Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Państwo ulega żądaniom postbanderowców...

Spotykamy się jak co roku w rocznicę apogeum zbrodni ludobójstwa, jaka miała miejsce na Kresach Wschodnich II RP w roku 1943. Za rok będziemy obchodzić okrągłą 65. rocznicę tego zdarzenia, czas więc już najwyższy, aby podsumować nasze wysiłki, jako środowiska kresowego - zmierzające do ujawnienia pełnej prawdy o tym ludobójstwie oraz upamiętnienia jego ofiar.


W ciągu ostatnich kilku lat możemy odnotować pewien postęp w badaniach historycznych dotyczących martyrologii Kresów, dzięki czemu możemy z przybliżeniem określić liczbę zamordowanych. Przyjmuje się, że na samym Wołyniu UPA wymordowała na pewno ok. 60 tys. Polaków, a przyjęta w literaturze liczba wszystkich ofiar sięga co najmniej 120 tys. zamordowanych, przy czym historycy nie są w stanie określić całkowitej liczy zamordowanych ze względu na brak źródeł. Znana też jest w przybliżeniu liczba Polaków, którzy uciekli przed zagładą lub zostali wywiezieni na roboty do Rzeszy w latach 1943-1944 - liczba ta sięga 300 tysięcy. Wiktor Poliszczuk, i inni autorzy ukraińscy (m.in. Witalij Masłowskij), oblicza też liczbę Ukraińców - ofiar OUN-UPA na 80 tys., ale dotyczy to także okresu po 1944 roku.

Jeśli do tego dodamy liczbę aresztowanych i wywiezionych na wschód Polaków w czasie okupacji sowieckiej w latach 1939-1941, a według bardzo szczegółowych badań jest to 389 tys. obywateli II RP polskiej narodowości, to widzimy skalę martyrologii. Tragedia Kresów jest bez wątpienia jedną z największych w polskiej historii, porównywalną z tragedią Powstania Warszawskiego. Mamy do czynienia ze zbrodnią ludobójstwa, która nie ma precedensu w naszej historii. Powstaje więc pytanie - jakie miejsce zajmuje ta zbrodnia w zbiorowej pamięci Narodu oraz jaki jest stosunek do niej elit politycznych i polskiej oraz ukraińskiej nauki? Ze smutkiem musimy stwierdzić, że nie jest to miejsce adekwatne do skali wydarzenia. W świadomości Narodu dominuje pamięć o zbrodniach niemieckich i sowieckich - przy czym od kilkunastu lat oficjalne czynniki akcentują głównie zbrodnie sowieckie, ze zbrodnią katyńską na czele. Zbrodnia ludobójstwa na Kresach jest spychana na dalszy plan. W ośrodkach naukowych w Polsce temat ten traktowany jest jako „niewygodny”, politycznie śliski i drażliwy. Dlaczego - o tym potem.

Fałszerze historii

Teraz wystarczy tylko stwierdzić, że prym w badaniach tego problemu wiodą historycy albo o nastawieniu probanderowskim (by wymienić tutaj Igora Hałagidę, Romana Drozda, Romana Wysockiego, Jewhena Misiłę czy Grzegorza Motykę), albo starający się nie odchodzić od wymogów obecnej poprawności politycznej (np. historycy ze starej szkoły - Andrzej Chojnowski, Andrzej Ajnenkiel, czy Władysław Serczyk). Badania szczegółowe, poparte badaniami źródłowymi prowadzą tylko historycy młodsi o nastawianiu co najmniej przychylnym opcji ounowskiej, podczas gdy starsze pokolenie historyków formułuje tylko wnioski ogólne. Jeśli byśmy przeanalizowali terminologię jakiej używają wspominani historycy, to rzuca się w oczy tendencja do zatarcia prawdziwego oblicza zbrodni. I tak, nagminnie spotykamy się z takimi określeniami jak „konflikt polsko-ukraiński”, „antypolska akcja UPA”, „tragedia wołyńska”, „wydarzenia na Wołyniu” itp. Pokazuje to intencje autorów, unikających terminów adekwatnych, np. „ludobójstwo na Wołyniu” czy nawet „zbrodnie UPA”.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na Ukrainie, gdzie przeważająca część historyków stoi na pozycjach nacjonalizmu ounowskiego. Dawni marksiści stali się teraz skrajnymi nacjonalistami. Historycy ci próbują nie tylko tuszować prawdę, ale wręcz twierdzą, że żadnych zbrodni nie było, co najwyżej konflikt polsko-ukraiński sprowokowany w dodatku przez stronę polską. Widoczna jest tendencja do zrzucenia odpowiedzialności na politykę państwa polskiego w stosunku do Ukraińców w II RP albo wprost sugerowania, że likwidacji ludności polskiej dokonywały przebrane za Ukraińców oddziały NKWD i sowiecka partyzantka. Nieliczni historycy ukraińscy uznający fakty (acz ostrożnie) nie powtarzają tego na forum publicznym, stąd ich głos jest kompletnie nieznany. Nic tu nie pomogły seminaria polsko-ukraińskie organizowane prze kilka lat przez środowisko Światowego Związku Żołnierzy AK. Dlatego uzasadniony będzie wniosek, że na Ukrainie wiedza na temat zbrodni dokonanych przez UPA jest praktycznie żadna.

