Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Wspólne oświadczenie Prezydenta RP i Prezydenta Ukrainy
z okazji 60-tej rocznicy Akcji „Wisła”


Prezydent RP i Prezydent Ukrainy,

- nawiązując do wartości demokratycznych, będących podstawą porządku państwowego
Polski i Ukrainy;

- kierując się wolą obu społeczeństw, by nadal rozwijać stosunki dwustronne w duchu
partnerstwa strategicznego;

- pragnąc kontynuować proces pojednania między narodem polskim i narodem ukraińskim;

- pamiętając o chrześcijańskich korzeniach Europy;

- podzielając wspólną ocenę totalitaryzmu komunistycznego;

- zamierzając wnieść wkład w budowę wspólnego domu europejskiego,

oświadczają:

Polakom i Ukraińcom udało się w ciągu minionych kilkunastu lat dokonać olbrzymiego postępu w dążeniu do pojednania oraz w poszukiwaniu wspólnej oceny trudnej i bolesnej przeszłości. Dialog polsko-ukraiński nabrał charakteru szerokiego ruchu społecznego, obejmującego różne środowiska i cieszącego się wsparciem władz państwowych. Patronowali mu i patronują prezydenci obu krajów. Kamieniami milowymi tego procesu stały się obchody Tragedii Wołyńskiej w Pawliwce na Ukrainie i martyrologii Ukraińców w Pawłokomie w Polsce.

W 2007 obchodzimy 60-tą rocznicę akcji „Wisła”, która w historii współczesnej Polski stała się przykładem niesprawiedliwości, będącej skutkiem działan totalitarnych władz komunistycznych. W 1947 roku doprowadziła ona do deportacji z południowo-wschodniej Polski wielu tysięcy obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego i rozproszenia wspólnoty ukraińskiej w Polsce, stając się tym samym kolejnym ogniwem w tragicznym łańcuchu konfliktów.

Wydarzenie to jako sprzeczne z podstawowymi prawami człowieka zostało potępione w 1990 roku w specjalnej uchwale przez Senat RP. Dzisiaj, podzielając tę ocenę, chylimy głowy przed wszystkimi jego ofiarami. Potwierdzamy jednocześnie wolę kontynuacji procesu pojednania, odkrycia prawdy historycznej o minionych wydarzeniach i upamiętnienia ofiar bratobójczych konfliktów.

Podpisano w Warszawie w dniu 27 kwietnia 2007 roku.



A co na ten temat ma do powiedzenia "autorytet i znawczyni" spraw ukrainskich pani Bogumiła Berdychowska
- To bardzo mocna deklaracja jasno stwierdzająca, że wydarzenia sprzed 60 lat były złem. Ciężko będzie teraz uzasadniać niektórym historykom, że akcja "Wisła" jest usprawiedliwiona, winę za nią ponoszą wyłącznie Ukraińcy, a władze powojennej Polski musiały zachować się tak, jak się zachowały.



A kto myśli niech przeczyta wywiad z panią Ewą Siemaszko.


Decyzja trudna, ale konieczna

Rozmowa z Ewą Siemaszko, autorką książki "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945"


Co działo się na terenach objętych w 1947 r. akcją "Wisła," zanim do niej doszło?
- W latach 1944-1945 UPA napadała na Polaków, mordując, rabując i paląc, podobnie jak wcześniej na Wołyniu i w części Małopolski Wschodniej, która została przyłączona do ZSRS, choć nie na taką jak tam skalę. Celem OUN - UPA było usunięcie Polaków z tych terenów, miały one wejść w skład wywalczonego w przyszłości państwa ukraińskiego przewidzianego tylko dla Ukraińców. Taka koncepcja pchnęła OUN - UPA do dokonania zbrodni ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Gdy na podstawie układu o wzajemnej ewakuacji ludności z 1944 r. między Polską "lubelską" a Ukrainą sowiecką doszło do przesiedleń Ukraińców "za Bug", UPA usiłowała je powstrzymać, walcząc z wojskiem i siłami bezpieczeństwa, niszcząc mosty, linie telefoniczne, paląc budynki użyteczności publicznej i poukraińskie gospodarstwa, by nie zostały zajęte przez Polaków. W tym czasie "zza Buga" byli z kolei przesiedlani Polacy, co nazywano repatriacją, ale nie palili swych siedzib, by nie dostały się w ręce ukraińskie, choć też trudno było im się z nimi rozstać. Ukraińcy nie chcieli opuszczać Polski, bo byli świadomi, że gorzej będzie im w Związku Sowieckim niż w Polsce, wobec której kierują szereg oskarżeń o prześladowania. OUN - UPA broniła Ukraińców przede wszystkim przed przesiedleniami, by zachować tutaj ukraiński stan posiadania na przyszłość, gdy powstaną sprzyjające okoliczności do zjednoczenia wszystkich tzw. etnicznych ziem ukraińskich w niepodległe państwo ukraińskie. Mogła takie okoliczności, zdaniem OUN, ujawnić trzecia wojna światowa, i na to liczono. OUN za "etniczne ukraińskie" uważała Chełmszczyznę, Podlasie, Nadsanie, Podkarpacie z Łemkowszczyzną.

