Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Żołnierze pierwsi doczekali się pomnika

Staraniem Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej, przy wsparciu finansowym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, na cmentarzu parafialnym startej z powierzchni ziemi polskiej wsi Ostrówki na Wołyniu stanęły dwa pomniki. Jeden upamiętnia żołnierzy poległych w kampanii wrześniowej, drugi - w czasie wojny polsko-bolszewickiej.

To kolejny etap porządkowania zdewastowanego cmentarza w Ostrówkach, a jednocześnie przywracania pamięci o Polakach żyjących na tej ziemi, którzy oddali życie w obronie Ojczyzny. Mamy coraz mniej czasu, aby odtworzyć i upamiętnić historię polskich społeczności na Kresach, zanim odejdą jej ostatni świadkowie.

Wojenne mogiły
O spoczywających na ostrowieckim cmentarzu polskich żołnierzach do naszych czasów zachowało się niewiele informacji. Sześciu z nich straciło życie w czasie wojny polsko-bolszewickiej. W 1920 r. nieopodal Ostrówek Polacy stoczyli zwycięską potyczkę z bolszewikami. Miejscowa ludność, jak to na wojnie bywało, pochowała poległych. Sześciu Polaków na katolickim cmentarzu, a pięciu bolszewików tuż obok, ale po drugiej stronie płotu. Gdy w 1991 r. grodzono cmentarz i nieco powiększono jego powierzchnię, okazało się, że zwycięzcy i pokonani spoczywają w jednej kwaterze.
- Przy planowaniu pomnika dla polskich żołnierzy powstał problem, jak oznaczyć mogiłę poległych bolszewików - opowiada dr Leon Popek, historyk, prezes Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej. - Wraz z ministrem Andrzejem Przewoźnikiem uznaliśmy, że zapewne byli to ludzie ochrzczeni, więc postawiliśmy na ich grobie krzyż prawosławny.
Podobnie skąpe dane zachowały się o pochowanych na cmentarzu żołnierzach poległych we wrześniu 1939 roku. Na podstawie dystynkcji ustalono, że był to jeden porucznik i dwóch podporuczników, ale jak się nazywali - nie wiadomo. Ich ciała znalazł na łąkach za Równem i przywiózł do Ostrówek Aleksander Trusiuk. Z relacji mieszkańców wynika, że stało się to w drugiej połowie września. Ponieważ ks. Telesfor Perehuda po inwazji bolszewików
17 września 1939 r. wyjechał ze wsi, ludzie sami pogrzebali żołnierzy na cmentarzu.
Do dziś dokładnie nie wiadomo, w jakich okolicznościach polegli. Jedna z wersji ustalonych przez rekonstruującego historię Ostrówek i tamtejszego cmentarza dr. Leona Popka wskazuje, że żołnierze mogli zginąć w dniach 16-17 września, broniąc przyczółków mostu kolejowego i drogowego na Bugu w okolicach Wilczego Przewozu-Równego. Przemawia za tym relacja Jana Kowalskiego, żołnierza kampanii wrześniowej, uczestnika obrony mostów.
Ale mogło być też inaczej. Jak wynika z przekazu Heleny Popek, byłej mieszkanki Woli Ostrowieckiej, w trzeciej dekadzie września we wsi stacjonował duży polski oddział, należący prawdopodobnie do 135. pułku piechoty Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie", która wyruszyła 24 września z Maniewicz w kierunku Warszawy. Gdy wieczorem żołnierze ruszyli w kierunku Bugu, przechodząc przez pobliską wieś Równe, zostali zaatakowani przez uzbrojonych Ukraińców. Wywiązała się strzelanina. Dowództwo polskiego oddziału wydało rozkaz spalenia wsi, ale po wstawiennictwie polskiego przewodnika Stanisława Bartniczuka odstąpiło od jego wykonania. Być może to zdradziecka napaść Ukraińców kosztowała życie trzech polskich żołnierzy znalezionych później gdzieś pośród traw i pochowanych na cmentarzu.
- To są ostatnie chwile dla odtworzenia i upamiętnienia historii tych, którzy za Ojczyznę przelali krew na tej ziemi - mówi Leon Popek. - Dlatego w imieniu całego środowiska osób związanych rodzinnie i uczuciowo z Ostrówkami pragnę wyrazić wdzięczność ministrowi Andrzejowi Przewoźnikowi za zaangażowanie w budowę żołnierskich pomników, a także za wspieranie naszych działań w celu rewaloryzacji cmentarza i rekonstrukcji historii rodzinnych stron.