Walka o prawdę

Środowiska kresowe od wielu lat próbują przebić się ze swoimi postulatami zarówno do świadomości ogółu Polaków, jak i elit politycznych. Nie możemy powiedzieć, że są to wysiłki bezskuteczne. Odnotujmy w tym miejscu dosyć szerokie echo obchodów 60. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, kiedy to udało nam się zainteresować tym tematem szereg mediów i polityków. W Sejmie odbyła się debata, podczas której padły ważne sformułowania wygłoszone przez niektórych posłów. Z pozytywnym przyjęciem spotkało się stanowisko posłów Prawa i Sprawiedliwości, PSL-u i LPR-u. Jarosław Kaczyński, wówczas poseł opozycji, a dzisiaj premier rządu RP, wypowiedział fundamentalne zdanie, że na Wołyniu mieliśmy do czynienia z ludobójstwem w najczystszej postaci, a ten kto próbuje zacierać prawdę o tym jest wspólnikiem ludobójców. W późniejszym okresie Kresowy Ruch Patriotyczny podpisał porozumienie z Polskim Stronnictwem Ludowym dotyczące współpracy, głównie na polu szerzenia wiedzy o martyrologii wsi polskiej na Kresach - wszak prawie wszystkie ofiary ludobójstwa to mieszkańcy wsi. Dzięki temu porozumieniu Kresowy Ruch Patriotyczny nawiązał ścisłą współpracę z Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, kierowanego przez dr. Janusza Gmitruka. Za tę współpracę i pomoc serdecznie dziękujemy - Jarosławowi Kalinowskiemu, Waldemarowi Pawlakowi oraz Tadeuszowi Samborskiemu.

W omawianym okresie powstały opracowania naukowe rzetelnie pokazujące tragedię Kresów. W tym miejscu wymienię tylko Ewę Siemaszko i Władysława Siemaszkę z ich już uznaną za klasyczną pozycją „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia w latach 1939-1945” oraz Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierkę z drugim wielkim dokumentacyjnym dziełem „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w Województwie Tarnopolskim 1939-1946”. Ponadto ogromne znacznie mają opracowania źródłowe autorstwa dr. Lucyny Kulińskiej, prace analityczne na temat istoty ukraińskiego nacjonalizmu autorstwa prof. Bogumiła Grotta, a także prace prof. Mariana Malikowskiego, prof. Ryszarda Szawłowskiego, prof. Czesława Partacza i dr. Zdzisława Koniecznego. Osobne podziękowania należą się oczywiście dr. Wiktorowi Poliszczukowi, który niestrudzenie publikował kolejne prace dotyczące historii OUN-UPA z pozycji Ukraińca walczącego o prawdę i honor własnego narodu. Jego dorobek jest dokładnie znany w środowisku kresowym.

