Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Do zbrodniarzy nikt nie chce się przyznać

"NASZ DZIENNIK" ;29 kwietnia 2011, Nr 99

Będzie nowe wydanie "Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia"

Z Ewą Siemaszko, która wraz z ojcem Władysławem jest laureatką tegorocznej Nagrody Kustosza Pamięci Narodowej, rozmawia Marek Zygmunt

Jak odebrali Państwo przyznanie Państwu Nagrody Kustosza Pamięci Narodowej i okoliczności, jakie temu towarzyszyły - mam na myśli przede wszystkim zachowanie prof. Friszkego?

- Przed Świętami Wielkiej Nocy otrzymaliśmy oficjalne powiadomienie z IPN. Przyznanie tej nagrody to dla nas oczywiście satysfakcja i radość, ale jest to przede wszystkim ważne dla środowisk poszkodowanych przez OUN-UPA, bo sytuuje tę przemilczaną martyrologię w zestawie ważnych dla pamięci narodowej faktów historycznych. Tak też traktujemy to osobiście, bo przecież naszym celem było wydobycie na światło dzienne zbrodniczości OUN-UPA, tematu niewygodnego, niepożądanego. A więc uczyniony został kolejny krok do normalności w sferze wiedzy i przekazu społecznego.

Nie uczestniczyliśmy w posiedzeniu Kapituły, ale z informacji, które ogłosił na swej stronie internetowej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, dowiedziałam się, że prof. Friszke opuścił obrady, będąc zawiedziony brakiem akceptacji jego wniosków. Nie wiem, jak był uzasadniony wniosek w sprawie pana Henryka Wujca, jakie ma osiągnięcia w zakresie szerzenia pamięci narodowej, słyszałam jedynie jego wypowiedzi w sprawie ludobójstwa upowskiego na ludności polskiej Wołynia, z których wynika, że wolałby, by jak najmniej na ten temat się mówiło - tak je odebrałam. Widocznie wniosek o nagrodę dla pana Wujca nie był przekonujący, skoro Kapituła go odrzuciła. To normalne, że są różne zdania o różnych kandydatach. Nie tylko zresztą tę kandydaturę pominięto, bo przecież było zgłoszonych do nagrody ponad 100 osób. Sądzę, że wszyscy wysuwający odrzucone kandydatury są rozczarowani.

Jak to się stało, że pani inżynier technolog żywienia zajęła się tematyką kresową, a szczególnie ludobójstwem?

- Wcześniej ode mnie ludobójstwem na Wołyniu zajmował się mój ojciec wraz z kolegą z 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej Józefem Turowskim, czego wynikiem była niewielka praca wydana w 1990 r. przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich. Po jej rozpowszechnieniu świadkowie przysyłali materiały zawierające nowe informacje, a więc należało tę pracę kontynuować. Współautor zmarł, a dla jednej osoby była to zbyt wielka praca - zdecydowałam, że trzeba się w to włączyć, a poza tym, zapoznając się ze wstrząsającymi relacjami Wołyniaków, tematem społecznie nieobecnym, stwierdziłam, że udokumentowanie zbrodni wołyńskiej to obowiązek obywatelski.

Co sprawiło, że Pani ojciec podjął decyzję o zbieraniu materiałów do tej ogromnej pracy?

- To była decyzja środowiska żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK powzięta po opublikowaniu w połowie lat 80. wypowiedzi prof. Jerzego Tomaszewskiego o mordowaniu ukraińskich kobiet, dzieci i starców przez 27. Dywizję.

Czy istnieją dokumenty ukraińskich oddziałów UPA, które potwierdzałyby relacje z poszczególnych zbrodni na Ukrainie?

- Nieliczne, do których miałam dostęp, rzeczywiście to potwierdzają, np. sprawozdanie Pierwszej Grupy UPA z likwidacji Huty Stepańskiej i okolicznych polskich kolonii w lipcu 1943 r., gdzie wymordowano ponad 500 osób. Jednakże nie da się wyciągnąć pełnego obrazu zbrodni z dokumentów ounowsko-upowskich.