W ówczesnych warunkach politycznych chyba plany OUN - UPA nie były do zrealizowania.
- To prawda, i tak to oceniamy, mając dzisiejszą wiedzę. Wówczas błędne przewidywania OUN - UPA pchały te formacje do walki. Gdyby nie przesiedlenia Ukraińców do ZSRS, które, jak wiadomo, nie objęły całości mniejszości ukraińskiej, problem byłby jeszcze poważniejszy, bo liczebność i aktywność OUN - UPA byłyby odpowiednio większe. W 1949 r., a więc po akcji "Wisła", OUN deklarowała, że nigdy nie zgodzi się z przynależnością do Polski wymienionych wyżej terenów wzdłuż granicy od południa i wschodu. Nie było żadnego uzasadnienia do tolerowania OUN - UPA, bez względu na to, czy te formacje były wtedy w stanie, czy też nie, oderwać kawałek Polski. Które państwo pozwala na rabunki ludności i instytucji publicznych, zabójstwa, terroryzowanie, likwidowanie placówek granicznych?

Zatem konieczne było zlikwidowanie UPA, ale czy nie można było uniknąć przesiedlenia?
- Zwalczanie UPA przez wojsko i siły bezpieczeństwa trwało dwa lata po wojnie i nie udawało się zaprowadzić spokoju. Przesiedlenie wynikało z konieczności oddzielenia od OUN - UPA współdziałającej z tymi formacjami ludności ukraińskiej, której obecność umacniała je.

Dlaczego działania militarne były nieskuteczne?
- Formacje typu partyzanckiego, jak UPA, są trudne do pokonania przez wojska regularne, nad którymi pod wieloma względami mają one przewagę. Lepsza znajomość terenu i przez to możliwość korzystania z jego mało dostępnych miejsc, ciągłe zmiany miejsca postoju, przemieszczanie się w sposób mało widoczny i nagły - utrudniają wojsku atakowanie, zwłaszcza w rejonach górskich. W przypadku UPA jej mocniejsza pozycja wynikała też z silnego związania z miejscową ludnością ukraińską, która wykonywała różne zadania na rzecz UPA. W wywiad i obserwację oraz przekazywanie informacji byli wciągnięci ukraińscy cywile - rolnicy i pracownicy różnych instytucji, urzędów, którzy uprzedzali UPA o zamiarach i ruchach wojska oraz sił bezpieczeństwa, uzbrojeniu, liczebności, itp. W przeciwieństwie do wojska, kwaterującego w różnych budynkach, często w chatach i przez to narażonego na ataki, była to dosłownie podziemna formacja zbrojna, gdyż na wielką skalę urządzała podziemne bunkry i kryjówki. Gdy były niszczone, nowe powstawały gdzie indziej. Znajdowały się one również pod chatami i zabudowaniami gospodarczymi. I jeszcze w razie potrzeby ukrycia się bojówki UPA "rozpływały się" we wsiach, udając cywili. UPA, mając dobre rozeznanie przeciwnika, ciągle urządzała skuteczne zasadzki na zwalczające je wojsko.
We wsiach istniały ponadto Samoobronne Kuszczowe Oddziały, tj. bojówki złożone z uzbrojonych chłopów zajmujących się gospodarstwem, które włączały się do walk w niektórych sytuacjach albo likwidowały zjawiające się we wsi patrole WP, nieraz w sposób bestialski. Wymienić też trzeba cywilną siatkę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, organizacyjnie złączoną z UPA i ściśle z nią działającą.

