Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Prawdziwa twarz nacjonalistów ukraińskich
- rozmowa z dr. Adolfem Kondrackim, ukraińskim historykiem polskiego pochodzenia

Szczególnie w tym roku, w 100-lecie urodzin watażki OUN-UPA Romana Szuchewycza zaktywizowali się skrajni nacjonaliści ukraińscy. Jak Pan odbiera to zjawisko rzeczywistości ukraińskiej, gdy zbrodniarzy próbuje się przedstawić jako bohaterów narodu ukraińskiego?


- Na Ukrainie społeczeństwo jest podzielone w ocenie organizacji nacjonalistów ukraińskich OUN i jej zbrojnej formacji UPA. Dowódca UPA Roman Szuchewycz, którego pewne koła polityczne chcą uczynić bohaterem Ukrainy, zdaniem moim, jako historyka, jest zbrodniarzem odpowiedzialnym przede wszystkim za mordy na Polakach. Szuchewycz od samego początku okupacji hitlerowskiej Ukrainy ściśle współpracował z władzami niemieckimi i działał wg ich rozkazów. O tym świadczą dziesiątki dokumentów z archiwów, o których nagle na Ukrainie "zapomniano". Szuchewycz był hauptmannem Abwehry, a trzeba pamiętać, że hitlerowcy ludziom bez żadnych "zasług" takich stopni wojskowych nie nadawali, szczególnie Ukraińcom. Z dokumentów archiwalnych, którym trudno zaprzeczać, wiadomo, że Szuchewycz był organizatorem batalionów hitlerowskich "Nachtigal" i "Roland" na samym początku II wojny światowej. Teraz pewne koła polityczne i historyczne na Ukrainie tłumaczą, że to były bataliony ukraińskie.

Niebagatelne "zasługi" Romana Szuchewycza miał w organizacji rzezi tysięcy niewinnych cywilnych Polaków w ramach czystek etnicznych OUN-UPA na Wołyniu i Galicji Wschodniej. W popularnym tygodniku ukraińskim "Dzerkało Tyżnia" (nr 24 z 23 czerwca 2007 roku) znany historyk ukraiński prof. Jurij Szapował przytacza, powołując na stronę internetową Partii Regionów Ukrainy, gdzie na podstawie oświadczeń Ukraińców opisano, jak w rocznicę pięciolecia UPA koledzy Szuchewycza podarowali mu pięć ściętych głów Polaków, które ten z uznaniem przyjął. I takiego "bohatera" prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko chce odznaczyć Orderem Bohatera Ukrainy?

Czy jakieś materiały polskich historyków, które świadczą dokumentalnie o zbrodniach OUN-UPA docierają się na Ukrainę?

- W tej chwili mogę powiedzieć o książkach Ukraińca z pochodzenia od lat zamieszkałego w Polsce, a teraz w Kanadzie - dr. Wiktora Poliszczuka, który bez żadnych emocji i na podstawie dokumentów archiwalnych pokazuje prawdziwą twarz nacjonalistów ukraińskich. Pierwsza książka Wiktora Poliszczuka "Gorzka Prawda" była wydana w 1996 roku w Doniecku a nie Kijowie.

Niektórzy historycy ukraińscy, powiązani ideologicznie z OUN-UPA, zarzucają dr. Poliszczukowi brak profesjonalizmu i nastawienie komunistyczne w sprawie ujawnienia ciemnych stron historii nacjonalizmu ukraińskiego. Jak Pan, jako doktor nauk historycznych Ukrainy, ocenia jego prace?

- Mnie specjalnie nie obchodzi światopogląd dr. Poliszczuka. Starałem się ocenić go wyłącznie jako historyka na podstawie przeczytanych uważnie książek jego autorstwa. Jest precyzyjnym badaczem historii i ideologii OUN-UPA. Trzeba być umiejętnym i fachowym historykiem, żeby przebadać tyle materiałów archiwalnych, jak to uczynił Wiktor Poliszczuk. Jest prawnikiem z wykształcenia, co mu pomaga w pracach dokumentalnych. Gdyby historycy ukraińscy tak starannie pracowali jak dr Poliszczuk, to wtedy byłoby mniej falsyfikacji historycznych. To także człowiek wysokiej kultury i moralności. I normalni Ukraińcy muszą być wdzięczni Wiktorowi Poliszczukowi za odwagę cywilną i ujawnieniu gorzkiej prawdy o zbrodniach OUN-UPA, a nie obrzucać go błotem.

Ostatnio coraz wyraźniej można spostrzegać na Ukrainie, inspirowane przez prezydenta Juszczenkę, próby wybielenia za wszelką cenę zbrodniczej OUN-UPA. Czemu, zdaniem Pana, takie falsyfikacje historii mają służyć?

