanej przez władze sowieckie po wojnie dla celów propagandowych, było ofiar czystek z lat 30., wielomilionowych ofiar zaplanowanego głodu na Ukrainie? Przecież gdzieś trzeba było ten "element obcy klasowo" zakamuflować w statystykach!? Doprawdy, byłoby lepiej, gdyby ten dziennikarz dowiedział się czegoś na temat realiów życia w państwie sowieckim i filozofii sprawowania w nim władzy, zamiast zajmować się magią liczb.

Polskie spojrzenie
na tragedię 17 września 1939 r. nie może się ograniczać do rocznicowych wypominków. Zostaliśmy jako pierwsi doświadczeni przez państwo, w którym rządził bies, a życie ludzkie nie miało tam żadnej wartości. Przez państwo pozbawione Pana Boga i jakichkolwiek zasad, które chroniłyby człowieka przed bezkarnością policji politycznej, systemem obozów koncentracyjnych i zbrodniczymi "przesiedleniami". Powinniśmy zdecydowanie rozdzielać nasz stosunek do Rosjan - narodu jeszcze bardziej doświadczonego przez sowiecki komunizm - od stosunku do systemu i jego ideologii. Tak samo jak szukamy z lupą przejawów "faszyzmu" w życiu publicznym, powinniśmy z równą skrupulatnością szukać miazmatów sowieckiego komunizmu. Jest rzeczą wielce wymowną - z perspektywy polskich doświadczeń - że w Polsce roku 2006 przeciwnicy polityczni, by się nawzajem zdyskredytować, używają słowa "faszyzm". Słowo "komunizm" do tego się nie nadaje, bo jest "oswojone" przez kilkadziesiąt lat realnie istniejącego systemu. Bo Parlament Europejski widzi w nim chyba jakąś cząstkę swojej tradycji, skoro wzdraga się przed przyjęciem uchwały potępiającej tę ideologię - wyrastającą z tego samego pnia, co niemiecki narodowy socjalizm! Żaden policjant nie ściga w Europie stron internetowych propagujących komunizm.
Polak ma szczególne prawo, by świadczyć w tej sprawie na forum narodów. Przedtem jednak sami musimy zerwać z siebie szatę Dejaniry, którą nam przyobleczono w czasach Polski sowieckiej. Droga do tego prowadzi przez powszechną edukację historyczną. Nic nowego pod słońcem: Historia magistra vitae est.

Piotr Szubarczyk

"NASZ DZIENNIK" 18.09.2006 r., Nr 218