Pielgrzymka do grobów najbliższych
Ostrówki i Wola Ostrowiecka przejdą do narodowej historii zapewne nie jako pole wielkich bitew czy operacji wojskowych, ale raczej jako symbol ludobójstwa popełnionego w cieniu II wojny światowej przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności cywilnej. Jednego przedpołudnia 30 sierpnia 1943 r. straciło tu życie co najmniej 1038 bezbronnych ludzi, w większości kobiet, dzieci i starców. Śmierć poniosło ok. 80 proc. mieszkańców dwóch sąsiadujących ze sobą polskich wiosek. Zbrodnia ta ustanowiła tragiczny "rekord" w ludobójczych atakach Ukraińskiej Powstańczej Armii na ludność polską. W żadnej innej miejscowości Wołynia i Podola nacjonaliści ukraińscy nie zabili tak wielu Polaków w tak krótkim czasie.
Ocaleni z masakry i rozrzuceni po całej Polsce mieszkańcy Ostrówek i Woli Ostrowieckiej od 1990 r. spotykają się we wrześniu na pielgrzymce do miejsc uświęconych krwią najbliższych. W tym roku towarzyszył im ks. prof. dr hab. Bernard Kołodziej SChr z Poznania, który najpierw poprowadził modlitwę różańcową w czasie drogi wiodącej przez wyludnione dziś i wręcz starte z powierzchni ziemi Ostrówki, a później przewodniczył Mszy św. odprawionej na cmentarzu katolickim - jedynym obiekcie pozostałym po mieszkających tu setki lat Polakach. Obecność księdza profesora związana jest z faktem, że jedną z ofiar ludobójstwa w Ostrówkach był zakonnik, brat Józef Harmata, też chrystusowiec, który w 1943 r. spędzał tu wakacje u rodziny.
- Nie mogłem tu nie przybyć i nie pomodlić się za mojego współbrata, a także za wszystkich, którzy zginęli w tak nieludzki sposób - powiedział w czasie Mszy św. ksiądz profesor, wskazując, że o losach brata Józefa Harmaty dowiedział się w... Nowej Zelandii. - Odwiedziłem chyba wszystkie większe skupiska Polonii na świecie i wszędzie tam widziałem wielki szacunek do przodków, którzy odeszli do Pana. Można powiedzieć, że jest to narodowa cecha pozytywnie wyróżniająca nas w świecie - podkreślił.
W uroczystości poświęcenia pomników żołnierzy polskich uczestniczył m.in. Krzysztof Czuchryt, wicekonsul RP z Łucka, a także przedstawiciel administracji ukraińskiej Rościsław Miszczuk, wicestarosta powiatu lubomelskiego, który nie krył uznania dla determinacji polskich Kresowian w staraniach o godny wygląd miejsca wiecznego spoczynku ich bliskich.
- Nam, Ukraińcom, wypada chyba uczyć się od was, Polaków, tej miłości do ziemi, gdzie spoczywają nasi bliźni - powiedział w czasie uroczystości wzruszony ukraiński wicestarosta.

Po żołnierzach kolej na cywilów
Polski wicekonsul wskazał, że na Ukrainie jest wiele zapomnianych miejsc, które wymagają przywrócenia pamięci narodowej.
- Ale dzieje się już wiele dobrego w tej sprawie. Przykładem są nie tylko Ostrówki, ale szereg innych miejsc, np. w Kostiuchnówce młodzi harcerze ze Zgierza poświęcają wakacje na porządkowanie cmentarza żołnierzy Legionów Piłsudskiego - zaznaczył wicekonsul Czuchryt.
Zdaniem wicekonsula, zmienia się też postawa ukraińskich władz administracyjnych wobec upamiętniania mogił Polaków poległych z rąk nacjonalistów ukraińskich.
Na razie trudno jednak mówić o przełomie. Widać to na przykładzie Ostrówek. W wyniku dokonanej w 1992 r. za zgodą władz ukraińskich ekshumacji z okolicznych pól użytkowanych rolniczo, np. do wypasu bydła, na cmentarz katolicki przeniesiono ciała 323 pomordowanych. Jednak poza cmentarzem, w nieoznaczonych zbiorowych i pojedynczych mogiłach rozrzuconych po okolicy, a także w pobliżu odległej o kilka kilometrów ukraińskiej wsi Sokół, leży w ziemi bez katolickiego pochówku blisko 700 osób. Niestety, po chwilowym otwarciu się na początku lat 90. administracji ukraińskiej na problem upamiętnienia ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich w kolejnych latach do głosu zaczęli dochodzić politycy o nastawieniu nacjonalistycznym, a sprawa ekshumacji i katolickiego pochówku zamordowanych Polaków stanęła w martwym punkcie i trwa w nim do dziś. Nawet na zbiorowej mogile kilkuset Polaków, których ciała ekshumowano i przeniesiono na cmentarz w 1992 r., do dziś nie wolno umieścić adekwatnej inskrypcji. Jednak Leon Popek nie traci nadziei.
- Dzięki staraniom wielu ludzi, wśród których ogromną rolę odgrywa minister Andrzej Przewoźnik, powoli, lecz w sposób ciągły utrwalamy pamięć o startych z powierzchni ziemi Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i ich mieszkańcach - mówi dr Popek. - Mamy już uporządkowany cmentarz, na którym spoczywają nasi bliscy, bogaty materiał dokumentacyjny, dziś poświęciliśmy pomniki polskich żołnierzy. Da Bóg, w niedługim czasie doczekamy się zgody na ekshumację i postawienie godnego monumentu dla ponad tysiąca naszych krajan, którzy zginęli dlatego, że byli Polakami.

Adam Kruczek
"NASZ DZIENNIK"
19.09.2006 r., Nr 219