Logo Federacji Organizacji Kresowych
Logo Federacji Organizacji Kresowych
                                                                                     
Federacja Organizacji Kresowych
                                                                                     
Strona Główna              o nas              Oświadczenia               Federacja               Archiwum              Kontakt              Strony o kresach
Sprawy Ogólne                 Białoruś                 Litwa                 Ukraina
© Federacja Organizacji Kresowych
siedziba:
Krakowskie Przedmieście 64
00-322 Warszawa


Napad na kościół w Kisielinie

     Ten opis jednego z ponad 160 tego dnia przeprowadzonych przez UPA napadów, nie jest właściwie dowodem trzeciej zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, bo czymże był w tych strasznych czasach pojedynczy akt terroru, gdy było ich kilka tysięcy? Natomiast jest wstrząsającą ilustracją, w jaki sposób nacjonaliści ukraińscy realizowali przyjętą przez siebie doktrynę Dmytro Doncowa.
     Opis napadu zaczerpnęliśmy z wielkiej książki Władysława i Ewy Siemaszków, o której już w tej witrynie pisaliśmy. Czytelnik zaraz zauważy, że opis napadu jest pozbawiony jakiejkolwiek emocji – tylko zimna relacja. Tym bardziej wrażliwy czytelnik będzie mógł odczuć tragizm tych bezbronnych mieszkańców, którzy przyszli do kościoła się pomodlić. Siemaszkowie oparli się o 65 relacji zawierających informacje o tym napadzie.
     11 lipca 1943 r. /w niedzielę/ duża liczebnie, uzbrojona grupa upowców otoczyła kościół, w którym odbywała się msza. Oprócz mieszkańców Kisielina znajdowali się tam również Polacy z okolicznych wsi i kolonii, łącznie ok. 180 osób.
     Tuż przed mszą wokół Kisielina zostały rozstawione czaty upowców, które z jednej strony nie przepuściły kilku osób idących na mszę, a z drugiej strony nie przepuszczały nikogo idącego z Kisielina. W ten sposób odcięte zostały drogi ucieczki. Upowcy podbiegli do ludzi wychodzących po mszy z kościoła, co spowodowało ich cofnięcie się do wewnątrz, lecz drzwi od głównego wejścia nie można było zamknąć. Ukraińcy zaczęli strzelać przez główne wejście do kościoła oraz przez okna parteru plebanii. Większość ludzi uciekła do bocznej kaplicy i na korytarz plebanii połączonej z kościołem. Zamknięto drzwi między kaplicą i kościołem oraz drzwi na dziedziniec. W panice i dezorientacji część ludzi pozostała na parterze, a część pobiegła na piętro, zamykając drzwi nad schodami i na strych. Cztery osoby ukryły się między sklepieniem zachodniej nawy bocznej a dachem. Grupa znajdująca się na parterze w kaplicy i korytarzu plebanii, otworzyła zamknięte przedtem drzwi. Wszyscy, którzy poddali się, zostali spędzeni do nawy głównej kościoła, pod przymusem rozebrani do naga i rozstrzelani z karabinu maszynowego. Ranni byli dobijani różnymi narzędziami, a najczęściej kłuci bagnetami. Po egzekucji zostali zawleczeni pod płot parku hrabiowskiego i tam zasypani ziemią z pogłębionego rowu. Kilkunastu mężczyzn z 2 grupy zajmującej piętro plebanii /6 pokoi, szeroki korytarz/ i strych, samorzutnie zorganizowało obronę. Napastnikom nie udało się otworzyć drzwi, bo były zatarasowane kuframi i skrzyniami, więc wyrąbali w nich dziurę, chcąc dostać się na piętro. Przez tę dziurę broniono się, rzucając w upowców cegłami. Nie mogąc zdobyć piętra przez drzwi napastnicy podpalili schody. Ogień nie był gwałtowny. Przez dziurę w drzwiach tłumiono płomień moczem. W tym czasie upowcy przystąpili do ataku strzelając przez okna – z okolicznych drzew, dachu obory oraz trzech przystawionych do budynku plebanii drabin. Broniono się cegłami z rozbieranych ścian i pieców oraz ciężkimi przedmiotami. Nie mogąc zdobyć plebanii strzelaniem z karabinów, upowcy zaatakowali granatami (które obrońcy odrzucali do napastników), a następnie podpalili wnętrze kościoła, parter plebanii, stodołę i oborę. Chociaż padał deszcz i pożar nie rozprzestrzeniał się szybko, to jednak płomienie sięgały okien piętra, gdzie znajdowali się ludzie. Broniącym się mężczyzną pomagały kobiety, szykując cegły i udzielając pomocy rannym. Po 11 godzinach walki upowcy wycofali się. Po północy, gdy zaległa cisza, zrzucono na ziemię siennik z okna pod którym nie było okna na parterze i na linie spuścili się kolejno wszyscy żyjący, w tym ranni. W obronie poległo 4 Polaków i 6 zostało rannych, w tym ksiądz proboszcz Witold Kowalski, lat 44; zamordowanych zostało 90 osób.