Czy w takim razie władze nie powinny skierować większych sił, by skuteczniej rozbijać oddziały UPA, zamiast przesiedlać ludność?
- Przy zwalczaniu partyzantki właściwy stosunek sił powinien wynosić 1:20, tzn. na 1 partyzanta - 20 żołnierzy. Nawet gdyby powiększone siły zbrojne zajęły się wyłącznie zwalczaniem UPA, to nie poradziłyby sobie szybko, nie wiadomo, kiedy by to nastąpiło, ponieważ UPA stale odtwarzała szeregi - rezerwuarem ludzkim była ludność ukraińska, z której brano ochotników lub ludzi sterroryzowanych. Ludność ukraińska utrzymywała też UPA, dostarczając żywności, ubrań, różnych materiałów potrzebnych np. do budowy kryjówek i bunkrów, pieniędzy, opiekowała się chorymi i rannymi. Bez odseparowania UPA od ludności długo jeszcze byłyby rabunki, palenia, morderstwa, ofiary walk, zresztą po obu stronach. Z jakiej racji, gdy Naród Polski poniósł ogromne straty ludzkie podczas wojny, nadal mieli ginąć ludzie, miały powiększać się zniszczenia materialne i nadal trwać poczucie zagrożenia?

Ukraińcy twierdzą, że to nie była walka z Polską, lecz z komunistami?
- Jest to chwyt wykorzystujący atmosferę rozliczania się z okresem komunizmu i antykomunistyczny charakter OUN i UPA. Owszem, te formacje były antykomunistyczne, ale w pierwszym rzędzie antypolskie. Wynika to zarówno z dokumentów tych formacji, jak i ich działań. Ludobójstwo co najmniej 120 tys. Polaków, którzy nie byli komunistami, dokonane przez OUN - UPA jest tego najpoważniejszym dowodem. Upowcy, którzy mordowali na Wołyniu i w Galicji, działali też na terenie obecnej Polski. Jeszcze przed wojną OUN dokonywała sabotaży, dywersji, akcji terrorystycznych, zamachów wymierzonych w państwo polskie, chociaż nie było ono komunistyczne. Jeśliby w tej walce chodziło wyłącznie o komunistów, to po wojnie w powiecie włodawskim UPA zamiast współpracować w paleniu wsi z Ukraińcami - funkcjonariuszami tamtejszego Urzędu Bezpieczeństwa, powinna była ich niszczyć. Bez względu na ustrój te formacje występowały przeciwko państwu polskiemu i Polakom.

Jednak niektórzy twierdzą, że akcja "Wisła" jest godna potępienia, ponieważ przeprowadziło ją niesuwerenne państwo komunistyczne, które nie kierowało się interesem społeczeństwa, tylko Związku Sowieckiego.
- Niewątpliwie nie działo się to bez wiedzy i akceptacji Moskwy, choć dotąd nie natrafiono na dokumenty mówiące o wykonywaniu stamtąd polecenia. Sowieci też u siebie likwidowali UPA. I tak się złożyło, że jeden ludobójca rozprawiał się z drugim ludobójcą. Ale zajmujmy się własnym podwórkiem. Akurat w tej sprawie w interesie państwa polskiego, chociaż wtedy komunistycznego, było usunąć siły, którym nie podobały się ówczesne granice, a w interesie mieszkańców kilkunastu powiatów było przynajmniej poczucie bezpieczeństwa osobistego i majątku. Każde państwo w tych warunkach postąpiłoby tak samo. W ten sposób wypowiedział się nawet znany specjalista od praw człowieka, prof. Andrzej Rzepliński, w 2002 r. na konferencji IPN w Krasiczynie poświęconej akcji "Wisła". Był to, niestety, głos odosobniony.

Czy innych rozwiązań nie można było zastosować?
- Na przykład jakich, zna pani jakieś pomysły?

Spotkałam się z głosem, że można było zgromadzić ludność ukraińską w pobliżu miejsc zamieszkania w obozach, w celu odseparowania jej na czas likwidacji UPA, a potem umożliwić powrót na własne gospodarstwa.

