Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Nie wolno dzielić ofiar na „dobre” i „złe"

Ogromnym rozczarowaniem Kresowian było to, że po roku 1989 polskie elity polityczne nie zdecydowały się o powiedzeniu pełnej prawdy o ludobójstwie na Wołyniu i nie podjęły stosownych działań, które służyłyby upamiętnieniu męczeństwa Polaków. Wynikało to z błędnej interpretacji tak zwanej koncepcji Giedroycia.

Jednym z objawów tego było przyjęcie założenia, iż dla dobrych relacji polsko-ukraińskich, warto zalać betonem przeszłość. W imię antyrosyjskiego sojuszu z narodami na wschód od Bugu zaczęto świadomie skazywać na zapomnienie wszystkie drażliwe sprawy. Tymczasem przeszłości nie da się zalać betonem. Historia wraca jak bumerang. Ale pamięć wykorzystywana jest w kategoriach "za" albo "przeciw". Mamy więc "dobrych" męczenników, czyli ofiary Katynia, bo można je wykorzystywać przeciw Rosji. I mamy "złych" męczenników, czyli ofiary Wołynia, bo rzekomo psują nam relacje z Ukrainą. To jest skandaliczne podejście. Powoduje ono, że ofiary dzielone są w zależności od tego, jakich miały katów, "dobrych" czy "złych". Ale to w tej chwili legło w gruzach.

Rodziny pomordowanych mają do dzisiaj ogromny żal do wszystkich ugrupowań politycznych, które powstały po roku 1989, że traktowały one problem niewłaściwie, czyli krok do przodu, krok do tyłu. Spowodowało to wzburzenie tych środowisk. W związku z tym pojawiły się dwa zjawiska. Pierwsze: mimo odejścia ludzi urodzonych na Kresach, dzieci, wnuki, a często prawnuki tych osób, ciągle uważają tę sprawę za bardzo ważną. Tak więc pałeczka w tej sztafecie pokoleń została przekazana. Drugie zjawisko to bunt tych środowisk. Jego apogeum nastąpiło dokładnie dwa lata temu, kiedy 11 lipca 2008, w 65. rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, na uroczystości na Skwerze Wołyńskim w Warszawie, nie przyszedł nikt z władz polskich. Nie było ówczesnego prezydenta RP, ś.p. Lecha Kaczyńskiego ani premiera Donalda Tuska ani prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Zamiast prawdy padły eufemizmy w rodzaju "bolesne wydarzenia", "tragedia Kresów" itd. Byłem naocznym świadkiem tego i widziałem, że stało się to kroplą, która przechyliła czarę goryczy.

Natomiast w ciągu minionych dwóch lat doszło do spontanicznego działania środowisk kresowych, ale nie tylko, bo także ludzi nie mających z Kresami nic wspólnego, ale angażujących się z pewnego sentymentu czy też z poczucia obowiązku wobec Ojczyzny. Miało miejsce kilka spektakularnych akcji pod ambasadą i konsulatami Ukrainy. Chodziło o protesty wobec nadaniu tytułu doctora honoris causa Wiktorowi Juszczence oraz wobec Rajdu Bandery. Doszło do pewnej konsolidacji organizacji kresowych, które są podzielone, również ze względów politycznych. Jednak kroki te przyniosły pewne efekty.

To uchwała Sejmu z 15 lipca zeszłego roku, która ma jedną zasadniczą wadę, że zamiast jednoznacznego terminu "ludobójstwo" pojawia się sformułowanie "masowe mordy o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych". Niemniej jednak w uchwale tej wskazano z imienia i nazwiska sprawców zbrodni - członków OUN i UPA, a także oddano część tym sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków. Co więcej, inicjatywy przejęły samorządy. W ciągu ostatniego roku pięć kolejnych sejmików wojewódzkich - idąc chronologicznie: dolnośląski, opolski, podkarpacki, lubuski i lubelski - podjęły uchwały potępiające ludobójstwo. Z kolei 7 lipca br. rezolucję potępiającą gloryfikację Bandery i Szuchewycza skierowali do radnych miasta Lwowa radni miasta Krakowa.

Niestety, przełomem w tych sprawach okazała się dopiero sromotna porażka Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich. Pod koniec swojej prezydentury wydał on dekrety gloryfikujące Banderę i UPA. Nawet jego sojusznik, prezydent Kaczyński zmuszony był to potępić. Chociaż nadal w tych sprawach zachowanie większości polskich polityków pozostaje dla Kresowian niezadowalające.

Wygrana Wiktora Janukowycza oczywiście też nie jest korzystna dla Polski. To polityk prorosyjski. Ale w trakcie pierwszych miesięcy jego prezydentury odwołano dekrety o gloryfikacji Bandery i Szuchewycza. Ważne jest również to, że poszczególne działania Janukowycza dążą do zrewidowania polityki Juszczenki.

Podobne stanowisko zajął Parlament Europejski. Dzięki inicjatywie polskich europosłów uchwalona została rezolucja przeciwko gloryfikacji UPA. Trzeba też wspomnieć o wsparciu dla działań Polaków ze strony organizacji żydowskich. Bo przecież Żydzi także byli mordowani przez Banderę. Są więc naszymi naturalnymi sojusznikami. Bardzo krytycznie jednak oceniam politykę ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Postrzegam ją jako lekkomyślną, służącą interesom amerykańskim. Brakuje w niej natomiast troski o Polaków, którzy nadal mieszkają na Kresach.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny, historyk Kościoła, wieloletni uczestnik opozycji antykomunistycznej w PRL

za: kresy.pl
11.07.2010