Zbrodnie ludobójstwa nie ulegają przedawnieniu, ale do tej pory nie uznano za ludobójstwo zbrodni popełnionych na Polakach w czasach II wojny światowej w Związku Sowieckim i na Ukrainie.

- Nie ulegają przedawnieniu, to znaczy ich sprawcy mogą być ścigani i karani, nie ulega też przedawnieniu ocena zbrodni. Natomiast, gdy chodzi o stanowisko państw, to inne są powody braku przyznania popełnienia zbrodni ludobójstwa na Polakach przez Rosję i Ukrainę. Federacja Rosyjska jest spadkobiercą Związku Sowieckiego, nie dokonano tam desowietyzacji, więc naturalna jest niechęć do uznania, że państwo sowieckie jest odpowiedzialne za ludobójstwo. Bardziej skomplikowane są powody na Ukrainie. W części zachodniej, a więc tam, gdzie OUN-UPA dokonała ludobójczej depolonizacji, polityczne kręgi są zdominowane przez nacjonalistów ukraińskich, którzy za pomocą mitu UPA budują tożsamość narodową, a więc usiłują ukryć zbrodniczość OUN-UPA; poza tym w tych środowiskach przodkowie niektórych brali udział w zbrodniach, a któż chciałby mieć w rodzinie zbrodniarzy, przyjemniej jest mieć "bohaterów". We wschodniej części nacjonalizm ukraiński nie jest popularny, lecz nie ze względu na zbrodnie na Polakach (o czym nie ma tam wiedzy), ale z powodu walk z UPA Ukraińców z Armii Czerwonej. Gloryfikacja zbrodniarzy z OUN-UPA została państwowo usankcjonowana podczas prezydentury Juszczenki. Odwrócenie tego zawansowanego mocno procesu nie będzie teraz łatwe, nawet jeśli obecne władze by się w to poważnie zaangażowały, czego nie czynią.

Jak ocenia Pani dzisiaj szanse na pojednanie polsko-ukraińskie?

- Rzeczywiste pojednanie polegające nie tylko na przebaczeniu, ale i zaufaniu pomiędzy Polakami i Ukraińcami, państwem polskim a ukraińskim, oddala się wskutek aktywności nacjonalistów na Ukrainie. Były już międzypaństwowe pozytywne gesty. Oficjalne stosunki między Polską a Ukrainą są dobre, podobnie zresztą jak różnego rodzaju kontakty osobiste między obywatelami obu krajów, nawet między Polakami, dawnymi mieszkańcami Wołynia i Małopolski Wschodniej a Ukraińcami, choć przecież wśród Polaków jest wielu tragicznie doświadczonych z rąk UPA i sąsiadów Ukraińców. A więc można by powiedzieć, że pojednanie nastąpiło. Niestety, nie do końca. Cień jednak pada ze strony ukraińskiej, ponieważ zafałszowanie tam historii i gloryfikacja morderców Polaków (i nie tylko Polaków), szerzenie przez nacjonalistyczną partię "Swoboda" trzymającą władzę w zachodniej Ukrainie antypolskich nastrojów łącznie z postulowaniem rewizji granic, niedopuszczanie do godnych upamiętnień zbiorowych mogił pomordowanych przez OUN-UPA, utrudnianie żyjącym na Ukrainie Polakom życia i kultu religijnego - to wszystko budzi poważne niepokojące obawy na przyszłość. Jak bowiem wskazuje doświadczenie historyczne, nawet niewielkie niebezpieczne grupy w przeszłości zdobywały władzę i pchały narody w nieszczęścia.

Można się spodziewać nowego wydania "Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia"?

- Nowe wydanie na pewno będzie, ale konkretnego terminu nie mogę podać, bo zależy to od zbyt wielu okoliczności. Wielość i charakter uzupełnień uniemożliwia ich oddzielne umieszczenie np. w formie aneksu. Muszą być one, tak jak i poprawki (choć jest tego mniej niż uzupełnień), zintegrowane ze starym tekstem. A więc powstaje coś nowego, powiększonego o nieznane dotąd fakty zbrodni i ofiary znane z nazwiska.

Dziękuję za rozmowę.

www.naszdziennik.pl