Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Kto ma skutecznie bronić dobrego imienia Polaków?


Tak się złożyło, że od końca wojny głęboko w mej świadomości tkwiła pamięć niespełnionej obietnicy, jaką my, ówcześni dwudziestolatkowie, złożyliśmy sobie z przyjaciółmi młodości, prawosławnymi Ukraińcami Jasiem i Sierożką Horszczarami. Obserwując to, co wyprawiają zbratani z Niemcami nacjonaliści ukraińscy, a będąc przekonani, że Niemcy zostaną rozbici i przepędzeni, a tym samym nacjonaliści stracą swoje podstawowe oparcie, obiecaliśmy sobie na początku 1943 roku, że po wojnie podejmiemy wspólne działania by nasze narody łączyła przyjaźń i prawdziwe braterstwo, by przeciwstawiać się obłędnej antypolskiej agitacji nacjonalistycznej, rozpoczętej zresztą na naszym terenie nie przez nacjonalistów, a przez sowietów w 1939 roku.
--------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem los i bandy banderowskie sprawiły, że wkrótce potem, jesienią 1943 roku na zawsze opuściłem moje miasteczko, a pół roku później, zimą 1944 roku, rodzinne ziemie kresowe. Los też sprawił, że Jasio i Sergiej na przełomie lat 1943/44 w odstępie kilku, czy kilkunastu dni zostali zamordowani przez banderowskich bandytów. Po wojnie zrozumiałem, że realizować młodzieńcze zamiary, to przede wszystkim ukazywać zbrodniczość banderowskich band. Pierwszym krokiem w tym kierunku było zamieszczenie wykazu zamordowanych przez nie Polaków w moim opracowaniu książkowym na temat dziejów partyzanckiego oddziału. Mimo obaw wydawnictwa, a była to połowa lat sześćdziesiątych, cenzura nie zastosowała zasady wyciszania i wykaz przepuściła. Właściwie na tym poprzestałem, bowiem z Ukraińcami w Polsce powojennej nie stykałem się, a kilkudniowe spotkania z nimi po trzydziestu latach w 1973 roku w moim miasteczku kresowym były tak przyjazne i życzliwe, że uznałem, iż wszystko jest w porządku. Uważałem ponadto, że operacja „Wisła” przeprowadzona w 1947 roku skutecznie rozbiła nie tylko bandyckie oddziały banderowskie, lecz także pozwoliła zrozumieć nacjonalistom ukraińskim bezsensowność ich działania.

Bolesne przebudzenie

Dopiero po 1989 roku przekonałem się jak bardzo się myliłem. Każdy kolejny miesiąc przysparzał dowodów na to, że hydra integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, od zakończenia wojny hołubiona przez państwa zachodnie, nie tylko przetrwała, ale i ma się zupełnie dobrze. Wyciszanie przez władze PRL problemu ludobójstwa dokonanego na Polakach na ziemiach kresowych zaowocowało powszechnym brakiem wiedzy o nacjonalistycznych założeniach ideowych i ich zbrodniach, a w konsekwencji sławetną uchwałą w sprawie operacji „Wisła”, podjętą przez senatorów. W tamtym czasie wydawało się banderowcom, że społeczeństwo polskie zostało już tak ogłupione i pozbawione pamięci, iż mogą swobodnie kłamać, kłamać i kłamać. Sprowadzało się to głównie do zaprzeczania, a przynajmniej minimalizowania popełnionych przez nich zbrodni i o zgrozo – do przerzucania winy za wyrządzone zło na Polaków, twierdzenia, że ich działaniu przyświecał chwalebny cel walki o niepodległość Ukrainy. Widoczne to było wyraźnie na ciągnącym się kilka lat seminarium „Żupańskiego” i zapewne będzie się to jeszcze nadal ciągnęło.
Nasze władze państwowe nie tylko nie bronią dobrego imienia Polaków, ale wręcz wspierają integralnych nacjonalistów i stwarzają im warunki do swobodnego działania. Przez cały okres kilkunastu lat wolności nie pamiętają lub nie chcą pamiętać o tym, że Sąd Najwyższy orzekł w wyroku z 22.09.1950 r., że OUN-UPA była organizacją przestępczą, a jej członkowie byli sprawcami ludobójstwa. Nie słyszałem, by wyrok ten został uchylony. A więc obowiązuje! Tymczasem nie jest tajemnicą, że obecnie OUN w Polsce, a więc zgodnie z cytowanym wyrokiem SN organizacja przestępcza, nosi nazwę Związek Ukraińców w Polsce (ZUwP). Antypolski organ prasowy tego przestępczego OUN-ZUwP to wydawany w Warszawie i finansowany przez Państwo tygodnik „Nasze Słowo”, pismo w każdym numerze sławiące „bohaterską” UPA, drukujące wspomnienia upowców – sprawców ludobójstwa dokonanego na Polakach, i nie tylko na Polakach, pismo informujące np. o nadaniu przez OUN-ZUwP byłym upowcom medali Bandery. Bandery – przywódcy OUN skazanego w Polsce w latach trzydziestych na karę śmierci za zamordowanie płk. Bolesława Pierackiego.