- Pomimo przesiedlenia Ukraińców, OUN i UPA były likwidowane jeszcze w 1948 roku. Tak długo nie można trzymać ludzi w obozach, wykluczone jest, by brać pod uwagę nawet kilka miesięcy, w czasie których pacyfikowano gros ukraińskiego podziemia. To dopiero byłaby udręka przetrzymywanych Ukraińców! Oburzenie międzynarodowe i kolosalne koszty społeczne zapewnione.

Co można powiedzieć o samym przebiegu akcji "Wisła"?
- Akcję przeprowadzało wojsko. Otaczano miejscowość, ludność otrzymywała nakaz spakowania się, konwojowano ją później do punktów zbornych, a następnie do obozów przy liniach kolejowych, gdzie po skompletowaniu transportu przewożono wagonami towarowymi, bo wraz z rodzinami jechał dobytek ruchomy, nawet żywy inwentarz, czasem furmanki. To nie znaczy, że zabierano ze sobą całe mienie, część jednak zostawała, ale też nie jechano z małymi tłumoczkami. Starano się zapewnić humanitarne warunki przesiedlenia (np. kuchnie polowe, opiekę medyczno-sanitarną), jednakże nie wszystko odbyło się według założeń i instrukcji, oczywiście były niedociągnięcia. Największym problemem był sam fakt opuszczania ziemi, z którą było związanych kilkadziesiąt pokoleń, pozostawienie cmentarzy, świątyń, krajobrazu, z którym ludzie byli zżyci, rozerwanie sąsiedztwa - i ten żal, tęsknota istnieją do dziś. Poza tym przesiedlaniu towarzyszyło wyłuskiwanie spośród ludności wmieszanych w nią członków OUN - UPA, co osiągano metodą brutalnych przesłuchań. To były nieuniknione powody do złych wspomnień.

A jaka była sytuacja ludności ukraińskiej w nowym miejscu osiedlenia?
- Otrzymywali przydział gospodarstw, domów, mieszkań. Niestety, wszystkie lepsze gospodarstwa i budynki zostały już wcześniej zajęte. Budynki przeważnie wymagały napraw, remontów, bowiem nie mając gospodarzy, były, jak to wtedy się mówiło, szabrowane. Do niektórych domostw zakwaterowano po kilka rodzin. Z czasem sytuacja normowała się. Państwo udzielało przesiedleńcom różnorakiej pomocy materialnej, rozciągniętej na wiele lat.
Jednakże problemy psychologiczne zostawały. Na przykład polscy sąsiedzi przez pierwsze lata podchodzili do Ukraińców podejrzliwie, dzięki złej sławie UPA. Rozproszenie i obawa przed uznaniem za bandytów spowodowały ukrywanie narodowości i polonizację. Z drugiej strony, trudne położenie mobilizowało ludność ukraińską pod każdym względem do osiągania wysokiego poziomu gospodarowania i kształcenia.

Procesy asymilacyjne to, zdaniem ukraińskiej mniejszości, cel i skutek akcji "Wisła". Czy tak było rzeczywiście?
- Zarzut ten wypływa ze sformułowania użytego w dokumentach państwowych o konieczności "ostatecznego rozwiązania problemu ukraińskiego". Chodziło tu o problem OUN - UPA, która stwarzała ciągłe zagrożenie irredentą - taki był sens tego stwierdzenia. Natomiast asymilacja jest naturalnym procesem żyjących wspólnie grup, choć rzeczywiście w tym przypadku nastąpiła na większą skalę, głównie z powodów już podanych - z chęci zrzucenia poczucia winy za postępowanie UPA. Zatem odpowiedzialność spada w tej kwestii głównie na tę formację.

Senat już w 1990 r. przeprosił za akcję "Wisła", a tymczasem ostatnio Światowy Kongres Ukraińców domaga się od państwa polskiego odszkodowań i potępienia przesiedleń Ukraińców. Jaka powinna być odpowiedź władz na te pretensje?
- Roszczenia te nie mają żadnych podstaw prawnych. Polskie władze powinny mocno zareagować, żeby raz na zawsze przerwać, formułowane zresztą od 1990 r., żądania polskich Ukraińców. Takie wystąpienia prowokują, by Polacy z Wołynia, Małopolski Wschodniej i dzisiejszej Polski południowo-wschodniej występowali z analogicznymi pretensjami.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska
"NASZ DZIENNIK" ;28-29 kwietnia 2007, Nr 100 (2813)