W walce o prawdę odnotować też należy znaczący postęp na drodze do wybudowania w Warszawie pomnika ofiar OUN-UPA. Jeszcze podczas kadencji Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy otrzymaliśmy zgodę na budowę pomnika oraz propozycje lokalizacji w centrum stolicy (na Palcu Grzybowskim lub w Alei Solidarności w okolicy Muzeum Niepodległości). Prezydent Warszawy w liście do inicjatorów pomysłu wybudowania pomnika uznał tę inicjatywę za ze wszech miar godną poparcia - było to w roku 2003. Nasze dzisiejsze kłopoty związane z tą inicjatywą są wynikiem akcji probanderowskich środowisk ukraińskich w Polsce wspieranych przez niektóre środowiska polskie. Owocem tego był nagłośniony przez „Gazetę Wyborczą” list 134 osób protestujący przeciwko projektowi pomnika. Nie kwestionuje się już jednak, przynajmniej oficjalnie, samej idei powstania pomnika, lecz stara się opóźnić jego odsłonięcie lub wpłynąć na jego kształt.

Mur obojętności

Mówiąc o naszych sukcesach i pracy nie sposób jednak nie wspomnieć o barierach, na jakie wciąż napotykamy. Niestety nie da się - poza drobnymi wyjątkami - nic dobrego powiedzieć o instytucjach państwa polskiego, które powinny sprzyjać naszej aktywności i pomagać nam na każdym kroku. Tymczasem my napotykamy wciąż na jawną niechęć, a nawet próby przeciwdziałania. Dotyczy to - idąc od samej góry - urzędu Prezydenta RP, poprzez poszczególne ministerstwa i inne instytucje. Nasza ocena jest taka - bez względu na to, kto sprawuje rządy - mamy do czynienia z taką samą sytuacją. Ze smutkiem odnotowujmy pasywną i kapitulancką wobec postulatów wysuwanych prze środowiska postbanderowskie kolejnych prezydentów i rządów RP.

W imię fałszywie pojętej troski o stosunki polsko-ukraińskie, dokonuje się aktów tuszujących prawdę historyczną, by wspomnieć uroczystości z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy w Porycku w 2003 roku czy w Pawłokomie w 2006. Pomimo wielu protestów i oświadczeń kierowanych do kancelarii prezydenta RP nic w tej materii się nie zmienia. Osobną sprawą jest postawa Instytutu Pamięci Narodowej, który - jak wynika z nazwy - powinien służyć odkrywaniu prawdy o losach narodu polskiego. Tymczasem instytucja ta stała się zapleczem dla historiografii jawnie lub półjawnie postbanderowskiej. Ba, zatrudnia ona nawet historyków ukraińskich zajmujących się gloryfikowaniem UPA. Dokonuje się to pod pozorem ukazywania antykomunistycznego charakteru UPA i przez to zrównywanie jej z podziemiem polskim. W tym samym czasie śledztwa prowadzone przez IPN w sprawie zbrodni UPA na ludności polskiej trwają w nieskończoność i pomimo upływu wielu lat nic nie słychać o ich zakończeniu. IPN to nasze, Kresowian, wielkie rozczarowanie.

Banderowska jaczejka

O tym z jakimi metodami mamy do czynienia ze strony wpływowego środowiska postbanderowskiego w Polsce niech świadczy ten przykład. W roku 2001 ukazał się w małym nakładzie album zatytułowany „Cudzoziemcze, idź powiedz Ukrainie” - upamiętnienia tragedii Zakerzonia w latach 1944-1947”. We wstępie działacz Związku Ukraińców w Polsce i publicysta tygodnika „Nasze Słowo”, Bohdan Huk, pisze: „Przez dziesiątki lat walki o pomniki, o tożsamość narodową i pamięć historyczną - zwycięsko wyszła strona ukraińska. Siłą miłości do ziem ojczystych wybudowano 137 miejsc pamięci w 108 miejscowościach. Świadczą one i będą świadczyć kolejnym pokoleniom, że na etnicznych, ukraińskich ziemiach Łemkowszczyzny, Bojkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny i Podlasia przelano krew za ich niepodległość a ukraińskie pomniki stoją na ukraińskiej ziemi (...) 95 proc. z tych pomników znajduje się na południowo-wschodnich terenach RP”. Dodajmy, że są to nie tylko miejsca pamięci poległych, ale całe panteony chwały UPA, z nazwami kureni. Wiele z nich zostało wzniesionych z naruszeniem polskiego prawa, o czym informowała choćby Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jednak interwencje środowisk kresowych w tej sprawie, np. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, natrafiały na mur milczenia, bądź na odmowę zajęcia się nią. Tymczasem Josyp Myca, przewodniczący Związku Ukraińskich Więźniów Politycznych w Polsce, pisze list otwarty do prezydenta Wiktora Juszczenki, opublikowany m.in. w ukazującej się w USA „Nacjonalnej Trybunie” (grudzień 2005). Czytamy tam co następuje: „Na mogiłach naszych pobratymców rozrzuconych po lasach i jarach nie pozwala się postawić nawet krzyża, podczas gdy naszym ciemiężycielom odsłania się panteony chwały we Lwowie, Pawliwce, Porycku, Hucie Pieniackiej oraz innych miejscowościach”. Jak to nazwać? Nie jest zresztą jedyny przykład jawnie antypolskiej aktywności postbanderowskiego środowiska w Polsce, które cieszy się, nie wiedzieć czemu, wyjątkową pobłażliwością władz RP.