Pytania bez odpowiedzi?

Dalej: jak to się dzieje, że byli zbrodniarze – ludobójcy działają legalnie w upowskim związku byłych więźniów politycznych? Czy wobec tego możliwy jest taki związek byłych SS-owców czy SD-manów? Dlaczego Prezydent Najjaśniejszej toleruje w swej obecności występowanie umundurowanych starców upowskich i nie reaguje na ich bezczelne zachowanie? Kwaśniewski w dorobku ma zakłamanie Jedwabnego i nie mniej zakłamane Jaworzno, zaś obecny prezydent już się dorobił pokrętnej Pawłokomy. Dlaczego władze nie zainteresowały się ubytkiem, według mego szacunku, około trzystu tysięcy lub więcej polskich Ukraińców? Ostatni spis ludności wykazał, że jest ich zaledwie trzydzieści tysięcy. Gdzie się podziała cała reszta? Czy tak się wstydzi ona za OUN, czy też jest to jakaś nowa sztuczka tegoż OUN? A może ta trzystutysięczna mniejszość narodowa wolała się spolonizować? Dlaczego w IPN – tak bardzo potrzebnej instytucji – zatrudnia się Ukraińców o „skłonnościach” nacjonalistycznych? Dlaczego nacjonaliści (a dla mnie pojęcie to jest przeciwieństwem patriotów) mogą pleść antypolskie kłamstwa w telewizji i innych mediach? Dlaczego władza odznacza orderami nacjonalistów ukraińskich, a ociąga się z uhonorowaniem Ukraińców – prawdziwych przyjaciół Polski? Zarzuty pod adresem władz można by mnożyć, tylko po co? Władze nie od dziś je znają i nie robi to na nich wrażenia. Postępują tak, jakby świadomie włączyły się w realizację groźnej dla nas uchwały prowidu OUN z 1990 roku. Sprawa to niebagatelna. Nie chodzi tylko o dobre imię Polaków, ale przede wszystkim o zagrożenie istnienia naszego bytu państwowego, naszego narodu. Bratanie się z krzykliwymi integralnymi nacjonalistami ukraińskimi, bo przecież, jak dotąd, są znaczną mniejszością na Ukrainie, nie wróży nic dobrego. Głupcem jest ten, kto widząc co się dzieje, nie chce tego zauważać i patrzeć perspektywicznie, a dla nacjonalistów pożytecznym idiotą jest ten, kto swym działaniem wspiera realizowane przez OUN postanowienia wspomnianej uchwały prowidu. Tym bardziej, jeśli uruchamiają na ten cel zgromadzone przez prowid dolary.
Z zagrożenia najbardziej zdają sobie sprawę Kresowiane (ounowcy bardzo nie lubią tej nazwy). Ta coraz bardziej malejąca część naszego Narodu, to żywe dokumenty ukazujące prawdziwe oblicze zbrodniczej OUN. Po 1989 roku, gdy na powierzchnię życia wypłynęły rozpanoszone nacjonalistyczne szumowiny, (do dziś kierujące się faszystowską ideologią spreparowaną przez Dmytra Doncowa i podkreślające to w obecności prezydenta Wiktora Juszczenki na swym zjeździe w Kijowie – patrz artykuł w „Naszym Dzienniku” z 14-15.08.2006r. „OUN podnosi głowę”), wielu Kresowian chwyciło za pióro, by przelać na papier swe tragiczne doświadczenia. Pisali i piszą, mimo że niektórzy po upływie tylu lat nadal bali się i boją zemsty banderowców. Moja cioteczna siostra, która cudem ocalała z rzezi w Janowej Dolinie, w swoich wspomnieniach z owego czasu nie wymieniła żadnego nazwiska! Podejrzewam, że ogłoszone wówczas konkursy na wspomnienia, to nic innego, jak celowe „puszczenie pary w gwizdek”. Niech się wygadają i zapomną. Wiele setek wspomnień już od kilkunastu lat butwieje na półkach, a może gryzą je mole. Nie spotkałem się nawet ze śladami ich wykorzystania.