- Mnie trudno teraz odpowiedzieć czemu to służy we współczesnych realiach. W krajach cywilizowanych skrajny nacjonalizm jest oceniany negatywnie. Na Ukrainie jest odwrotnie. Ale powróćmy do historii. Można zrozumieć (chociaż z trudem), że początkowo nacjonaliści ukraińscy współpracowali z Niemcami hitlerowskimi, aby zrzucić jarzmo komunizmu... Ale potem? W 1943 roku każdy normalny Ukrainiec zdawał sobie sprawę z antyludzkiej polityki Niemiec hitlerowskich. Dlaczego wtedy liderzy nacjonalistów ukraińskich powołali dywizję SS "Galizien"? I z tego trzeba wyciągać wnioski - jakiej sprawie służyli nacjonaliści ukraińscy i ich liderzy.

Niedawno jeden z liderów ukraińskiej prawicy Jurij Kostenko powiedział, że gdyby nie OUN-UPA, to nie byłoby niepodległej Ukrainy. Czy takie stanowisko "państwotwórcze" jest normalne?

- Nie będę się wypowiadał o normalności lub jej braku. Ale na Ukrainie, która na cały głos oświadcza, że jest częścią wspólnoty europejskiej - często brakuje kultury politycznej, tak z lewa, jak i prawa. Przecież niemożliwie jest, żeby w ciągu paru lat uczynić skok cywilizacyjny. Trzeba także pamiętać, że we wrześniu 1939 roku Ukraińcy na terenach II Rzeczypospolitej Polskiej witali "wyzwolicieli" Armii Czerwonej. Dopiero po tym, jak na tzw. Ukrainie Zachodniej NKWD zaczął represjonować tych samych Ukraińców, to tylko wtedy nacjonaliści OUN-Bandery zaczęli wrogo odnosić się do władz sowieckich.

Czy gloryfikacja watażków OUN-UPA będzie służyła sprawie europejskiej integracji Ukrainy?

- Myślę, że taka pozycja ukraińska nie zyska wielu sympatyków wśród polityków UE. Trzeba pamiętać, że oprócz archiwów ukraińskich istnieją jeszcze dokumenty archiwalne innych krajów, które konkretnie i precyzyjnie udowadniają zbrodnie formacji wojskowej UPA i dywizji ukraińskiej SS "Galizien". Nie zapominajmy także o świadectwach wielu Polaków przypadkowo ocalałych z bezwzględnych rzezi "kuszczowych widdiliw" OUN-UPA.

Jak Pan ocenia postawę w tej sprawie strony polskiej?

- Na każdym kroku mówi się o polsko-ukraińskim partnerstwie strategicznym. Może dlatego ani razu strona polska nie wypowiedziała się na pełnym głosem w sprawie zbrodni OUN-UPA dokonanym na polskiej ludności cywilnej Wołynia i Galicji Wschodniej i współczesnej gloryfikacji tych zbrodniarzy narodu polskiego przez władze ukraińskie. Czy na przemilczaniu strasznych zbrodni OUN-UPA ma polegać polsko-ukraińskie partnerstwo strategiczne? Ale pamiętajmy, że żadna koniunktura polityczna nie w stanie zatrzeć śladów krwawych zbrodni nacjonalistów ukraińskich z pamięci narodu polskiego. Prawda, wbrew woli setek współczesnych manipulatorów, zawsze wyjdzie na jaw. I o tym trzeba pamiętać, a nie o krótkowzrocznych korzyściach politycznych.

Czy Polacy, którzy teraz mieszkają na Ukrainie powinni zachowywać się biernie, jak to ma miejsce dziś, czy też mają aktywnie przeciwstawić się gloryfikacji zbrodniarzy OUN-UPA na Ukrainie?

- Zgadzam się z tym, że organizacje polskie na Ukrainie są bierne. Ale trzeba wziąć pod uwagę to, że generalnie Polacy z Wołynia i Galicji Wschodniej, którzy doświadczyli na sobie tych strasznych zbrodni banderowskich - wyjechali do Kraju. Pozostałym chyba brakuje odpowiedzialności historycznej za swoich przodków, którzy niesprawiedliwie doznali tych zbrodni ze strony OUN-UPA. Milczenie nie zawsze jest złotem. Niekiedy mówienie prawdy zapobiega przyszłym zbrodniom. Rozumiem, iż Polacy na Ukrainie byli od lat zastraszani, ale przecież trzeba w końcu wstać z kolan. Niepokoi mnie także zjawisko, o czym mówiłem niedawno na konferencji historyków pochodzenia polskiego z krajów WNP w Krakowie, to, że najbardziej uzdolnieni i inteligentni Polacy opuszczają Ukrainę, co sprzyja zacieraniu śladów polskości i historii polskiej na Ukrainie - o czym marzą spadkobiercy OUN-UPA. Na Ukrainie od lat polskie nazwy miejscowości geograficznych i polskie nazwy ulic są zmieniane. Nawet podczas ostatniego spisu ludności na Ukrainie niektórzy urzędnicy ukraińscy "tłumaczyli" Polakom zamieszkałym na wsi, że nie są Polakami, lecz tylko Ukraińcami wyznania rzymsko-katolickiego. Takie są realia ukraińskie, a nie urojona poprawność polityczna.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

"Myśl Polska" ;Nr 33-34 (19-26.08.2007)