Mówiąc o tych wszystkich sprawach przypomnieć powinniśmy, że główną i jedyną intencją naszej działalności jest walka o prawdę i uczczenie ofiar. Nigdy nie utożsamialiśmy OUN-UPA z ukraińskim narodem, nigdy też nie twierdziliśmy, że istnieje problem polsko-ukraińskiego pojednania. Dla nas Ukraińcy byli sąsiadami, którzy często tak jak my byli poddawani terrorowi OUN. Nigdy nie godziliśmy się i nie zgodzimy na to, by postawiono znak równości pomiędzy dzisiejszą Ukrainą a UPA, pomiędzy zwykłymi Ukraińcami a bandytami. Ale z taką samą determinacją będziemy zwalczać wszelkie objawy gloryfikacji UPA przez oficjalne czynniki ukraińskie - dlatego nie godzimy się na przemilczanie przez polskie władze faktów budowy niezliczonej już ilości pomników na cześć UPA na Ukrainie, pomników Bandery, Szuchewycza, czy Kłyma Sawura. Nam próbuje się przeszkodzić w budowie pomnika ofiar UPA w Warszawie, a w prawie każdym mieście zachodniej Ukrainy stoi pomnik ich oprawców i nikomu w Polsce to nie przeszkadza. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć racji, jakie stoją za tego typu zachowaniami. Tak samo nie jesteśmy w stanie zrozumieć dlaczego państwo polskie toleruje działania ewidentnie probanderowskie Związku Ukraińców w Polsce i finansuje jego organ - tygodnik „Nasze Słowo”.

Nasze cele

Przed nami, za rok - kolejna okrągła - 65. rocznica apogeum zbrodni ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Chcemy, by do tego czasu stanął w Warszawie pomnik ofiar tego ludobójstwa - w tym celu intensywnie będzie pracował komitet budowy pomnika.

Po drugie, będziemy zabiegać, by powstał w Polsce instytut czy placówka badawcza zajmująca się historią Kresów. W tej materii jesteśmy otwarci na propozycje - czy będzie taką rolę pełnił istniejący już Instytut Kresowy, czy też uda nam się stworzyć ją przy pomocy np. Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego czy Muzeum Niepodległości. Instytucja taka jest potrzebna choćby dlatego, że żadna z dotychczas istniejących nie spełnia naszych oczekiwań.

I wreszcie, dążyć będziemy do konsolidacji ruchu kresowego, tak by głos środowisk kresowych był silniejszy niż dotychczas, byśmy przemawiali wspólnie w tym samym tonie, by nikt nas nie wykorzystywał dla własnych celów. Jeśli uda nam się osiągnąć te trzy cele - to spotkamy się za rok z poczuciem dobrze spełnionego patriotycznego obowiązku.

Jan Engelgard

Referat wygłoszony w imieniu Kresowego Ruchu Patriotycznego podczas uroczystej akademii ku czci pomordowanych przez OUN-UPA w 64. rocznicę apogeum zbrodni - Warszawa, 11 lipca 2007 roku

"Myśl Polska" ;Nr 29-30 (22-29.07.2007)