Co robi IPN?

Ciężar koniecznego udokumentowania zbrodni integralnych nacjonalistów ukraińskich spoczął więc na barkach samych Kresowian. IPN coś tam robi, jego pracownicy pobierają pensje, ale na razie prawie nic z tego, poza gromadzeniem zeznań, nie wynika. Ile tych zeznań jeszcze potrzeba, aby dojść do wniosku, że OUN i jej zbrojne bandy i formacje wysługujące się Niemcom to zbrodniarze i to faszystowscy? Do potwierdzenia, że komunistyczny Sąd Najwyższy miał rację? Do skłonienia Sejmu, by podjął właściwą ustawę lub uchwałę? Konferencje a la Krasiczyn wywołują tylko oburzenie tych, którzy znają prawdę.
Tymczasem, dla przykładu, działający społecznie wrocławscy sędziwi Kresowiane już zgromadzili dwadzieścia tysięcy wspomnień ludzi, którzy tylko szczęśliwym trafem uniknęli śmierci zadawanej przez ounowskich zbirów, wydali przeszło osiemdziesiąt numerów pisma „Na Rubieży”, wydali gigantyczne, ponad tysiącstronicowe prace dotyczące ludobójstwa w województwach lwowskim i tarnopolskim, zorganizowali kilka konferencji z udziałem Kresowian mieszkających w Polsce i zagranicą. A co najważniejsze, z groszowych składek społecznych wystawili we Wrocławiu wspaniały pomnik upamiętniający pomordowanych, pomnik – mauzoleum z urnami zawierającymi ziemię pobraną z miejsc zbrodni ze wszystkich powiatów. Przy tym obstrukcja władz i polskojęzycznych mediów utrudniająca budowę napsuła organizatorom wiele krwi. Na podziw i wdzięczność zasługuje ofiarny wysiłek tylko dwojga ludzi – ojca i córki Siemaszków, którzy opracowali potężny dwutomowy dokument obejmujący zamordowanych na Wołyniu. Z pod pióra indywidualnych Kresowian wyszło sporo książek dokumentujących nacjonalistyczne zbrodnie. O ile wiem, autorzy pisali je nie dla uzyskania materialnych korzyści, często wpływy ze sprzedaży nie pokrywały poniesionych przez nich kosztów. A są to prace wspaniałe, by tylko przykładowo wymienić kilku autorów: Tadeusz Bagiński, Feliks Budzisz, Włodzimierz Dębski, Edward Gross, Helena Krzemionowska-Łowkis, Edward Prus, Monika Śladewska, Apoloniusz Zawilski.
Niezależnie od tego organizacje kresowe, a także poszczególni Kresowianie ślą do władz pisma z zawiadomieniami, propozycjami i protestami, które, jak wspomniałem, nie robią na dygnitarzach wrażenia. Nadawcy co najwyżej otrzymują zdawkowe, grzecznościowe, jeśli nie pokrętne odpowiedzi. A adresaci, nie tłumacząc motywów swego postępowania, robią swoje, czyli nie robią nic, a co najwyżej marnują pieniądze na bezpłodne debaty z integralnymi nacjonalistami ukraińskimi. Kresowianie nie rozumieją dlaczego tak postępują, jakie racje im przyświecają? W efekcie mamy niezrozumiałe, utopione w gładkiej mowie „pojednanie” i w Jaworznie, i w Pawłokomie, i „pojednanie„ kardynałów, i jakże haniebną w swej treści uchwałę sejmową z okazji sześćdziesiątej rocznicy nacjonalistycznej zbrodni ludobójstwa. Mówi mi katolik: „Nie przejmuj się. Na tamtym świecie wszyscy oni będą musieli zdać sprawę z włodarstwa swego”. A ja mu na to: „Nie zmienię swego postępowania, aby nie mogli się tam tłumaczyć, że nie wiedzieli”.

