Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Potępić UPA, a nie Ukraińców

Szanowny Panie Redaktorze, Z dużym zainteresowaniem czytałem, Wiktora Poliszczuka, obszerną recenzję książki Grzegorza Motyki pt. „Ukraińska Partyzantka 1942–1960”. Po tak rzeczowej i miażdżącej krytyce autor książki powinien pójść, jak się mówi po angielsku, „back to school”, czyli „z powrotem do szkoły”. Czy jednak w Polsce są już szkoły, w których można poznać historyczną prawdę?* A nawet gdyby już były to, jak dowodzi Poliszczuk, jest rzeczą wątpliwą czy prawda historyczna w ogóle Motykę interesuje.


Nie roszczę pretensji do znajomości tematu na takim poziomie jak go zna Poliszczuk – ba – historii OUN i UPA nie znam wcale, ale ich działalność poznałem jako naoczny świadek. Do września 1943 roku mieszkałem w gminnym miasteczku Tuczyn w powiecie rówieńskim na Wołyniu. Miałem wtedy 13 lat. Wśród Ukraińców mieliśmy licznych przyjaciół. To właśnie Ukraińcy, zimą 1940 roku, uchronili nas przed wywózką na Sybir (mój ojciec był osadnikiem wojskowym na Osadzie Jazłowieckiej) i w roku 1943 dzięki ukraińskim kolegom kilkakrotnie uniknąłem śmierci z rąk tzw. „sokirnyków”. To ukraińskie słowo pochodzi od „siekiery”, bowiem siekiera była najczęściej używanym narzędziem w mordowaniu Polaków przez Banderowców. Tak ich wtedy nazywaliśmy: Banderowcy lub „sokirnyki” i „ryzuny”. Spośród wszystkich nazwisk przywódców UPA, znane mi wtedy było jedynie nazwisko Bandery.
W roku 2003 przypadła 60. rocznica rzezi ludności polskiej na Wołyniu. W całej Polsce urządzano tzw. „sesje naukowe” poświęcone temu tematowi. Wypowiadały się nań „wielkie autorytety moralne” tak polskie jak ukraińskie. No i „wielcy uczeni” doszli do wniosku, że nie można winy składać na barki nacjonalistów ukraińskich, bo Polacy tak samo ich mordowali. Prof. Geremek ubolewał nawet nad tym, że „w Polsce jest problem prawdy o akcji Wisła, na Ukrainie problem prawdy o Wołyniu – o operacjach nienawiści”. Wydaje mi się, że między tymi „prawdami” jest jakaś różnica, bo jak porównać bestialskie wymordowanie 100 tysięcy bezbronnych ludzi, w tym kobiet i niemowląt, z podwójną może liczbą, przesiedlonych, lecz nie wymordowanych. Zresztą, o akcji „Wisła” już szef kontraktowego rządu, Krzysztof Skubiszewski, na łamach „Tygodnika Powszechnego”, w kilku numerach, dowodził że była nielegalną i mocno za nią przepraszał.
Ukraińska strona w tej debacie usiłuje dowieść, że to Polacy Ukraińców mordowali. Zadaję więc sobie pytanie: dlaczego Polacy nie mordowali Ukraińców przed wojną, kiedy mieli do dyspozycji własną administrację, policję i wojsko? Akceptacja twierdzenia, że zaczęli ich mordować będąc podbitym i maltretowanym narodem urągałaby inteligencji Polaka. Dla Polaków zmienił się tylko okupant. Ukraińcy natomiast wiązali z tym okupantem swoje aspiracje niepodległościowe, państwa etnicznie czystego. Owszem, Polacy organizowali akcje obronne; nawet odwetowe, ale nie były one i nie mogły być robione na tę samą skalę co akcje UPA.
Za drugie pytanie, jakie teraz postawię, mogę zostać i w niektórych kręgach na pewno zostanę wyklęty za popełnienie bluźnierstwa. Ile ludzi trzeba wymordować, żeby czyn ten został uznany za ludobójstwo? Żądamy, żeby Rosja uznała zbrodnię w Katyniu, gdzie liczba pomordowanych jest czterokrotnie mniejsza niż liczba Polaków zamordowanych na Wołyniu, za ludobójstwo. Nie twierdzę, że Rosja nie powinna tego zrobić, ale czy nie stosujemy tu podwójnego standardu moralnego? Społeczeństwo polskie padło tu ofiarą lat indoktrynacji przez takie „autorytety” jak Giedroyć , Nowak-Jeziorański, Michnik, Kuroń i im podobni. Tak dziś w Polsce czczony i opłakiwany Kuroń został nawet „pasowany” przez ukraińskie organizacje w Polsce na „rycara Hałyczyny” (rycerza Galicji) za podlizywanie się ukraińskim nacjonalistom.
Rosja nie chce udostępnić Polsce swoich dokumentów w sprawie Katynia. Nie wiem czy władze Ukrainy nawet są w posiadaniu jakichkolwiek dokumentów na temat mordów dokonanych na Polakach, ale przecież są one dostępne w Polsce. Wymienię choćby tylko obszerną dokumentację Władysława i Ewy Siemaszków. W książce tej znalazłem nazwiska osób, których zmasakrowane ciała widziałem. Szpitalna kostnica w Tuczynie nie mogła ich wszystkich pomieścić, więc układano je obok, bo stolarze nie mogli nadążyć z robieniem trumien. Zapamiętałem niektóre nazwiska. Z książki Siemaszków dowiedziałem się jakie mieli imiona i w jakim byli wieku. Takich dokumentów jest przecież w Polsce więcej. Czy IPN z jego różnymi pionami śledczymi w ogóle tą sprawą się zainteresował? W moich uszach słyszę jeszcze słowa, jakie wypowiedział prezes „Wspólnoty Polskiej” prof. Andrzej Stelmachowski, w roku 2001, na Zjeździe Polonii i Polaków z zagranicy: „Nie wolno poświęcać interesów naszych rodaków na ołtarzu dobrych stosunków z innymi państwami czy też innymi wpływowymi środowiskami”. A jednak pamięć tysięcy pomordowanych Polaków poświęcono na ołtarzu dobrych stosunków z Ukrainą.
Podczas moich kilkakrotnych wizyt w Polsce nie mogłem zdobyć się na odwagę, by odwiedzić moje rodzinne strony, dzisiaj należące do Ukrainy. Zbyt głęboko w mojej pamięci utrwaliły się „czerwone łuny nad Wołyniem”. Dopiero w roku 2001 namówiła mnie do tego Polka ze Lwowa, którą poznałem w Warszawie. Po osadach wojskowych nie ma już tam śladu, ale spotkałem naszych byłych sąsiadów. Moja koleżanka lat dziecięcych, po 60 latch, nawet mnie poznała. Byłem tam witany i przyjmowany z niezwykłą serdecznością. A byli to przecież Ukraińcy. Słusznie więc twierdzi Poliszczuk, że to nie chodzi o cały naród ukraiński, lecz o dwie przestępcze organizacje, OUN i UPA.
Zbigniew Sudułł (Australia)
"Myśl Polska" ;Nr 3 (21.01.2007)