Przykłady walki o prawdę

Wracając do doczesności, podaję przykłady walki o prawdę w ostatnim czasie. Oto p. Monika Śladewska, żołnierz wołyńskiego AK, posiadająca dar tłumaczenia jak dziecku, czyni to wobec prezesa IPN w artykule „Polityka nie zastąpi pamięci. Instytut Pamięci Narodowej niweczy nadzieje kresowian na uznanie UPA za organizację zbrodniczą” („Przegląd” z 27.08. 2006r.). Autorce, a może Redakcji należy wybaczyć błąd w drugim członie tytułu, który winien raczej brzmieć: „Dlaczego IPN nie przestrzega wyroku Sądu Najwyższego określającego OUN i UPA jako organizację zbrodniczą”. Zapewne błąd ten wynika stąd, że mało kto wie o tym wyroku. Prezes IPN oberwał od niej słusznie za swą postawę w wywiadzie opublikowanym przez „Myśl Polską”. Nie zawsze popłaca kierowanie się zasadą „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”.
Inny przykład: Warmińsko-Mazurska Rada Regionalna Federacji Organizacji Kresowych w Olsztynie pismem z 8.06.2006 r. zwróciła się do Rady Etyki Mediów w Warszawie z prośbą, by „przywołała do porządku nieodpowiedzialnych redaktorów” nacjonalistycznego pisma „Nasze Słowo”, którzy od wielu lat uprawiają język nienawiści skierowany przeciw Polakom i Polsce. Zarzut ten został gruntownie uzasadniony. Przewodnicząca Rady Etyki Mediów p. Magdalena Bajer odpowiedziała pismem z 17.07.2006 roku, w którym podziela stanowisko Federacji pisząc m.in.: „Jest to w większości język nienawiści, zawierający obraźliwe epitety, nie udokumentowane oskarżenia, stwierdzenia czyniące wrażenie potwarzy”, by następnie stwierdzić: „Nie dysponujemy także sankcjami wobec dziennikarzy i mediów naruszających zasady zapisane w Karcie Etycznej Mediów”. Pięknie! Więc po jakiego did’ka powołano tę instytucję, skoro nie wyposażono jej w sankcje za naruszanie prawa?
W pewnym momencie wiecznie naiwny niżej podpisany postanowił zwrócić się do Prokuratury z zawiadomieniem o karygodnym łamaniu prawa, sądząc, że może ten urząd „zrobi porządek” z hulającymi na falach nienawiści i zakłamania nacjonalistami. Okazje ku temu były dwie. W pierwszym przypadku, gdy otrzymałem kserokopię opublikowanego w jakimś czasopiśmie za oceanem listu nacjonalisty żyjącego w Polsce, byłego członka tzw. UPA, skierowanego do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki z apelem, aby doprowadził do uznania UPA za formację walczącą o wolność Ukrainy, a tym samym do przyznania upowcom praw kombatanckich. Przy okazji nabrechał ile się tylko da na Polaków. Przetłumaczony list wysłałem do Generalnego Prokuratora w formie doniesienia o przestępstwie. Przy okazji zwróciłem uwagę, że autor listu występuje jako prezes związku byłych więźniów politycznych, podczas gdy otrzymał po wojnie wyrok pięciu lat więzienia nie za politykę, lecz za przynależność do zbrodniczej UPA. (Tekst opublikowało pismo „Na Rubieży” w nr 84/2006). Moje doniesienie nie zostało wrzucone do kosza, lecz po kilku hierarchicznych szczebelkach trafiło do Prokuratury Rejonowej w Koszalinie (miejscu zamieszkania nacjonalisty), a ta powiadomiła mnie, że sprawą się nie zajmie, gdyż nie ma w niej cech przestępstwa. Z uzasadnienia wynika, że Prokuratura zajęłaby się sprawą, gdyby były UPA-owiec oczernił Naród Polski, ale on dokonał tego tylko w stosunku do Polaków. Przy okazji zostałem oświecony, że naród to polscy obywatele wszystkich narodowości razem wzięci. Na takie dictum straciłem ochotę na odwoływanie się, tym bardziej, że nie jestem prawnikiem. Działalności byłych zbrodniarzy pod szyldem byłych więźniów politycznych Prokuratura nie raczyła zauważyć.

Przypadek „Naszego Słowa”

Drugi przypadek, który zgłosiłem do Prokuratury Rejonowej w Gdańsku dotyczył ogłoszenia w „Naszym Słowie”, zapraszającego młodzież w wieku 12-18 lat, by zgłaszała swój udział w organizowanym obozie w Bieszczadach w dniach 2-16 lipca br. Ogłoszenie zamieścił Arkadij Put’ko, zamieszkały w Gdańsku. Nie byłoby się czego czepiać, gdyby nie to, że ounowska gazeta na pierwszym miejscu programu zamieściła „poznanie historii UPA”. To nasunęło przypuszczenie, że realizując ten punkt programu nacjonalistyczny organizator będzie wtłaczał w młode ukraińskie głowy nie obiektywną, lecz zakłamaną historię UPA, nie pozbawioną znanych, nieprawdziwych oskarżeń pod adresem Polaków i Polski. Tym samym będzie ustawiał młodych obywateli Polski wrogo, a co najmniej niechętnie wobec swego państwa. Moje zawiadomienie nosi datę 19 czerwca. Miałem nadzieję, że Prokuratura poprosi Arkadija Put’kę o przedłożenie treści zamierzonego wykładu o historii UPA, by – jeśli moje podejrzenia są prawdziwe – nie dopuścić do jego wygłoszenia. Miała na to sporo czasu – co najmniej dziesięć dni. Nic takiego się nie stało. Prokuratura gdańska przekazała sprawę do załatwienia według właściwości Prokuraturze lubaczowskiej dopiero 17 lipca, czyli po zakończeniu się obozu. Z Lubaczowa otrzymałem prokuratorskie postanowienie z dnia 21.08.2006 o odmowie wszczęcia śledztwa, ponieważ nie popełniono czynu przestępczego. Ani słowa o tym, na czym oparto to stwierdzenie, ani słowa o tym, czy zapoznano się z treścią wykładu o historii UPA.
Oba przykłady świadczą o tym, że ani Prokuratorowi Generalnemu, ani podległym mu prokuratorom nie należy zawracać głowy sprawami panoszącego się w Polsce integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. Bracia, Polacy kresowi! W Waszej walce z ounowską, a szczególnie banderowską hydrą możecie liczyć tylko na siebie!

Zbigniew Małyszczycki
"Myśl Polska" Nr 40 (1.10.2006)